Wiecie, jakie popełniłem w życiu największe głupstwo?

Zakochałem się!

I chociaż to uczucie samo w sobie potrafi być nawet całkiem przyjemne, o którym przecież tyle się mówi! Wszyscy o nim słyszeli. Wszyscy je na swój sposób jakoś tam znają. Doświadczyli. Właśnie doświadczają. Albo jeszcze doświadczą. Są też tacy, którzy nigdy go nie poznają. Albo źle odczytają. Ulegną złudzeniu. Miliony stron już zabazgrano na ten temat, kilometry taśmy filmowej zmarnowano i niezliczoną ilość słów wyśpiewano.

Wszystko na próżno!

Bo każdy człowiek musi odkryć je na nowo. To uczucie. Jest to najprawdopodobniej jedyna dziedzina wiedzy, której nie da się przekazać z pokolenia na pokolenie. Jak matematykę. Albo fizykę kwantową. Albo chirurgię oka. Bo tego nie uczą w szkołach. Nie ma żadnych podręczników, instrukcji, gotowych wzorów czy książek w stylu: „Pierwsza miłość dla idiotów”, albo „1000 skutecznych sposobów na zakochanie się”. Nikt ci nie pomoże. Nikt ci nie doradzi. A ci, którzy twierdzą inaczej, zwyczajnie namieszają ci we łbie.

Ale ja zrobiłem jeszcze coś znacznie gorszego…

Popełniłem całą serię głupstw!

Zaczęło się od tego, że w ogóle dopuściłem do zakochania się. Że się nie broniłem. Że nie zwalczyłem go. Tego głupiego uczucia. Że się poddałem.

On był moim najlepszym kumplem. Skąd o tym wiedziałem? Że to ten najlepszy? Nie wiedziałem! Bo tego nigdy się nie wie. Ani ty, ani on nigdy sobie tego przecież nie wyznacie!  Bo faceci o takich rzeczach nie gadają. Nie jesteście przecież jakimiś tam ciotami!

Bo to się czuje. Bo na to jest bardzo prosty test, któremu prędzej czy później zostaniecie poddani. Jaki? Ano taki, że jeżeli kiedykolwiek życie da ci w mordę, znajdziesz się w na samym dole życiowej sinusoidy, albo literalnie na samym dnie, on będzie pierwszą osobą, która przyjdzie ci na myśl, żeby jej o tym powiedzieć. Prawda, że proste?

Ale to musi być sprawa naprawdę dużego kalibru. Kiedy podejrzewasz, że żona ci się puszcza na boku. Albo, że ci już nie staje. Albo, że kiedy idziesz w nocy odlać się do kibla, to słyszysz, jak butelki w barku z alkoholem wołają cię niczym zwodnicze syreny zagubionego na morzu żeglarza. Albo, że jadąc kiedyś samochodem z roboty, poczułeś nieodpartą chęć wciśnięcia gazu do końca. Do samej dechy. Żeby nic z ciebie nie zostało. I nawet sam nie wiesz, czemu tego nie zrobiłeś.

I on też chciał ci o tym powiedzieć. Pierwszemu! Że spotkał kobietę swojego życia. Tą jedyną! Że dla niego to jest sprawa z tych o dużym kalibrze. Największym.

– Cieszę się razem z tobą, stary – mówisz, nie wiedząc, że właśnie jest to twój ostatni raz.

Kiedy coś cię jeszcze cieszyło.

I po co poszedłeś z nimi na tę nieszczęsną kolację? A zaczynało się tak niewinnie. Był luz, dobre jedzenie i dobre wino. Była kupa śmiechu. Była świetna muzyka i dużo tańczyliście. Właściwie to tylko ty tańczyłeś z nią. On powiedział, że nigdy nie lubił tańczyć. Wyczułeś w tym jakby zawoalowaną prośbę. Żebyś wspomógł najlepszego kumpla. Żebyś sprawił, że ona będzie się doskonale bawiła. Żeby promieniała. Żeby ludzie się na nią patrzyli. I żeby zazdrościli.

A ja, dureń, stanąłem na wysokości zadania. Dałem z siebie wszystko. A on siedział rozwalony na sofie i patrzył się na nas, jak dumny ojciec na mądre dzieci. Jakby jego oczy mogły mówić, to by z pewnością powiedziały: „Spójrzcie na nich! To jest moja kobieta. Prawda, że piękna? A to jest mój kumpel. Najlepszy przyjaciel!”.

Kolejny błąd jaki, jaki zrobiłem, to zbyt długo patrzyłem się w jej oczy. Co cię, cholera, podkusiło, żeby się tak gapić?! Jak świnia w gwiazdy. Albo jak szpak w cipę! Nie przyszło ci do tej durnej pały, że to może być pułapka?

