Czy wiecie, jaki jest mój największy ból dupy?

Hemoroidy? Nie, jeszcze nie teraz. Pewnie za parę lat. W końcu siedzenie kilka godzin dziennie przed kompem nie ma prawa się dobrze skończyć…

A może wrodzony brak asertywności? Z pewnością. Ale to jeszcze chyba nie to…

Otóż nic nie jest takie, jak mi się na pierwszy rzut oka wydaje!

Też tak macie? Bo mi się to notorycznie zdarza. Prawie zawsze. Właściwie to za każdym razem.

Nieustannie ulegam złudzeniom.

Jak wtedy, kiedy gonił mnie goły facet.

Serio! Był golusieńki. Cały. A podczas biegu, jego sterczący członek kiwał się rytmicznie na boki. Niczym metronom. Później dowiedziałem się, że to była, jak to się fachowo mówi – erekcja. Wprawdzie nie poranna, ani też nie incydentalna, tym bardziej nie priapizm. Broń Boże! Zwyczajny wzwód. Taki całkiem normalny. Nic szczególnego.

Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak to się nazywa. No, bo jak masz dziesięć lat to nie zawracasz sobie głowy takimi głupotami. Jeszcze nie wiesz, że takie pojęcia w ogóle istnieją na świecie.  Tak samo, jak rachunek różniczkowy, całka oznaczona, albo metoda elementów skończonych.

Wiedziałem natomiast, że w miejscu, gdzie rzeka wpada do stawu, przy brzegu można spotkać szczupaka. I ja tego szczupaka postanowiłem złapać, żeby zostać prawdziwym bohaterem domu. Uzbrojony w niezbyt długi miedziany drut przyczepiony do haniebnie krzywego patyka i z zaplecionym przeze mnie osobiście oczkiem na drugim końcu, znalazłem się tamtego upalnego dnia na porośniętej trzcinami grobli.

I stanąłem jak wryty.

Na ledwo widocznej drodze biegnącej wzdłuż skarpy  stała błękitna furgonetka z otwartymi na oścież drzwiami po stronie pasażera. Nyska. Taka, jak milicyjna. Albo karetka. Z włączonego radia płynęła głośna muzyka. Zdawało mi się, że słyszę również stłumione głosy, jakby ktoś się z kimś kłócił.

Zaciekawiony zbliżyłem się do obłego tyłu samochodu, rozglądając się dookoła, ale nikogo nie widziałem. Zastanawiałem się, co ktoś mógł robić w tym ukrytym i niedostępnym miejscu i dlaczego dojechał swoją furgonetką tak blisko brzegu, ryzykując uszkodzenie zawieszenia Nysy na niepewnej drodze lub nawet narażając się na stoczenie wprost do stawu.

I wtedy moja niezawodna wyobraźnia dała o sobie znać. Ruszyła znienacka, jak projektor filmowy w opuszczonym kinie, wyświetlając jakiś horror klasy B. Albo nawet C.

Zwykle na takich filmach przypadkowy świadek odnajduje wiszącego na drzewie samobójcę lub zmasakrowane zwłoki pływające w wodzie twarzą w dół. Świadek, dokładnie taki, jak ja. Mały chłopiec. Bohater, które dotychczasowe beztroskie życie ma się diametralnie odmienić.

Z bijącym mocnej sercem okrążyłem furgonetkę od strony kierowcy i zachowując maksymalną ciszę, zbliżyłem się do przodu samochodu i przykucnąłem. Wyciągnąłem szyję i ponad rozgrzaną przednią maską Nysy, spojrzałem w kierunku naturalnej zatoczki, dotychczas zasłoniętej przed moim wzrokiem.

Najpierw ujrzałem rozchodzące się na stawie koncentryczne kręgi, a kiedy mocnej wysunąłem głowę, dostrzegłem stojącego po pas w wodzie jakiegoś mężczyznę. Był zwrócony do mnie tyłem i trzymał wyciągniętą dłoń na głowie kobiety, którą właśnie wpychał pod wodę.

