Krzyk ciszy

Mama okłamała mnie!

Jedyny raz w życiu. Tamtego dnia, kiedy powiedziała, że wszystko będzie dobrze.

Otóż, nic nie było dobrze! Było cholernie daleko od jakiegokolwiek dobrze.

Pierwszy problem pojawił się już na samym początku. Wprawił mnie w zakłopotanie, jednak później spowodował żywsze bicie serca. Otóż, każdy niepełnoletni uczestnik terapii musiał mieć z sobą jednego z rodziców lub prawnego opiekuna, do której jednocześnie miał całkowite zaufanie. Taka osoba miała towarzyszyć przez cały okres kursu, brać aktywny udział w terapii i kontrolować postępy.

Wtedy pani L. postanowiła pojechać razem ze mną.

I tak, po prawie szesnastogodzinnej podróży pociągami z Wrocławia, stanęliśmy w mroźny, styczniowy poranek przed bramą ośrodka, gdzie miałem narodzić się na nowo. Był to ładny, kilkupiętrowy budynek z biegnącymi wzdłuż ścian loggiami, stojący w sosnowym lesie, za którym rozciągała się szara powierzchnia Bałtyku.

Przywitał nas niski mężczyzna o czarnych włosach z przetłuszczoną grzywką opadającą na rozbiegane oczy i z mizernym wąsikiem ukrywającym zajęczą wargę. Przedstawił się jako Janusz i podkreśli, że tutaj wszyscy mówią sobie po imieniu. Pani L. szepnęła mi do ucha, że wygląda jak Charlie Chaplin. O mało nie parsknąłem śmiechem, ale po chwili spoważniałem i moja wesołość prysnęła jak bańka mydlana, kiedy mężczyzna prowadząc nas do budynku, przedstawił nam regulamin pobytu w ośrodku. Generalnie niczego nie było wolno mi robić bez jego pozwolenia, musiałem wykonywać wszystkie polecenia i za najmniejsze naruszenie regulaminu groziło natychmiastowe wydalenie z terapii. Szybko zorientowałem, że to miejsce tylko tym różniło się od więzienia, iż nie było tu wysokiego muru i uzbrojonych strażników. Poza tym facet był opryskliwy, miał wysoki, irytujący głos i zdaje się nie znosił najmniejszego sprzeciwu.

Drugi problem pojawił się przy zakwaterowaniu. Janusz z góry zakładając, że pani L. musi być moją matką, przydzielił nam wspólny pokój. Widziałem, jak pani L. miała zamiar wyjaśnić pomyłkę, ale Janusz nie miał dla nas więcej czasu i pobiegł do swojego gabinetu, odebrać natarczywie dzwoniący telefon.

Nasz pokoik był niewielki, po obu stronach pod ścianami stały pojedyncze łóżka, była też mikroskopijna łazienka z prysznicem, a całości skromnego wyposażenia dopełniała szafa na ubrania i mały stoliczek z dwoma krzesłami pod oknem.

Wyszliśmy na balkon, skąd rozciągał się wprost bajeczny widok: pusta plaża i morskie fale rozbijające się z oscylującym szumem o brzeg. W powietrzu unosiły się stada mew napełniających powietrze swym krzykliwym jazgotem, przywodzącym na myśl dalekie podróże i jakieś odległe porty.

Mimo zmęczenia i trudów podróży, pani L. wyglądała świeżo i uśmiechała się do mnie ciepło.

– Odwagi – powiedziała, obejmując mnie ramieniem – Nie będzie chyba tak źle.

Odwzajemniłem uśmiech, uświadamiając sobie naraz, że chyba nie całkiem do końca zrozumiałem, co miała na myśli.

– Jakoś wytrzymasz te dwa tygodnie – dodała, puszczając do mnie oko.

Pokiwałem głową i spojrzałem w dal. Powoli docierało do mnie, jak życie czasami potrafi w jednej chwili odmienić się. Jeszcze kilka godzin temu świat wydawał mi się nieustannym polem bitwy, a moja przyszłość napawała mnie lękiem, rysując się jedynie w ciemnych barwach. Teraz zaś jestem w miejscu, które być może będzie punktem zwrotnym w moim życiu i poczułem jak nadzieja wlewa się do mojego serca niczym kojący balsam. Uświadomiłem sobie, że stało się dzięki tej stojącej obok mnie kobiecie, a perspektywa spędzenia z nią najbliższych dwóch tygodni sprawiała, że miałem wrażenie, jakby czekała mnie niezwykle ekscytująca przygoda.

Czułem się dokładnie tak, jak wtedy, gdy stałem z ojcem na porośniętym trzciną cyplu, ściskając w dłoniach strzelbę w oczekiwaniu na nadlatujące gęsi.