I znów, kiedy on poprosił, żebyś odwiózł ją do domu. Kolejna pułapka. Było trzymać dziób na kłódkę, a nie chlapać jęzorem na lewo i prawo! Ale nie! Nie byłbyś przecież sobą, żebyś nie chciał jej oczarować swoją elokwencją, wiedzą i  poczuciem humoru.

Ale jeszcze z nikim ci się tak dobrze nie gadało, prawda? Nikt tak dobrze cię nie rozumiał. Ani ty nikogo. Miałeś wrażenie, że oto zdarzył się cud. Najprawdziwszy. Że tak, jak w przypadku bliźniąt dwie dusze zostały przydzielone do jednego ciała, to na skutek jakiejś kosmicznej anomalii, jedna dusza – bratnia dusza – została wtłoczona w dwa tak odmienne ciała. I że w końcu się odnaleźliście. I że teraz ta druga połowa siedzi obok ciebie w zaparkowanym pod jej domem samochodzie. Pół metra od ciebie. Tak blisko, że mógłbyś dotknąć jej dłoni. Ale jednocześnie tak daleko! Dzieli was nieskończona przestrzeń. Równie dobrze mogłaby teraz siedzieć na którymś z pierścieni Saturna!

Pamiętam, że następnego dnia rano obudziłem się już kompletnie innym człowiekiem.

Niewolnikiem.

Kolejne dni, tygodnie i miesiące zlały się w jedną, ciemną smugę. Miałem wrażenie, że ktoś wcisnął mi na głowę czarny worek, a na szyję założył ciasną pętlę. Nie pamiętam, czy na zewnątrz był dzień, czy już noc. Czy świeciło słońce. A może padał deszcz?

Najgorsze z tego wszystkiego były te spotkania z nimi. Miałem wrażenie, jakby mój najlepszy kumpel poddawał mnie okrutnym torturom. Jakby zdzierał na żywca skórę, a kiedy  strupy trochę przysychały, rozdrapywał je na nowo. I posypywał solą. Bo jak nazwać tę sytuację, kiedy siedzicie razem i pijecie piwo. On dumny jak paw, a ona jednocześnie tak blisko i tak daleko. A ja siedzę naprzeciwko i zamiast słuchać, o czym mówią, prowadzę nieustanny wewnętrzny dialog:

– Ty, stary, uważasz mnie za swojego przyjaciela, prawda? No to muszę cię rozczarować. Nienawidzę cię! Nienawidzę od tamtej chwili, kiedy mi ją pokazałeś. Spieprzyłeś mi życie. Załatwiłeś mnie na amen. Na cacy. To ja przecież powinienem być na twoim miejscu… A tak siedzę tutaj i teraz, udając waszego najlepszego przyjaciela. Chryste!… Chyba zaraz się porzygam…

Et tu Brute, contra me?

Ale nic nie mówię. Bo to przecież mój kumpel. Najlepszy. Jedyny, jakiego mam.

Albo tamtej nocy, kiedy zaprosił mnie do swojego mieszkania, żeby się napić. Tylko ja i on. Tylko wódka i popitka. Żadnego pitolenia. Żadnych bab. 45% alkoholu i 100% testosteronu. Czas się zeszmacić. Jak za dawnych, dobrych czasów.  Żeby jak dawniej, rano obudzić się na skalistym wybrzeżu Szkocji, a foki żeby lizały nas po twarzach…

Dupa! Nic już nie będzie jak dawniej, stary! Ja to wiem. I ty to też już chyba wiesz.

Stoimy w półmroku na balkonie. Dziewiąte piętro. Bajeczny widok na Blue City. On zaczyna mówić. Ale równie dobrze mógłby wbijać ci pięciocalowe gwoździe pod paznokcie. Ten sam efekt.

– No, i mówię ci, stary, bajka! Ona to uwielbia na boku. I przy świecach. No i koniecznie przy tym kawałku… czekaj, niech no sobie przypomnę… A! Już wiem… Carry Heart. Ma orgazm za orgazmem…

I wtedy ona przychodzi! Jak odgłos spadającej lawiny w górach. Jak złowróżbny gwizd pociągu widmo w tunelu. Jak późnojesienny wiatr zwiastujący nadciągającą śnieżycę.

Ta myśl. Myśl, poza którą już nie ma odwrotu. Próbuję ją zwalczyć. Odegnać. Ale wciąż wraca. Jak stalker. Jak oprawca dręczący swoją ofiarę…

Wystarczy przecież tak niewiele! Jedno pchnięcie. Przecież się nie spodziewa. Przecież uważa cię za najlepszego kumpla. Nawet nie zdąży zareagować. 9 pięter to aż nadto!