Aż dech mi zaparło, kiedy uświadomiłem sobie, że chce ją utopić. Kobieta desperacko walczyła, młócąc rękami i rozbryzgując dookoła wodę, próbowała wyrwać się z morderczego uścisku. Najbardziej przerażające było to, że facet śmiał się przy tym demonicznym śmiechem psychopaty.

Nie mogłem wykonać najmniejszego ruchu, a myśl, że oto jestem świadkiem morderstwa, sparaliżowała mnie. Jedyne, co mogłem robić, to patrzeć na nich w poczuciu całkowitej bezsilności.

Nie wiem, ile czasu upłynęło, ale nagle morderca puścił głowę ofiary, która wyskoczyła spod wody jak spławik i z szeroko otwartymi ustami, rozpaczliwie próbowała nabrać powietrza. Krzycząc coś niezrozumiale, zaczęła okładać swojego oprawcę rękami po twarzy. Ten nagle przestał się rechotać i próbował osłonić głowę przed ciosami swojej niedoszłej ofiary. W końcu kobieta przerwała i odpychając go z całej siły, odwróciła się w moim kierunku.

– Ty skończony kretynie! – powiedziała, idąc energicznie w stronę brzegu. – Odbiło ci?

Facet runął jak długi na plecy i z głośnym pluskiem znikł pod wodą. Tafla wody zamknęła się na nim jak kurtyna na scenie. Po sekundzie jednak wynurzył się z idiotycznym wyrazem twarzy i ocierając wodę z oczu, krzyknął:

– No co ty, Andżela. Nie znasz się na żartach?

Patrzyłem na nich, kompletnie nic z tego nie rozumiejąc. Uświadomiłem sobie, że to wcale nie było morderstwo i poczułem coś na kształt ulgi. Jednak nie było mi dane zbyt długo napawać się tym uczuciem.

Andżela właśnie wyszła na brzeg i była nagusieńka, jak ją Pan Bóg stworzył. Szła szybkim krokiem w moim kierunku, odgarniając rękami przemoczone włosy z twarzy, które teraz miały kolor ciemnego miodu. Tylko dlatego jeszcze mnie nie spostrzegła, że miała odchyloną głowę do tyłu. Przez ułamek sekundy widziałem dokładnie jej wielkie piersi, kołyszące się na boki w rytm kroków oraz przyciągający wzrok jak magnes czarny trójkąt utworzony z kręconych, mokrych włosków pomiędzy nogami.

Wytrzymałem do ostatniej chwili, zanim zostanę nakryty na podglądaniu i kiedy Andżela wyprostowała głowę, zanurkowałem pod furgonetkę, nabierając głęboko powietrza w płuca. Serce o mało nie wyrwało mi się z piersi i miałem wrażenie, że pulsująca w skroniach krew zaraz rozsadzi mi czaszkę. Przypadłem do ziemi, nawet nie czując, jak pokrzywy parzą mnie niemiłosiernie w twarz i ręce.

Leżałem nieruchomo pod samochodem i widziałem po drugiej stronie nogi Andżeli do wysokości kolan, która stanęła na rozłożonym obok Nysy czerwonym kocu i pochylając się, sięgnęła po leżący obok ręcznik.

– Chyba się na mnie nie obraziłaś, co? – Usłyszałem chrapliwy głos faceta i po chwili na kocu pojawiła się druga para nóg, tym razem nie tak zgrabnych i kompletnie owłosionych.

– Głupek! – powiedziała Andżela. – O mało mnie nie utopiłeś.

Męskie nogi zbliżyły się do nóg Andżeli.

– To był tylko żart – powiedział mężczyzna. – Tak na niby.

– Ładny mi żart – prychnęła Andżela.

– Chyba się na mnie nie gniewasz? – spytał facet i jego nogi zatoczyły koło wokół nóg Andżeli.