* * *

Jednak nie było mi dane zbyt długo rozwodzić się nad swoim losem. Po szybkim śniadaniu na stołówce, Janusz zebrał wszystkich uczestników na dużej auli, gdzie usiedliśmy na krzesłach ustawionych w koło i poprosił, abyśmy się przedstawili, oraz powiedzieli kilka słów o sobie

Z ciekawością przyglądałem się innym uczestnikom tego bądź co bądź eksperymentu. Uwagę zwracała drobna blondynka o ślicznej twarzy, która cały czas się czerwieniła i, jak opowiadała, do niedawna była zwykłą pracownicą na poczcie, gdzie pracowała w sortowni listów. Któregoś dnia została przeniesiona na stanowisko odbioru i nadawania telegramów i jej życie nagle załamało się. Zauważyła, że z każdym dniem zaczęła się jąkać coraz bardziej, a zwykła na pierwszy rzut oka czynność – rozmowa telefoniczna – urastała do rangi prawdziwego dramatu. Chciałaby, jak dawniej już nigdy nie bać się telefonu.

Był też młody ksiądz, którego jedynym marzeniem było stanąć na ambonie przed wiernymi w kościele i rozpocząć kazanie od razu, a nie po kilku minutach rozpaczliwych prób wydobycia z siebie zrozumiałego dźwięku, co mu się coraz częściej przydarzało. Potem mówił już całkiem normalnie i nikt by nie powiedział, że jest jąkałą.

Młody student chciał poderwać dziewczynę, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia platoniczną miłością prawie dwa lata temu i jeszcze nie zdobył się na odwagę, aby do niej zagadać. Zdecydował się na terapię, ponieważ ostatnio jego najlepszy kolega zaczął kręcić się przy jego wybrance i bał się, że może go ubiec.

W terapii brało udział dziesięcioro pacjentów razem ze mną i jak wszyscy zgodnie przyznawali, jąkanie totalnie dezorganizowało im normalne życie i zaniżało poczucie własnej wartości niemal do zera. Zwykłe czynności, które normalny człowiek wykonywał niemal bezwiednie takie jak odbiór telefonu, krótka rozmowa z nieznajomym na ulicy, czy kupowanie artykułów w sklepie, dla jąkały były równie trudne jak zdobycie Mount Everestu czy przepłynięcie kanału La Manche wpław.

Jąkanie to nie tylko problemy z komunikacją. To wredna i podstępna bestia, która niczym wiecznie nienasycony wampir potrafi wyssać z człowieka wszystkie siły witalne i odebrać całą radość życia.

Byłem najmłodszym uczestnikiem terapii, ale doskonale wiedziałem, o czym wszyscy mówili. Siedząc wśród tych ludzi uświadomiłem sobie, że nie jestem jedynym człowiekiem, który się z tą przykrą wadą zmaga i poczułem się pewniej. Cieszyłem się, że zdecydowałem się na udział w terapii.

Cieszyłem się również, że pani L. jest razem ze mną.

Janusz przedstawił nam plan na najbliższe dwa tygodnie i okazało się, że niemal każdą godzinę pobytu tutaj mamy z góry zaplanowaną. Najważniejsza jednak była niemal wojskowa dyscyplina i całkowite posłuszeństwo, co nie bardzo mi się podobało, ale potrzebowałem pomocy i chciałem być normalny.

Postanowiłem, że będę skrupulatnie wykonywał wszelkie polecenia i byłem gotowy brać aktywny udział w terapii. Ku mojemu zdziwieniu, Janusz oznajmił, że przez kolejne trzy dni nie będziemy nic robić i mamy cały czas dla siebie, który możemy spędzić w dowolny sposób, jaki tylko przyjdzie nam do głowy. Był tylko jeden, na pozór prosty warunek: przez trzy doby nie wolno wypowiedzieć nam ani słowa. Janusz nazywał to ćwiczenie „krzykiem ciszy” i jak mówił, ma na celu wyciszenie nas i uspokojenie nerwów. Tutaj okazało się, dlaczego tak istotne było uczestnictwo osób towarzyszących, których pierwszym zadaniem miało być pilnowanie czy nie łamiemy zakazu mówienia, za co groziły poważne konsekwencje. Niestety, Janusz na razie nie zdradził, o jakie chodziło.

Początkowo wydawało mi się, że nie ma nic prostszego, jak nie mówić przez trzy dni, skoro i tak najbardziej komfortową sytuacją dla jąkały jest to, kiedy nie musi wcale otwierać ust. Januszowy krzyk ciszy nie wydawał się być zbyt dokuczliwym. Jednak w miarę upływu czasu stał się okrutną torturą i już pod koniec pierwszego dnia czułem przemożną chęć wydania z siebie jakiegoś dźwięku. Pani L. okazała się jednak gorliwym strażnikiem i za każdym razem, kiedy zapominałem się i robiłem wrażenie, jakbym chciał coś powiedzieć, wznosiła palec wskazujący marszcząc groźnie brwi. Jednocześnie chyba bawiła ją ta rola, ponieważ zdradzały ją wesołe ogniki w jej dużych, błękitnych oczach.

