Od razu zwróciłem na nich uwagę!

Początkowo wyglądali na pierwszych lepszych chłopaków, kiedy tak stali przed witryną saloniku prasowego wpatrując się w karty z piłkarzami klubu Real Madryt. Duży i mały. Z pewnością bracia. Rodzeni. Nawet podobni do siebie.

Starszy mógł mieć nie więcej niż czternaście lat. Dosyć wysoki. Tyczkowaty. Nieproporcjonalny. Jakby jego szyja, ręce i nogi rosły w innym tempie niż reszta ciała. Twarz dziobata. Oczy kose. Dojrzewający jęczmień na dolnej powiece. Jak nabrzmiały od krwi, upasiony kleszcz.

Natomiast młodszy to jeszcze dzieciak. Góra sześć lat. Twarz słodziaka, ale oczy już osiedlowego ziomala. Czujne. Taksujące szybko otoczenie. Jak laserowe skanery. Umorusana twarz i zaschnięte gile pod nosem. Jasne włosy i fryzura, jakby sam się obcinał tępymi nożycami. W ciemnościach.

Ale jakaś ledwie dostrzegalny błysk w jego spojrzeniu zdradzał, że jest zapatrzony w starszego brata. Całkowicie. Jak w święty obrazek.

Obaj przywodzili na myśl wałęsające się bezpańsko psy. Albo szczeniaki innych psowatych. Szakali. Chociaż bardziej likaonów.

Mógłbym się założyć o wszystko, że byli hipermarketowymi złodziejaszkami. Takich można spotkać bardzo często. Nie miałem też najmniejszych wątpliwości, że karty wkrótce zmienią właściciela.

Ale, co mnie to obchodziło? Miałem przecież znacznie ważniejszą sprawę na głowie.

Bo od godziny nie mogłem się zdecydować. Sześćdziesiąt cztery gigabajty czy dwieście pięćdziesiąt sześć! Niby zaledwie osiem stów drożej, ale za to czterokrotnie większa pojemność. Robi różnicę, czyż nie?

Żeby dać sobie więcej czasu do namysłu, wziąłem swoją ulubioną kawę. Kofeina rozjaśnia mi umysł. Zawsze piję kawę przed podjęciem ważnej decyzji. Zawsze w Starbucks Coffee.

How would you describe yourself? – Śmiały i złożony!

What goes best with your coffee? – Pracowity dzień!

What flavours are your favorite? – Intensywny palony!

How adventurous are your tastes? – Ech… Cenię sobie proste przyjemności!

Twoja kawa to: French Roast!  S’il vous plaît!

Wziąłem w kubku na wynos. Zawsze tak robię. Mimo że piję na miejscu. Lubię trzymać gorący kubek w dłoniach. Lubię dotyk chropowatej faktury. Zabawne, ale tak mi kawa lepiej smakuje.

Znów ich zobaczyłem. Braciaki pojawili się znikąd i zajęli stolik obok mojego. Jednak oddzielała nas wyraźna, choć niewidoczna granica. Ja po stronie Starbucksa, oni zaś w strefie ogólnodostępnej. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Milion lat świetlnych.

Młody wyjął spod kurtki karty, które jeszcze przed paroma minutami znajdowały się w zupełnie innym miejscu i zaczął rozkładać je na stoliku. Starszy rozwalił się na krześle z gracją szmacianej lalki rzuconej bezładnie w kąt. W jego dłoni pojawił się spinner.

– Jestem głodny – powiedział ten mały.

Starszy coś odburknął do niego, splunął na podłogę, zakręcił spinnerem, w końcu wstał od stolika. I gdzieś poszedł. Długo go nie było. Młodszy w tym czasie rozkładał piłkarzy przed sobą i coś do siebie mówił. Był przy tym całkowicie pochłonięty.

Starszy wrócił.

– Masz! – powiedział, wręczając bratu pszenną bułkę. Kajzerka. Chociaż, nie! Bardziej poznańska. Tak! Zdecydowanie poznańska.

Małemu zaświeciły się oczy.

Wgryzł się w bułkę jak kornik w deskę.

– A ty? – spytał z pełnymi ustami. Przypominał małego chomika.

– Już jadłem – odparł starszy. Znów splunął na podłogę i zaczął kręcić spinnerem z taką werwą, jakby od tego miało zależeć jego życie.

Mały pochłaniał bułkę z malującą się na jego twarzy rozkoszą, aż oczy wychodziły mu z orbit.

– Kiedy ona przyjdzie? – spytał w przerwie między kolejnymi kęsami.

Brat wzruszył ramionami.

– Tylko nie mów jej, że to ja cię tak… obstrzygłem, dobra? – odpowiedział pytaniem.

Braciszek pokiwał kilkukrotnie głową.

Najwidoczniej na kogoś czekali. Prawdopodobnie na matkę. Albo starszą siostrę. Albo ciotkę.

A ja wciąż nie mogłem się zdecydować. Zostało mi jeszcze pół kubka kawy.