– Mam dosyć twoich żartów. To był idiotyczny pomysł, żeby tu przyjeżdżać.

Boże, jak ja chciałem w tej chwili być niewidzialny i mieć zdolność przenikania przez różne rzeczy, a zwłaszcza furgonetki.

– Przepraszam – powiedział facet przymilnym głosem. – Nie chciałem cię nastraszyć.

– Nie obchodzi mnie to – ucięła krótko Andżela, ale w jej głosie nie było już poprzedniej wściekłości. – Odwieź mnie natychmiast do domu.

– No co ty, Andżela? Nie popsujemy chyba takiego cudownego dnia? – spytał jeszcze bardziej przymilnym głosem mężczyzna.

– Ja już mam dosyć – powiedziała Andżela i po chwili dodała: – Aj, co ty robisz?

Usłyszałem szamotaninę, a potem coś gruchnęło o budę furgonetki z głuchym łomotem, aż zaskrzypiały resory. Dwie pary nóg splotły się i teraz były tak blisko mnie, że gdybym wyciągnął rękę, mógłbym z łatwością je dotknąć.

– Chcę ci to wynagrodzić – wycharczał facet. – Chyba chcesz tego?

– Aj! Przestań! – krzyknęła Andżela. – Jeszcze ktoś nas zobaczy.

– Nikogo tu nie ma – powiedział facet, głośno sapiąc. – Przecież jesteśmy kompletnie sami.

– Co ty… wyprawiasz? – spytała Andżela i zachichotała cicho. – Opanuj się, bo…

Nie dokończyła i oboje naraz runęli na koc. Andżela leżała na plecach z rozłożonymi szeroko nogami, pomiędzy którymi ujrzałem kosmaty jak u niedźwiedzia nagi tyłek faceta, który zaczął poruszać się rytmicznymi ruchami w górę i w dół. Patrzyłem na nich, nie wierząc własnym oczom i naraz dotarło do mnie, czego właśnie jestem świadkiem.

I wtedy Andżela odwróciła głowę w moim kierunku. Nasze spojrzenia spotkały się. Jej oczy zaczęły rosnąć i po chwili zdominowały całą twarz. Jej usta powoli zaczęły się otwierać.

Po chwili rozdarła się tak głośno, że aż po drugiej stronie stawu kilka czapli zerwało się z panicznym krzykiem.

– Tam ktoś jest!!! – krzyczała, powtarzając: – Tam, ktoś jest! Ktoś jest!

Zerwałem się na równe nogi i rzuciłem się do ucieczki wzdłuż grobli. Po drodze gdzieś zgubiłem moją wędkę. Za sobą słyszałem okrzyki przerażenia Andżeli i tupot nóg. W biegu odwróciłem głowę.

Za mną, w odległości jakichś piętnastu metrów biegł goły facet. Desperacko próbował zasłaniać rękami sterczące przyrodzenie, ale że nie da się zbyt szybko biec z dłońmi przytkniętymi do krocza, dystans pomiędzy nami z każdą chwilą się powiększał. W sumie gość wyglądał bardzo zabawnie, jak podskakiwał na tych swych gołych, owłosionych nogach. Do złudzenia przypominał żabę, która nagle postanowiła stanąć na dolnych kończynach, żeby zobaczyć, co ludzie w tym widzą.

Wkrótce grobla, błękitna nyska i goły facet zostali za zakrętem.

Albo innym znów razem.

Wiecie, że najlepszą kawę mają na stacji benzynowej BP znajdującej mniej więcej w połowie drogi między Warszawą a Wrocławiem? Nie, żebym był jakimś szczególnym smakoszem kawy, ale tylko tam potrafią przyrządzić ją dokładnie tak, jak lubię. W największym kubku. Z mlekiem i podwójnym cukrem. Prawdziwy ulepek. Kofeina świetnie usuwa zmęczenie, a glukoza dodaje energii.