Przy kolacji pani L. ziewała dyskretnie, ja natomiast byłem kompletnie wykończony i wcześnie poszliśmy do swojego pokoju. Po szybkiej toalecie runąłem jak kłoda do łóżka, podczas gdy pani znikła w łazience i bardzo długo z niej nie wychodziła. Słyszałem szum prysznica i widziałem jej cień za mleczną szybą w drzwiach i z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, bardzo pragnąłem doczekać, jak wychodzi z łazienki. Powieki ciążyły mi jakby były z ołowiu i gdy tylko przyłożyłem głowę do poduszki, z miejsca zasnąłem.

Następnego dnia zaspałem na śniadanie i kiedy się obudziłem, pani L. nie było już w pokoju, a jej łóżko było idealnie posłane. Na stoliku natomiast stał talerz, na którym leżały dwie chrupiące bułki, porcja masła i kilka plasterków wędliny. Obok stał kubek jeszcze ciepłej herbaty.

Podziękowałem w duchu pani L. i rzuciłem się na śniadanie, pochłaniając je błyskawicznie. Wyspany, najedzony i z optymistycznym nastawieniem na nadchodzący dzień, poszedłem poszukać panią L.

Znalazłem ją na plaży, gdzie spacerowała samotnie, szczelnie otulona płaszczem. Na głowie miała zarzucony szal i w ciemnych okularach na twarzy wyglądała jak gwiazda filmowa. Było kilka stopni mrozu, przez chmury przebijało się ostre słońce, a nieruchoma tafla morza była równiusieńka jak stół.

– Cześć – przywitała mnie serdecznym uśmiechem, choć w jej oczach widać było smutek.

Skinąłem głową na powitanie, odwzajemniając uśmiech. Miałem raczej skromne doświadczenie z kobietami, zwłaszcza starszymi ode mnie o jakieś szesnaście lat, ale chyba instynktownie wyczuwałem, że nie miała dobrego nastroju. Jakby coś ją gnębiło albo jakby wróciły jakieś przykre wspomnienia. Nie byłem pewny, co powinienem zrobić, więc szedłem obok niej patrząc na przepływający w oddali prom pasażerski. Na horyzoncie granica między wodą a niebem zacierała się i statek wyglądał, jakby unosił się majestatycznie w powietrzu.

Długo spacerowaliśmy w całkowitym milczeniu, a kiedy byliśmy głodni i zmarzliśmy do szpiku kości, wróciliśmy do ośrodka. Po obiedzie pani L. znów wybrała się na spacer na plażę, ja natomiast spędziłem całe popołudnie przed telewizorem w świetlicy. Kiedy wróciła, jej oczy były jeszcze bardziej smutne i chyba płakała, ponieważ miała zaczerwienione powieki. Nawet nie zeszła na kolację i tym razem to ja zaniosłem jej porcję na górę.

Kiedy wszedłem do pokoju panował półmrok, rozświetlony przez padające światło lampy za oknem. Pani L. leżała już w łóżku, odwrócona do ściany i z głową wtuloną w poduszkę. Postawiłem kolację na stoliku i zachowując maksymalną ciszę, wziąłem prysznic. Następnie wśliznąłem się do swojego łóżka i leżałem z otwartymi oczami, zastanawiając się nad dziwnym zachowaniem pani L.

– Śpisz? – naraz usłyszałem jej szept.

Chrząknąłem cicho, dając jej do zrozumienia, że jeszcze nie śpię. Bądź co bądź obowiązywał mnie zakaz mówienia i naraz przyszło mi do głowy, że być może jest to jakiś podstęp z jej strony.

– Przepraszam cię – powiedziała po chwili, wprawiając mnie w osłupienie. – Przepraszam cię za moje zachowanie dzisiaj, ale nie wiem, co się ze mną stało. Przecież przyjechałam tutaj po to, żeby ci pomagać, a nie obarczać swoimi problemami. Zachowałam się jak jakaś idiotka. Przepraszam.

Odwróciłem głowę w jej kierunku, otwierając szeroko oczy ze zdumienia. W rozrzedzonych ciemnościach widziałem zarys jej sylwetki, który naraz poruszył się i pani L. usiadła na łóżku, opierając się plecami o ścianę.

Na prawdę chciałem coś powiedzieć, zakaz wydał mi się naraz mało poważny, ale głos uwiązł mi w gardle. Domyślałem się, że chciała ze mną porozmawiać i że to coś dla niej niezwykle istotnego. Ale zaraz uświadomiłem sobie, że to być może i lepiej – czasami słowa mogą wszystko popsuć.

Usiadłem na łóżku naprzeciw pani L. i pozwoliłem jej mówić.