Kiedy ją zobaczyłem, od razu odgadłem, na kogo czekali. Mały wdał się w nią całkowicie. Te same oczy. Te same usta. Szerokie. Jakby lekko nadąsane.

Matka szła zamaszystym krokiem, kręcąc tyłkiem jak młynkiem i już z daleka przyciągała męskie spojrzenia. Długie, tlenione włosy w kolorze platyny. Lamparcie legginsy wrzynające się głęboko między pośladki. Szpileczki, pierścioneczki i mocny makijaż. Wręcz agresywny. Przekombinowany.

Zatrzymała się. Poprawiła włosy. Obciągnęła bluzkę.

Z bliska widać było, że jej czas już minął. Była jak oldtimer po tanim tuningu. Na głowie odrosty, żółte zęby od papierosów i wągry przebijające spod makijażu wokół nosa. Do tego haluksy pięknie wyeksponowane. Pięty spękane niczym ziemia wokół wyschniętego wodopoju na sawannie.

– Po co tu przyszliście? – spytała. Widać było, że się śpieszy. Że nie chciała tutaj być. Że miała coś innego do roboty. Pilniejszego.

Obaj spuścili głowy. Mały odłożył niedojedzoną bułę. Starszy w milczeniu obracał spinnerem w dłoni.

Matka wypuściła głośno powietrze i rozejrzała się dookoła.

– Co, on znowu pije? – spytała.

Starszy pokiwał głową.

– Od kiedy?

Chłopak wzruszył ramionami.

– Nie wiem – odparł. – Gdzieś od tygodnia.

Matka pokręciła głową na boki.

– Jak to dobrze, że od niego odeszłam – powiedziała. – I już nie muszę się z nim męczyć.

Przerwała. Wypuściła powietrze. W końcu usiadła obok nich na wolnym krześle. Torebkę położyła sobie na kolanach.

Uśmiechnęła się do młodszego.

– Co ty masz na głowie? – spytała.

Mały najpierw popatrzył na brata, a następnie na matkę.

Coś odpowiedział po cichu.

Matka pochyliła się w jego kierunku.

– Co, na kogo? – spytała marszcząc czoło.

Mały uśmiechnął się z miną niewiniątka.

– Na Ronaldo! – odpowiedział głośno, prawie krzycząc.

Kobieta pokiwała głową z udawanym zrozumieniem, ale nic nie odpowiedziała.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu, a potem matka powiedziała do nich ze złością w głosie:

– Nie mogę was zabrać do siebie! Nie dzisiaj. Dzisiaj nie mogę. Naprawdę! Innym razem, to tak! Dzisiaj, to nie. Nie mogę. Mam gościa. Jestem już umówiona. Ja też mam prawo do swojego życia…

Zamilkła, dysząc ciężko. Chciała cos powiedzieć, ale wyglądało na to, że nie mogła znaleźć odpowiednich słów.

Zaczęła szukać czegoś w torebce.

– Macie co jeść? – spytała nie podnosząc na synów wzroku.

Mały spojrzał na starszego, jakby czekał na to, co tamten powie.

Starszy nic nie odpowiedział.

Matka wyciągnęła portfel i wyjęła z niego pięćdziesiąt złotych. Przesunęła banknot w kierunku starszego syna.

– Macie – powiedziała. – Kupcie sobie coś. Więcej nie mogę wam dać. Nie mam przy sobie.

Starszy syn szybkim ruchem zacisnął banknot w dłoni. Wiedział już, że jeśli chodzi o pieniądze, to nigdy nie ma na co czekać. Bo pieniądze mają tę właściwość, że jak szybko się pojawiają, tak szybko potrafią znikać.

Cała trójka patrzyła na siebie w milczeniu.

Matka uśmiechnęła się do młodszego. Chyba najlepiej, jak potrafiła.

– Przyszły weekend – powiedziała. – Przyjdźcie do mnie w przyszłym tygodniu, okej?

Mały spuścił wzrok i zaczął wpatrywać się w piłkarzy. Starszy znów obracał spinnerem.

Matka siedziała jeszcze chwilę, jakby czekała na słowa potwierdzenia. Ale żaden się nie odezwał. Wyjęła z torebki telefon. Smartfon. iPhone. Siedem plus. Różowe złoto.

Kobieta sprawdziła godzinę.

– No, na mnie już czas – powiedziała.

I poszła sobie.

Mały zaczął płakać. Bezgłośnie. Przekładał karty z piłkarzami, a grube, ciężkie krople łez spadały na stół z głośnym plaśnięciem.

Starszy odłożył spinnera i pochylił się w jego kierunku.

Sięgnął po jedną z kart.

– Następnym razem obetnę cię na Marcelo – powiedział.

Braciszek wytrzeszczył na niego załzawione oczy. Patrzył z niedowierzaniem. Nie dowierzał.

Uśmiechnął się do brata. Wciągnął głośno powietrze nosem. Obtarł gile rękawem.

– Będziesz taki kudłaty – dodał starszy.

Mały zaczął się śmiać. Wiedział już, że to był żart.

Że jego starszy brat żartował sobie z niego. Tylko żartował.