Tamtej mroźnej nocy, kiedy płaciłem za paliwo i kawę, kasjerka spytała mnie niespodziewanie:

– Czy jedzie pan może przez Wieluń?

– Tak – odparłem. – Dlaczego pani pyta?

Dziewczyna wskazała głową faceta siedzącego pod oknem.

– Tamten człowiek chyba szuka okazji – powiedziała. – Słyszałam, jak pytał różnych kierowców, ale nikt go nie chce wziąć. Chyba jedzie do Wielunia.

Nie dziwię się, pomyślałem. I natychmiast pożałowałem, że przyznałem się, dokąd jadę. Teraz będzie mi głupio wykręcić się przed kasjerką.

Bo facet wyglądał, jak zwykły lump. Rzadkie, przetłuszczone włosy. Był w trudnym do odgadnięcia wieku i jakiś taki uflogany. Miał przed sobą plastykowy kubek z jakimś napojem i suchą bułkę, którą skubał palcami i kawałki wpychał pod połę haniebnie zniszczonej kurtki. Coś przy tym gadał do siebie i śmiał się.

Czyżby do tego jeszcze debil?

Wyszedłem chyłkiem, żeby mnie zobaczył, ale w połowie drogi do samochodu, facet dogonił mnie.

– Przepraszam – powiedział i zapytał: – Czy jedzie pan może przez Wieluń?

Czy wspominałem już o moim braku asertywności? To takie irytujące uczucie, kiedy chcesz powiedzieć „Nie”, ale mimo to mówisz „Tak”. Znacie to?

 – Tak – powiedziałem, nie patrząc mu w oczy.

– Czy możemy się zabrać z panem?

My?! Rozejrzałem się do dookoła. Nikogo nie było oprócz nas dwóch. No, nie dość, że debil, to jeszcze psychol! Prawie jak Gollum Smigol. W sumie był nawet podobny.

Skinąłem głową i odblokowałem zamki w drzwiach samochodu. Usiadłem za kierownicą. Facet zajął miejsce pasażera.

Kiedy wyjeżdżaliśmy na szosę, usłyszałem delikatne popiskiwanie i ze zdumieniem zobaczyłem, jak spod poły jego płaszcza patrzą na mnie dwa błyszczące ślepia. A po chwili wyłania się włochaty pyszczek ze sterczącymi uszkami. Psiak ziewnął przeciągle, i zwijając różowy język w trąbkę, wywalił go po chwili na brodę patrząc na mnie ze szczenięcym zaciekawieniem. Młody owczarek niemiecki.

Nie sposób było się nie uśmiechnąć.

– No i mamy też pasażera na gapę – powiedziałem na głos.

Facet próbował wepchnąć kosmaty łepek z powrotem pod kurtkę, ale psiak myśląc, ze to zabawa, zaczął gryźć go po palcach, nie dając się schować.

– Jak się wabi? – spytałem.

Facet milczał przez moment.

– Jeszcze nie ma imienia – odrzekł. – To prezent dla mojej wnuczki. Pod choinkę. Pierwszy raz mnie zaprosili na Wigilię, no to nie mogę przyjechać z pustymi rękami.

Teraz już chyba wiecie, skąd ten mój brak asertywności. Ujawnia się szczególnie przed świętami Bożego Narodzenia.  Ale pewnie Wy też tak macie, prawda?

– No tak – rzekłem, ale chyba bardziej po to, żeby coś powiedzieć. – Mała z pewnością się ucieszy.

– Ona tak – powiedział mój pasażer. – Kiedy dzwoniła z zaproszeniem mówiła, że najbardziej chciałaby dostać pieska od Mikołaja. Ale jej matka, to znaczy moja córka, zakazała mi pokazywać się z żywym psem. Powiedziała, że mogę kupić takiego pluszowego, albo jakiegoś innego. Byle tylko nie prawdziwego.