* * *

– Wiesz – zaczęła po dłuższej chwili. – Że bardzo obawiałam się przyjazdu tutaj. Proszę cię jednak, abyś mnie źle nie zrozumiał. To wcale nie chodziło o ciebie i naprawdę cieszę się niezmiernie, że moja obecność może ci pomóc, w co bardzo wierzę. To wszystko związane jest ze mną, a raczej z moimi wspomnieniami, które bardzo chciałabym wymazać z pamięci. Jednak dzisiaj rano powróciły z podwójną siłą, kiedy tylko zobaczyłam fale rozbijające się o brzeg. Myślałam, że przez te kilka lat potrafiłam uciec od tych wszystkich przykrych wspomnień, ale okazało się, jak bardzo się łudziłam. Jak wiesz, pochodzę z Gdyni i od dziecka byłam zakochana w morzu. Zresztą całe moja rodzina była z nim związana i moje najlepsze wspomnienia z dzieciństwa, to jak siedzę na kolanach u dziadka, który był kapitanem na statku oceanicznym i wytrzeszczonymi oczami słucham jego fascynujących opowieści. Wiesz, że czasami, kiedy jesienią idę wzdłuż pól, gdzie rolnicy palą pozostałości po zbiorach, przypomina mi się zapach jego fajki, którą cały czas trzymał w ustach. Czasami bardzo mi go brakuje. Mieszkaliśmy wtedy z matką i ojcem w ślicznym jednorodzinnym domu na osiedlu, gdzie prawie wszyscy związani byli z Marynarką Wojenną. Mój ojciec był drugim oficerem na kutrze rakietowym i prawie nigdy nie było go w domu. Moja matka była cichą, ale wspaniałą kobietą, która cierpliwie znosiła samotne życie żony marynarza. Pamiętam, jak będąc w szkole podstawowej byłam dumna z ojca i z utęsknieniem czekałam na każdy jego powrót do domu. Zwłaszcza, że zawsze przywoził mi jakiś prezent i nazywał swoją… – Pani L. przerwała, a jej głos załamał się.

Głośno wciągnęła powietrze nosem i po chwili kontynuowała:

– Nazywał mnie Małą Syrenką, a ja byłam w nim zakochana i gdyby to było możliwe, chciałam mieć męża, który byłby dokładnie taki jak mój ojciec. Myślę, że w pewnym wieku każda mała dziewczynka jest zakochana w swoim ojcu. Ale któregoś dnia wszystko nagle się zmieniło. Pamiętam ten dzień doskonale i chyba wtedy po raz pierwszy w życiu zdałam sobie sprawę, że nic nie jest takie, jak się nam wydaje. – Pani L. przerwała i słyszałem, jak wyciera nos.

Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności i widziałem, jak siedzi z rozpuszczonymi włosami i pochyloną nisko głową.

– Obudził mnie w nocy jakiś hałas i moje serce skoczyło z radości, kiedy uświadomiłam sobie, że to na pewno wrócił ojciec i czym prędzej zbiegłam po schodach na dół do kuchni. To, co zobaczyłam, na zawsze wryło mi się w pamięć. Matka stała oparta o kredens i szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w ostrze noża, które ojciec przykładał jej do gardła. Charcząc jak jakieś ranne zwierzę, wykrzykiwał do niej straszne przekleństwa, jakich nigdy wcześniej z jego ust nie słyszałam. Wtedy też po raz pierwszy zobaczyłam go pijanego. Matka miała porwane ubranie, którego strzępki ledwo się trzymały, ale co było najbardziej zdumiewające, w ogóle nie płakała. Mówiła spokojnym głosem, jak się przemawia do małego dziecka, cały czas prosząc, aby odłożył nóż. Stałam bez ruchu przerażona na schodach, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Kiedy ojciec zobaczył mnie, kazał mi się wynosić do swojego pokoju, ale na szczęście opuścił nóż. Myślę, że schodząc tamtej nocy na dół, uratowałam matce życie. Długo słyszałam, jak ojciec krzyczał na matkę, a ta odpowiadała swym monotonnym głosem. Całą noc przeleżałam drżąc na każde głośniej wypowiedziane słowo i modliłam się do Boga, aby to wreszcie się skończyło. – Pani L. zamilkła, jakby chciała zebrać myśli.

– Następnego dnia ojciec znikł gdzieś rano, a matka zachowywała się jakby nigdy nic się nie stało. Po jakimś czasie ojciec wrócił przynosząc cały kosz czerwonych róż i na kolanach przepraszał matkę za swoje zachowanie. Ja również dostałam kwiaty i zestaw kosmetyków kupionych w PEWEXIE. Żadna moja koleżanka nie miała nigdy takiego prezentu i wiedziałam, że wszystkie będą mi go zazdrościły. Nigdy go nie rozpakowałam.

Pani L. zamilkła, a ja wpatrywałem się w nią, poruszony do głębi jej słowami. Senność ulotniła się ze mnie jak dżin z butelki i wiedziałem, że dziś długo nie zasnę. Uświadomiłem sobie, że w pewnym sensie pani L. była podobna do mojej mamy. A moją drugą myślą było to, że wszystkie kobiety są do siebie bardzo podobne. Mimo że różnią się wiekiem, wyglądem i tym, kim są na co dzień, to w każdej z nich kryje się mała, wystraszona dziewczynka, którą tak łatwo skrzywdzić.