Jedno szybkie pchnięcie. I problem rozwiąże się sam. Przeszkoda zostanie usunięta. Na zawsze!

Tylko co dalej? Co dalej???

Po chwili to mija. Wszystko.

Nie ma już nic.

Jest tylko pustka.


Mówi się, że ponoć czas leczy rany.

Ja natomiast powiem tak:

– Gówno prawda!

Tylko tyle.

I aż tyle.

Reklamy

69 uwag do wpisu “Człowiek, któremu zgasło słońce

  1. Już koniec tego zakochiwania się i do boju! Co słychać? W szędzie to nieszczęśliwe zakochanie…w piosenkach, w filmach…matko. Smęty. 🙂
    Odkryłam, że w piosenkach disco pilo, tam zawsze chyba są szczęśliwi. Ona kocha jego, on ją. Trzymają się za ręce, piją szampana. 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

    To czekam na kolejną histirię.:-)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Mam mieszane uczucia, teks niesamowity, masz talent …..muszę przyznać, że będę zaglądać częściej……….ale treść…..czy to fikcja czy rzeczywistość?……..raczej na 99%mogłabym powiedzieć, że to….. …a może poczekam na twoją odpowiedź….Dobrze się czytało. BRAWO

    Polubione przez 1 osoba

  3. Łooo petarda. 🙂 Trafiłam już do Ciebie któryś raz z kolei i znowu jestem mile… Zaskoczona? 😀 Chociaż to w sumie niewłaściwie stwierdzenie chyba 😀 bardzo podoba mi się Twój styl pisania, przyjemnie się czyta. W sumie zazdro 😀 a co do zakochania… to chętnie bym się zakochała. 😀 Może nie w chłopaku koleżanki, no ale… 😀 pozdrawiam! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nie wiem, nie pomogę. 😀 Na dobrą sprawę jeszcze się nigdy nie zakochałam (platoniczne wzdychanie do chłopaków na korytarzach się nie liczy :D), więc właściwie ani zakochiwać się nie umiem, ani odkochiwać. ;D

        Polubione przez 1 osoba

  4. Miałem wiele szczęścia w życiu, że żadna partnerka moich kolegów nigdy mi się nie podobała. Ale najczęstsza przyczyna rozstań i rozwodów jest własnie taka – ona odchodzi z najlepszym przyjacielem męża, on odchodzi z najlepszą przyjaciółką żony…

    Polubione przez 1 osoba

    1. A…. dziękuję! Widzisz, Piotr C. skupia się głównie na pupach i cyckach, w czym jest niedoścignionym arcymistrzem (przynajmniej z punktu widzenia facetów :)… ja natomiast staram widzieć w kobietach coś więcej…. 🙂

      Polubienie

  5. Ta sytuacja jest mi bliska, ale z innego punktu widzenia. Otóż, moja była kumpela zapragnęła mojego faceta. Faceta z którym jestem do dzisiaj, kumpeli w moim życiu już nie ma. Początkowo gdy się z nim dopiero co spotykałam, kumpela wspierała mnie lepiej niż moja mama w trudnych chwilach. Powtarzała: „Zobaczysz, uda się. To świetny facet. Zobacz jak on na Ciebie patrzy. W nim już się uczucie zrodziło. Jak na mnie by tak patrzył to bym od razu go wzięła w obroty.”. I faktycznie los chciał byśmy byli razem i się udało. Jednak kumpela przestała być wspierająca. Zamieniła się w człowieka przylepę. Ciągle chciała wszędzie z nami pójść, z nami posiedzieć, z nami do kina. Nawet gdy siedzieliśmy sami z partnerem, to atakowała mnie smsami z zapytaniem co robimy, co jemy, co planujemy ( kilkanaście smsów w ciągu paru minut, powtarzane prawie każdego dnia). Jakby mogła to by i nam do łóżka weszła. Ba nawet się przyznała, ze kiedyś nas podsłuchiwała. W końcu, pewnego dnia nieświadomie po pary piwach rzuciła do mnie tekstem „Jak Cię zostawi to będzie ze mną. On chciał być ze mną zanim się pojawiłaś”. Tamten wieczór zmienił moje podejście. Byłam cierpliwa na jej nękanie mojej i mojego partnera osoby. Jednak ta fascynacja miała ukryte dno i cieszę się, że to wyszło dosyć szybko. Myślę też, że nie chodziło jej tylko o fakt przyjemnej aparycji mojego faceta, a o zazdrość, że ja kogoś mam, a ona od tak długiego czasu jest sama. I teraz nie będziemy już szalonymi singielkami. Gdy odcięłam się od tej znajomości poczułam ulgę, mimo iż ona starała się jeszcze za moimi plecami ugrać coś z moim facetem pisząc do niego. Może nie jest to taka sama sytuacja jaką Ty opowiedziałeś, ale przypomniałam sobie o tym i pomyślałam, ze warto się podzielić własnymi doświadczeniami.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cholernie doceniam to, że chciałaś tutaj podzielić się swoją historią! 🙂 Świetnie to napisałaś…. sama esencja, bez zbędnych dodatków! 🙂 Ale najlepsze jest coś innego…. to, że powstrzymałaś się od moralnej oceny swojej kumpeli! Oczywiście każdy ma prawo do swojego życia i własnych wyborów i o swoje trzeba czasami walczyć. Bez dwóch zdań! To Twój facet, twoje uczucia i Twoje życie i jeśli w takim przypadku trzeba wybierać pomiedzy nim a przyjaciółką, to właściwie nie ma wyboru! Sęk w tym, że człowiek nie ma kompletnie wpływu, w kim się może zakochać. Tak samo, jak nie ma się wpływu na to, czy wpadniesz w depresję lub zarazisz się jakąś chorobą od kogoś w tramwaju lub metrze…. Smuci mnie tylko fakt, że niektórzy ludzie tak łatwo dokonują oceny człowieka, którego to dopadło. Ba, często wyszydzają, wyśmiewają, posądzają o najgorsze intencje. Aż sami tego doświadczą. Aż im też kiedyś słońce nagle zgaśnie w środku dnia….