Przez chwilę milczeliśmy. Psiak kichnął niespodziewanie i kładąc przednie łapy na desce rozdzielczej patrzył przed siebie na nadbiegającą drogę. Wydawał się być zafascynowany tym widokiem.

– Może nie będzie tak źle – powiedziałem w końcu. – Najważniejsze, żeby mała się ucieszyła. Dla dziecka przecież najważniejsze są te wymarzone prezenty, prawda? Z pewnością będą to dla niej wyjątkowe święta.

Mężczyzna zapatrzył się w boczną szybę.

– Czy ja wiem – rzekł jakby do siebie i odwracając do mnie twarz, niespodziewanie zapytał: – Wie pan, o czym ja zawsze marzyłem będąc dzieckiem?

Pokręciłem przecząco głową.

– O śmierci dla mojego ojczyma – powiedział po chwili, wpatrując się we mnie intensywnym spojrzeniem. – Każdej nocy modliłem się, żeby umarł i obmyślałem sposoby, w jaki sposób mógłbym pozbawić go życia.

No, ładnie – pomyślałem – zaczyna się. To ci się pasażer trafił! Ciekawe, czego jeszcze się dowiesz!

– Chciał pan go zabić?! – spytałem, zastanawiając się, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa.

– I to nie raz – odpowiedział i po chwili kontynuował:  – On nawet nie był złym człowiekiem. Problem w tym, że zbyt często sięgał do kieliszka. Właściwie był nałogowym alkoholikiem. A kiedy wpadał w ciąg alkoholowy, zamieniał się w bestię. Tłukł matkę za wszystko, aż furczało. Za to, że się odezwała nie w tym momencie, co trzeba. I za to, że dla odmiany milczała. A zazwyczaj za to, że po prostu była pod ręką. Co ciekawe, mnie nigdy nie uderzył. Długo zajęło mi zrozumienie, że to całkowicie zasługa matki. Chroniła mnie przez cały ten czas. Prowokowała go i w ten sposób ściągała na siebie całą jego agresję. Przyjmowała ze spokojem wszystkie jego ciosy, aż opadał z sił i zasypiał pijackim snem.

Chciałem coś powiedzieć, ale kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy.

– A ja leżałem wtedy w swoim pokoju za ścianą i zatykając uszy czekałem, aż to wszystko się skończy – mówił dalej. – Potem długo w nocy wyobrażałem sobie, że któregoś pięknego dnia będzie miał wypadek samochodowy. Albo wpadnie pod tramwaj. Albo utopi się w wannie. Albo, że będę miał na tyle odwagi i stając w obronie matki, po prostu wyrzucę go własnoręcznie przez okno z szóstego piętra, na którym było nasze mieszkanie. Każdej nocy obmyślałem inny rodzaj śmierci dla niego. Trwało to przez wiele lat i pewnego dnia moje prośby zostały wysłuchane.

– W jaki sposób zginął? – spytałem. Chociaż chyba wcale nie chciałem usłyszeć odpowiedzi.

Mężczyzna wzruszył ramionami.

– Po prostu powiesił się na pasku od spodni – odparł. – Nie wracał od kilku dni i kiedy zasiadaliśmy z matką do kolacji wigilijnej, sąsiad znalazł go powieszonego na drzwiach piwnicy w naszym bloku. Był trzeźwy i miał przy sobie jeszcze prezenty dla mnie i dla matki.

Do Wielunia mężczyzna nie odezwał się już ani słowem.

Kiedy wysiadał, nie wytrzymałem.

– Przepraszam – powiedziałem.

Mężczyzna spojrzał na mnie uważnie.

– Za co? – spytał. Był chyba zaskoczony.

Wpiłem palce w kierownicę.

– Za to, że tam na stacji wziąłem pana za kogoś innego.

Mężczyzna nic nie odpowiedział. Pokiwał tylko głową i po chwili znikł w ciemnościach.