– Przez pewien czas wszystko zdawało się było jak dawniej i widok noża w rękach ojca powoli zamazywał się w moich wspomnieniach. Patrząc z zewnątrz znów byliśmy szczęśliwą, kochającą się rodziną, jednak to była tylko iluzja. Coraz częściej widywałam ojca pod wpływem alkoholu, a w domu zamiast śmiechu słychać było kłótnie rodziców. Początkowo kłócili się, kiedy byłam w swoim pokoju, ale awantury zdarzały się też w mojej obecności. Ojciec pił coraz więcej i pewnego dnia uświadomiłam sobie, że nie pamiętam dnia, kiedy był trzeźwy. Jednak najbardziej przerażające było to, jak bardzo alkohol go zmieniał. Jakby miał dwie różne osobowości. Kiedy nie pił był czułym i czarującym ojcem oraz mężem, a po wódce zmieniał się przerażającą bestię, która żywiła się strachem i łzami jego bliskich. Nasz dom zamienił się w koszmarne więzienie i tylko kwestią czasu było, kiedy dojdzie w nim do jakiejś tragedii. – Pani L. zrobiła pauzę.

– Któregoś dnia wracałam do domu, i już z daleka zauważyłam tłum gapiów zgromadzonych przed wejściem. Na ulicy stała karetka i milicyjny radiowóz. Było coś złowieszczego w tym, że nie miały włączonej syreny, jedynie niebieskie światła błyskały w monotonnym rytmie. Kiedy dobiegłam, ojca nie było, a stojący w drzwiach milicjant nie pozwolił mi wejść do środka. Pamiętam, jak po jakimś czasie przyjechał po mnie dziadek, ale dopiero po kilku dniach powiedział mi, że mama popełniła samobójstwo, odkręcając palniki w kuchence gazowej. – Pani L. znów zamilkła, a ja przypomniałem sobie inną karetkę i widok mamy wynoszonej z domu na noszach.

– Wiedziałam, że matka zrobiła to przez ojca. Wcześniej nigdy nie uskarżała się na swój los, znosiła jego awantury z pokorą i nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek powiedziała o nim złe słowo. Po prostu któregoś dnia nie wytrzymała i odebrała sobie życie. Od tamtego dnia rzadko widywałam się z ojcem. Zamieszkałam z babcią i dziadkiem. Ojciec przychodził na moje urodziny, przynosząc górę prezentów i odgrywając rolę troskliwego tatusia. Za każdym razem, kiedy go widziałam, nienawidziłam całym sercem i często modliłam się o śmierć dla niego. Całą szkołę średnią przeżyłam w jakimś półśnie i jedyne uczucia, jakie z tamtego okresu pamiętam to przeraźliwa pustka i nienawiść. W dniu, w którym zdałam maturę i właśnie wychodziliśmy z klasą świętować do jednego z klubów w mieście, Bóg wysłuchał moich próśb. Kiedy tylko zobaczyłam przed szkołą dwóch oficerów ubranych w galowe mundury czekających na mnie z kamiennym wyrazem twarzy, od razu wszystkiego się domyśliłam. Podczas sztormu fale zmyły ojca z pokładu kutra, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Pochowano symboliczną trumnę z pełnymi honorami, ale nie poszłam na pogrzeb. Za bardzo go nienawidziłam.

Pani L. zaczęła płakać, szlochając cicho. Jedyne, co mogłem zrobić, to pozwolić jej mówić dalej.

– Teraz, kiedy patrzę wstecz, bardzo żałuję tego. Wiem, że ojciec był chorym człowiekiem i nie powinnam była wykreślać go ze swojego życia. W końcu był moim ojcem i często dręczą mnie wyrzuty sumienia, że tak bardzo życzyłam mu śmierci. Zawsze trzeba uważać, o co prosi się Boga. Wtedy jednak po jego śmierci czułam się wyzwolona i dzięki wsparciu oraz pomocy dziadka, który był moim najlepszym przyjacielem, odzyskałam całą radość życia. Poszłam na Uniwersytet, aby studiować pedagogikę, ponieważ bardzo chciałam pracować z dziećmi, zwłaszcza z takimi z rozbitych rodzin. Czułam, że chyba bym je doskonale rozumiała, chociaż coraz częściej myślę, że chciałam w ten sposób odkupić swoją winę. Ciekawe, co powiedzieliby psycholodzy o motywach mojej decyzji?

Oczyściłem gardło, chrząkając głośno i dając do zrozumienia, że nie mam najmniejszego pojęcia. Pani L. kontynuowała:

– Pod koniec studiów zakochałam się z wzajemnością w chyba najprzystojniejszym mężczyźnie, jakiego kiedykolwiek widziałam. Studiował na Akademii Marynarki Wojennej i wyglądał wprost zabójczo w galowym mundurze i czapce z daszkiem. Był niezwykle czarujący, ciepły i na każdym kroku dawał mi odczuć, że jestem dla niego najważniejszą osobą na świecie. Czułam się przy nim bezpiecznie, a kiedy poprosił mnie o rękę, zgodziłam się bez wahania. Pamiętam doskonale dzień naszego ślubu: pełen kościół; uśmiechnięci ludzie; twarz dziadka, który o mało nie pękł z dumy, kiedy prowadził mnie do ołtarza; wreszcie mój ukochany czekający na mnie ubrany w mundur z błyszczącym kordzikiem u boku.