A ja?

A ja wciąż nie mogłem się zdecydować.

 

  • http://www.esencjablog.pl Aleksandra Bohojło

    Nie wiem co w tej chwili napisać, bo jest mi po prostu smutno…

  • Karolina Łucja Kozioł

    srajfon… mocne

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Jezu jakie smutne..i takie realistyczne..<3

  • http://www.pkndl.pl Ania [PKNDL]

    Kulawe mamy, nieobecni ciałem albo duchem ojcowie – taka tam plaga. Naprawdę nie wszyscy powinni mieć dzieci…

  • Charakterna

    Mocne, smutne i bardzo prawdziwe 🙁

  • http://wedrowkipokuchni1.wordpress.com/ Małgorzata Hert

    Strasznie smutne, ale i życie przecież takie bywa….

  • Magdalena Sobkowicz

    Nie daję rady w takich chwilach. 🙁
    Nie rozumiem.

    Razem zawsze raźniej. 🙂

    • Magdalena Sobkowicz

      I ten kontrast. Jedni wydający pieniądze na nowy tel. i dzieci, których jedynym posiłkiem dnia może być sucha bułka. Przykre.

      • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

        Mnie natomiast najbardziej wzruszyło, jak ten starszy brat musiał przejąć obowiązki ojca i matki nad swoim bratem. I to jest jedyna pociecha, że mały ma kogoś, kto się nim zaopiekuje. Wiele dzieciaków nawet tego nie ma 🙁

        • Magdalena Sobkowicz

          Oboje są biedni. Starszy nie ma oparcia w nikim. Mobilizuje w sobie siły, które go obciążają. Matka ma luz, bo ma prawo do życia. :(:(:(

  • rademachera

    A Ty jak zwykle, musisz poruszać trudne tematy…

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Kurczę…chyba muszę! 😉

  • Aleksandra Załęska

    Jakie to prawdziwe – nawet nie zastanawiamy się jakie problemy mają ludzie obok nas. My zastanawiamy się czy kupić sobie nowy telefon, laptopa, drogie buty, a obok nas są ludzie, którzy potrzebują pomocy, dla których największym problemem jest to, co zjedzą. Smutny i realistyczny wpis!

  • Daria Wojciechowska

    Smutne, ale prawdziwe. Mnóstwo jest takich rodzin, tylko jak się człowiek nie przygląda to nie widzi.

  • Żaneta Zjawa

    Świetny tekst!

  • http://www.kozadomowa.blogspot.com Koza Domowa

    Ech…aż słów brak, by skomentować tę historię. Lubię Twój sposób pisania. Dzięki za ten tekst. Kasia

  • http://melodylaniella.blogspot.com Melodylaniella Evans

    Jak można być taką matką? No jak?

  • http://www.zolzazkitka.pl Zołza z kitką

    Właśnie dlatego niektórzy ludzie powinni być kastrowani, gdy tylko osiągną dojrzałość płciową. Bo jedyne co potrafią robić, to unikać odpowiedzialności za to, co stworzyli

  • Jerzy Wilman

    Świetnie opowiedziana historia. Choć nie za bardzo pasuje, kojarzy mi się trochę z filmem 300 mil do nieba. Popatrz, wydawać by się mogło, że żyjemy w kraju likwidującym patologie, biedę, stawiającym na rodzinę. Ech… Chciałbym przedrukować ten artykuł u siebie, na Inn.Media.Pl. Zgodzisz się?
    Pozdrawiam Jerzy Wilman

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Proszę bardzo. Prośba tylko o podanie źródła 🙂

  • http://balkanyrudej.pl/ balkanyrudej

    Alkoholizm rodzica zawsze odbija się na dziecku. Cokolwiek by się nie działo, to dziecko jest główną ofiarą nałogu. A w tym wypadku…dzieci.

  • http://czasnaziemi.pl Kasia z CzasNaZiemi.pl

    Nie sposób nie czytać tej historii z drżeniem serca. Odkąd jestem matką, to boją mnie takie historie bardziej. Każde dziecko to nowe, młode życie, które zasługuje na to aby otoczyć je troską i opieką aby pomagać w kształtowaniu się. Aż dziw mnie czasami ogarnia, że jeszcze w naszym kraju są takie dzieci błądzące jak bezpańskie psy.
    Podlinkuję artykuł u siebie na fanpage bo jest cudowny w swej prostocie;-)

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Dziękuję!

  • http://www.alabastrowaherbata.pl Alabastrowa Herbata

    Nie wiem co napisać. Niby sytuacja nie jest mi obca bo moje oczy już takie widziały ale z drugiej strony, kiedy się o tym czyta to jednak serce drży. Żal mi tych dzieci bo to tylko dzieci. Nie są niczemu winne. Nie wybrały sobie takiego losu.

  • Pilat Anna

    Masz wyjątkowy styl pisania. Historia mogłaby się wydawać surrealistyczna, a jednak jest tak prawdziwa. Gdzie tylko nie wyjść na ulicę i rozejrzeć się wokół – pasowałaby jak ulał. Niestety…