Na miejsce dotarłem o północy. Temperatura dalej spadała. Z pewnością było już jakieś dwadzieścia stopni poniżej zera. Może nawet dwadzieścia pięć.

Zgasiłem silnik i wyłączyłem światła. Przez chwilę siedziałem w kompletnych ciemnościach. W końcu otworzyłem drzwi i wyszedłem na zewnątrz.

Od razu uderzyło mnie mroźne powietrze, a rozgwieżdżone niebo przytłoczyło swoją bliskością. Już dawno zapomniałem, jak ono potrafi wyglądać. Jak wiele potrafi być gwiazd i jak intensywnie potrafią świecić.

Zacząłem szukać jej na nieboskłonie. Najpierw odnalazłem Gwiazdozbiór Pegaza. Potem podwójna gwiazda Alpheratz. 97 lat świetlnych ode mnie. Czy to nie jest fascynujące? Że w chwili, kiedy na nią patrzę, cofam się do roku 1908?! Pierwszy Ford T za chwilę zjedzie z taśmy produkcyjnej i już na zawsze zmieni sposób podróżowania ludzi. A w Londynie właśnie rodzi się Ian Fleming, którego James Bond rozpali wyobraźnię milionów facetów, a drugie tyle kobiet poczuje miękkość w kolanach. I w końcu, że w takim zatęchłym Krakowie powieje wielkim skandalem, kiedy taka Irena Solska pojawi się nago na scenie, że aż później ludzie będą mieli o czym gadać przez wiele tygodni.

Chyba poczułem gęsią skórkę na karku. Błądzę dalej wzrokiem. Mirach. Czerwony Olbrzym. Prawie dwa tysiące razy jaśniejszy od Słońca. Potem w prawo. Biała gwiazda μ. Swoją drogą, cóż za żałosna nazwa, prawda?

I… jest! Galaktyka Andromedy. M31. Z moim wzrokiem, jest to najodleglejszy obiekt we Wszechświecie, jaki mogę dostrzec.

Uwielbiam nocne niebo! Patrząc w górę mam wrażenie, że więcej wiem i rozumiem. Że jestem bardziej sobą. Że ja, to ja.

Najpierw słyszę zgrzyt zamka w drzwiach pogrążonego w ciemnościach domu. Potem skrzypienie śniegu pod butami. W absolutnej ciszy rozchodzi się jego głośne chrupanie.

Tata staje obok mnie. Czuję od niego bijące ciepło. I zapach choinki.

Zapach domu.

Potem długo patrzymy w niebo. Jak wtedy. Kiedy pokazywał mi gwiazdy. I uczył, jak się nazywają. Przez chwilę mam wrażenie, że znów jest rok 1986. Że znów mam dziesięć lat i stoję z tatą w tym samym miejscu, co wtedy. Jakby przeszłość i teraźniejszość istniały w tym samym momencie.

A możne czas jest też tylko złudzeniem?

W końcu tata mówi cicho do mnie:

– Witaj w domu, synku.

 

Reklamy

44 thoughts on “Złudzenia

  1. ‚zatęchłym Krakowie’… Eh..jako Krakus stanowczo protestuję! 😀 Kraków to najpiękniejsze miasto na świecie. Skoro sobie już to wyjaśniliśmy to muszę Ci powiedzieć, że lubię czytać twojej opowiadania w drodze do domu, jak wracam z pracy. W torebce leży rozpoczęta książka ‚Zaginiony lot MH370’ Richarda Quest ‚a, a ja siedzę u ciebie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. „Wkrótce grobla, błękitna nyska i goły facet zostali za zakrętem.

    Albo innym znów razem.

    Wiecie, że najlepszą kawę mają na stacji benzynowej BP znajdującej mniej więcej w połowie drogi między Warszawą a Wrocławiem?”

    Umiesz gwałtownie zmieniać temat :)))

    PS. Duuuży plus za wstawkę astronomiczną! 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s