Nurtowało mnie to, czy jakaś dziewczyna kiedykolwiek będzie mówiła tak samo o mnie?

– Po ślubie odkryłam, że mój mąż jest bardzo zazdrosny o mnie, co mi nawet trochę schlebiało. Byłam z niego bardzo dumna, kiedy rozpoczął służbę na największym polskim niszczycielu i za każdym razem witałam go razem z innymi żonami, kiedy wracali z rejsu. Mówię ci, że to był niesamowity widok: zachodzące słońce i marynarze ustawieni wzdłuż burt wielkiego kolosa wchodzącego majestatycznie do portu przy akompaniamencie wojskowej orkiestry i basowych syren holowników. Wtedy znów pokochałam morze.

Nigdy nie byłem wcześniej nad morzem, ale zasłuchany w opowieść pani L. czułem, jakbym też w tym uczestniczył.

– Zamieszkaliśmy w tym samym domu, gdzie się wychowałam i gdzie spędziłam swoje najszczęśliwsze lata, zanim ojciec wpadł w alkoholizm. Początkowo bałam się, że dawne koszmary powrócą, ale na szczęście to już było odległą przeszłością. Rozpoczęłam pracę w szkole i prawie zapomniałam o wszystkich mrocznych dniach. Niestety, do czasu. Pamiętam dokładnie, to był Sylwester w zimę stulecia. Poszliśmy na bal zorganizowany w kasynie oficerskim, gdzie bawiliśmy się prawie do samego rana w gronie jego kolegów z okrętu. Wtedy po raz pierwszy mój mąż upił się do tego stopnia, że ledwo trzymał się na nogach. Był taki niezdarny, ale jednocześnie niezwykle pocieszny, kiedy prowadziłam go zaśnieżonymi ulicami do domu. – Głos Pani L. drżał i słyszałem, że mówienie przychodzi jej z wielkim trudem.

– Pierwszy raz uderzył mnie w kuchni otwartą ręką w twarz, aż zatoczyłam się na kredens. Krzyczał na mnie i z wielkim trudem bełkotał o tym, że zbyt długo tańczyłam z innymi oficerami i że na pewno muszę go zdradzać, kiedy on wypływa w rejs. Wpadł w szał i porwał na strzępy moją suknię balową. Jako oficer posiadał broń osobistą i przykładając mi lufę pistoletu do głowy, kazał klęczeć na podłodze do świtu i przepraszać za rzeczy, których przecież nigdy nie zrobiłam…

Pani L. rozpłakała się i długo nie mogła dojść do siebie. Kompletnie nie wiedziałem, jak mam się zachować i jedyne, co mi przychodziło do głowy, to usiąść obok niej na łóżku i objąć ją ramieniem. Pani L. oparła się na mnie, a jej ciałem wstrząsały kolejne spazmy płaczu. Zacząłem delikatnie gładzić ją po włosach.

– Tamtego dnia… – pani L. ciągnęła dalej, wydmuchując głośno nos w chusteczkę. – … po raz pierwszy myślałam o samobójstwie i tylko dlatego tego nie zrobiłam, żeby nie sprawić przykrości dziadkowi, który sam właśnie przeżywał śmierć swojej żony. Któregoś dnia natomiast wszystko mu opowiedziałam i po raz pierwszy w życiu widziałam go wytrąconego z równowagi. Poradził mi, żebym jak najszybciej rozeszła się z mężem i użył wszystkich swoich znajomości, aby całość odbyła się szybko i z jak najmniejszą szkodą dla mnie. Mój mąż błagał mnie na kolanach, abym tego nie robiła i przysięgał na wszystkie świętości, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Prawie mu uwierzyłam, ale samobójstwo matki przekonało mnie, że to tylko złudzenie. Było mi bardzo ciężko, ale nie chciałam powtórzyć jej losu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że kobiety instynktownie wybierają mężów podobnych do swoich ojców i w moim przypadku dokładnie się to sprawdziło.

Przerwała i kiedy wydawało mi się, że skończyła swoją opowieść, zaczęła mówić dalej:

– Bardzo przeżyłam rozwód i gdyby nie pomoc dziadka, nie wiem, w jaki sposób bym to wszystko przetrwała. Był dla mnie jedyną podporą i chyba tylko dzięki niemu nie straciłam całkowicie wiary w mężczyzn. Niestety, na wiosnę tego roku, kiedy wprowadzono stan wojenny, zmarł na zawał serca i właściwie, zostałam kompletnie sama. Po raz kolejny znienawidziłam morze. Nic już dłużej mnie tam nie trzymało i postanowiłam wyjechać jak najdalej. A kiedy w Kuratorium Oświaty otrzymałam informację, że jest wolna posada nauczyciela w szkole gdzieś na Dolnym Śląsku, bez wahania ją przyjęłam.