      Polubione przez 1 osoba

      1. Może w poprzednich komentarzach byłam odrobinę za ostra. Trudno, myślę tak i już. Rozumiem, że nie na wszystko człowiek ma wpływ. Doceniam jednak, kiedy człowiek kieruje się w życiu uczciwością i innymi wartościami. Kiedy nie leci za popędem i zmiennymi emocjami. Zakochania mogą się przytrafić każdemu, ale to my decydujemy za pomocą woli, czy pozwolimy się temu rozwijać czy zahamujemy rozwój czegoś, co nigdy się nie spełni.

        Polubione przez 1 osoba

  6. Co za facet sam nie tańczy ze swoją kobietą i do tego podrzuca ją innemu?

    Dlaczego sam nie odwozi , tylko prosi o przysługę? Taką głupią przysługę.

    A Ty masz żonê i dzieci, więc znalazłeś swoją miłość. Życie wyobrażeniami i pozorami jest również głupie.

    Polubienie

      1. Wow. Jestem pod wrażeniem. Jak również niezwykłe są zwierzenia samców o samicach w łóżku. I przechwalanie się jeden przed drugim. Wow. Ujmująca historia.

        Polubienie

          1. Wiesz, takie opowieści stawiają kobietę właśnie w takiej roli.
            Na przykład dla mnie jest nie do pojęcia, aby to co dzieje sie intymnie pomiedzy kobietą i mężczyzną, jeśli sie kochają, wypływało w takich opowieściach poza ich związek.

            Polubienie

            1. Przepraszam, coś namieszałem w ustawieniach komentarzy i nie mam zielonego pojęcia, dlaczego się nie ukazał Twój ostatni komentarz 😦 Zgodnie z prośbą usunąłem tamten poprzedni 🙂

              „Może w poprzednich komentarzach byłam odrobinę za ostra. Trudno, myślę tak i już. Rozumiem, że nie na wszystko człowiek ma wpływ. Doceniam jednak, kiedy człowiek kieruje się w życiu uczciwością i innymi wartościami. Kiedy nie leci za popędem i zmiennymi emocjami. Zakochania mogą się przytrafić każdemu, ale to my decydujemy za pomocą woli, czy pozwolimy się temu rozwijać czy zahamujemy rozwój czegoś, co nigdy się nie spełni.”

              …rozwój emocji w coś bardziej głebszego jak miłość…

              Nakręciłam tu trochę, przepraszam. 🙂

              Polubione przez 1 osoba

  7. Echhh, znam to. Magnetyzm serc, wspólnota myśli, dusz i ciał. Niestety bez happy endu 😦 Doświadczenie życiowe nieporównywalne z niczym innym, zapomnij, że zapomnisz 😉 I to nie jest tak, że „tego kwiatu to pół światu”, spotkasz następną miłość. nieeeeee, to wszystko tylko substytuty.

    Polubione przez 1 osoba

  8. Damian, przerób to na scenariusz! Kuj żelazo!

    „Albo, że jadąc kiedyś samochodem z roboty, poczułeś nieodpartą chęć wciśnięcia gazu do końca. Do samej dechy. Żeby nic z ciebie nie zostało. I nawet sam nie wiesz, czemu tego nie zrobiłeś.”

    Skąd ja to znam?

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s