Przypomniałem sobie, jak wtedy pani L. pojawiła się u nas i jak zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Zdumiało mnie, jak mimo tych wszystkich przeżyć, doskonale maskowała się, nieustannie uśmiechając się i roztaczając dokoła radosną aurę. Nawet w najśmielszych snach nigdy bym nie przypuszczał, że po kilku latach będę obejmował ją ramieniem. Prawie byłem zadowolony, że jestem jąkałą.

Długo siedzieliśmy w ciemnościach. Zastanawiałem się nad pokręconymi kolejami losu i jak zwykły przypadek może odmienić życie człowieka. Pani L. co jakiś czas wzdychała przeciągle, aż czułem na policzku jej ciepły oddech.

– Przepraszam cię – powiedziała niespodziewanie. – Nie powinnam była opowiadać ci tych okropny rzeczy, ale nie wiem, co się ze mną dzieje. Kiedyś obiecywałam sobie, że już nie wrócę nad morze, ale jak widać nigdy nie można mówić nigdy. Teraz jednak myślę, że tak musiało się stać i cieszę się, że jestem tutaj. Pomimo wszystkich raniących do głębi wspomnień, czuję się, jakbym uwolniła się od czegoś, co zbyt długo ciążyło mi na ramionach.

Bardziej wyczułem, niż widziałem, że pani L. spojrzała mi prosto w oczy.

– Dziękuję ci – powiedziała niespodziewanie.

Drgnąłem, co chyba wyczuła, bo za chwilę dodała:

– Dziękuję ci, za to, że mnie wysłuchałeś. Jeszcze nigdy o tym nie mówiłam i przez te wszystkie lata dusiłam to w sobie jak jakąś tragiczną tajemnicę. Jestem ci niezmiernie wdzięczna.

Chciałem coś powiedzieć, ale naraz poczułem dławiący ucisk w gardle.

Pani L. zaśmiała się cichutko.

– Jesteś prawdziwym przyjacielem – rzekła i pocałowała mnie w policzek. – Mój prawdziwy, milczący przyjaciel.

Pokiwałem głową. Niczego bardziej nie pragnąłem w życiu, aby i pani L. została moim przyjacielem.

0
  • http://domi-decor.com.pl Dominika

    również ciekawa jestem czy historia autentyczna czy literacka fikcja? 🙂

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Odpowiedź poniżej 😉

      0

  • http://theoddshoes.com/ Ewa Sobania

    bardzo dobra historia 🙂 na początku obawiałam się, że to terapia “leczenia” z homoseksualizm, ale całe szczęście nie 😀

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Hehe…. Wiesz, w tamtych czasach takie coś się leczyło wyprowadzeniem chorego w sam środek ciemnego lasu i zostawiało na pastwę… smoków! 😉

      0

  • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

    🙂 Jak już wiele razy wspoimnałem w każdej historii kryje się autentyczne zdarzenie, ale opisane z mojego, subiektywnego punktu widzenia 🙂 Wszystko, na czym mi zależy to, żeby czytelnik czytając jeden akapit za wszelką cenę chciał się dowiedzieć, co jest w następnym 🙂 I tyle. Mam tylko nadzieję, że mi się to udało!

    0

  • http://wposzukiwaniu.pl Ewelina

    Nie raz, nie dwa i nie trzy razy historia zatoczyla koło. Gdyby życie dalej pisało swoim ostrym piórem powyższą opowieść, pewnie córka powieli kroki matki.

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Życia nie zaplanujesz! Dzięki za komentarz 🙂

      0

  • http://podroznaksiezyc.pl Dola

    Wciągająca opowieść. Masz niesamowity talent. Aż brakuje słów by cokolwiek napisać. Historia tragiczna jakich życie za wiele. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak nasi rodzice mają wpływ na naszą przyszłość. Sama już nieco starsza, bardziej świadoma widzę, że do tej pory wybierałam mężczyzn podobnych do ojca, obojętnych, niewylewnych, starających się. Jednak zimnych i egoistycznych.

    Cudownie Ciebie czytać 🙂

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Poruszyłaś coś, co wymaga głębszej dyskusji. Rodzice mają największy wpływ na nasze życie! Sam zaczynam tego doświadczać, niestety w coraz bardziej negatywny sposób 🙁 Coraz częściej przyłapuję sie na tym, że narzucam swoją wolę swoim dzieciom uważając, że wiem najlepiej, co jest dla nich najlepsze. Bo przecież jestem starszy, bardziej doświadczony i mądrzejszy (?) Przecież tak robili moi rodzice, a wcześniej ich rodzice, itd. Oczywiście nie mówię tutaj o ochronie dzieci przed tym, aby nie zeszły na złą drogę, czy też wpadły w złe towarzystwo, bo to jest moim moralnym obowiązkiem. Ale chodzi mi bardziej o dokonywanie życiowych wyborów. Boję się, żeby nie złamać im kręgosłupa. Żeby zawsze kierowały się własnym wyborem, a nie tym, czego ja od nich oczekuję… Sęk w tym, że nie zielonego pojęcia, jak to zrobić dobrze! 🙁
      Cudownie Cię tu gościć! 🙂

      0

      • http://podroznaksiezyc.pl Dola

        Mam podobnie. Jednak mi nie dawano wyboru gdy byłam dzieckiem. To co było to było, nie mogłam nigdy mieć własnego zdania – się nie liczyło. Dlatego daje Kopernikowi wybór, od najprostszych rzeczy jak stołówka (ciekawe po kim kocha czarny 😉 ), po sprawy istotne, którego go dotyczą. Zajęcia dodatkowe, przeprowadzka itp. Często pytam go o zdanie. Niech wie, że jego opinia też ma znaczenie, może w przyszłości będzie mu łatwiej niż mi. Przez to, że zawsze kazano mi milczeć gdy udzielałam się przy stole lub specjalnie wyśmiewano – dorastałam w przekonaniu, że jestem głupia i to co myślę, nie ma znaczenia. Niestety są też rzeczy, które powtarzam po rodzicach, drobiazgi póki co, bo małolat. Zobaczymy co będzie dalej. Na pewno nie zostawię go bez wsparcia i mam nadzieję, że wszelkie błędy mi wybaczy.

        Ściskam.

        0

        • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

          Kopernik? 🙂

          0

  • http://czytaj-na-walizkach.pl/ Czytaj na walizkach

    Zaczytałam się. Ciekawie przedstawiona historia, poruszająca, a opowiedziana w tak prosty i przystępny sposób 🙂

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Właśnie napisałaś piękny komplement: “Zaczytałam się.” 🙂 Dziękuję!

      0

  • rademachera

    No i to jest wreszcie mój ulubiony Czarna Skrzynka! Aż się chce zapytać co dalej. Co z panią L. i czy nadal jesteście przyjaciółmi. Co z panem Januszem, i jak przebiegały dalsze dni. Chciałabym poznać dalszą część historii, jak zawsze zresztą. No, prawie zawsze. Twój poprzedni tekst nie był tak dobry. Nawet nie chciało mi się komentować.

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Wiesz, czasami człowiek musi odpocząć od tych wszystkich… dylemetów moralnych 😉 To tak, jak jedząc na codzień wykwintne dania, czasami człowiek ma ochotę po prostu… opieprzyć na szybko hambuksa z Maka! 😉

      0

      • rademachera

        Albo zupkę chińską 😉

        0

        • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

          Ommmmommmm…. taki złoty kurczak na ostro! 😉

          0

  • Ula H.

    Trauma. Każdy chyba ma jakieś traumatyczne przeżycia za sobą lub… przed sobą, a historia lubi się powtarzać. Samo życie. Ilu jest ludzi dotkniętych problemem alkoholizmu ? Przecież w każdej rodzinie jest alkoholik, więc wraz z nim “choruje” cała rodzina. Poruszyłeś bardzo ważny problem społeczny i chwała Ci za to !
    Masz mistrzowskie pióro ! Gratuluję !!! Zaczytałam się i z prawdziwą przyjemnością tu wrócę. Pozdrawiam 🙂

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Dzieki za uznanie! 😉 Wracaj! 🙂

      0

  • Magdalena Sobkowicz

    Chciałam dać tylko znak, że jestem, czytam. Nic wiêcej nie powiem, bo nie chcę.:-)

    Widziałam Twók komentarz u mnie, ale tylko mejlowo, nie wiem dlaczego na blogu go nie ma. Nie potrafię rozwiązać tej zagadki.

    Pozdrawiam serdecznie Czarny Alibabo.

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Hmmm… gdyby nie było takich zagadek, to życie byłoby straaasznie…przewidywalne! 😉

      0

      • Magdalena Sobkowicz

        Z pewnością tak. 🙂

        0

  • https://gobrokeontheroad.wordpress.com gobrokeontheroad.wordpress.com

    Bardzo ciekawe opowiadanie! Świetne pióro, czyta się lekko i ani nie zwracasz uwagi, że już jesteś na końcu! Gratuluję! 🙂

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Dziękuję!

      0

  • http://kulinarnastronamocy.pl Kulinarna Strona Mocy

    Wciągasz. I historią i sposobem opowiadania.

    0

  • http://iwonakmita.pl/ Iwona Kmita

    Jak zawsze świetnie się czytało. Powtarzalność wyborów życiowych to faktycznie udokumentowana prawidłowość. Choć, jak od każdej reguły, są od niej wyjątki. Np. ja jestem takim wyjątkiem. A na marginesie – co z efektem terapii głównego bohatera?

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Efekt jest! 🙂

      0