Wszystko zaczyna się od kłamstwa!

To zawsze przychodzi znienacka. Jak zła wiadomość. Jak złodziej. Jak nagła śmierć. Nigdy nie wiadomo, kiedy się pojawi. Wcześniej nie daje żadnego znaku. Żadnego sygnału. Nie ostrzega. Co więcej, najpierw cię zwodzi. Kluczy. Oszukuje. No, bo jeszcze wczoraj wydawało się to absolutnie niemożliwe! Nieprawdopodobne. A dzisiaj?

Dzisiaj już niczego nie jesteś pewien.

Oni zawsze mówili, że jesteście sobie przeznaczeni. Dorośli. Rodzice. Twoi i jej. I to, że wasze mamy rodziły w tym samym czasie i na tym samym oddziale. I to, że mieszkacie przy tej samej ulicy. I chodzicie do tej samej klasy. Tą samą drogą. Zawsze razem. Rano i po południu. Razem odrabiacie lekcje. Razem uczycie się wierszyków na szkolną akademię. I razem spędzacie coraz więcej czasu. I więcej. Sami tego też nie zauważacie.

Nawet wasze imiona do siebie pasują. Twoje i Sara. W sumie coś w tym musi być.

Chyba nawet wasza pani wychowawczyni uwierzyła. W to przeznaczenie. I posadziła was w jednej ławce. Początkowo czułeś się nieswojo tak siedzieć z dziewczyną, ale szybko przywykłeś. Tak jak tamte szkolne głupki. Parę razy pokrzyczeli za twoimi plecami: „Zakochana para! On i Sara!”, ale po jakimś czasie sobie odpuścili. Tak naprawdę, to ci zazdrościli. Że już masz dziewczynę. I to najładniejszą w całej szkole! Że już doszedłeś do pierwszego kamienia milowego na drodze ku dorosłości. Że już niedługo będziesz pił ze źródła wiecznego szczęścia.

Twój najlepszy kupel za każdym razem, kiedy cię mijał, szturchał łokciem w żebra i pytał z lubieżnym uśmieszkiem, czy już to robiliście? Nie miałeś zielonego pojęcia, o co może mu chodzić, ale na wszelki wypadek nie potwierdzałeś. Ale też nie zaprzeczałeś. Byłeś taki tajemniczy. I to go najbardziej wkurzało. Chyba właśnie z jej powodu straciłeś go. Jedynego kumpla.

W szkole gruba sprzątaczka widząc was, jak idziecie razem, mawiała do łysego palacza z kotłowni:

– Ależ oni będą mieli śliczne dzieci! On, cholernik, jak z obrazka, a ona – piorunica – wygląda jak ta Cyganeczka.

Nagle spostrzegłeś ze zdumieniem, że koleżanki lgną do ciebie jak ćmy do światła. Wszystkie. I te, które ci się podobały. I te, na które nie zwróciłbyś nawet najmniejszej uwagi.

Na przykład tamta blondynka. Jak ma na imię? Kasia? Basia? Nie… nie… zdaje się Adrianna. Dziwne! Mimo że już od kilku lat chodzicie do tej samej budy, to masz wrażenie, jakbyś widział ją po raz pierwszy na oczy.

I nagle czas jakby przyspiesza. Dni gonią za dniami. Tygodnie galopują coraz szybciej. Wszystko się zmienia. Kolory są coraz żywsze, dźwięki głośniejsze, a świat wygląda tak, jakbyś patrzył na niego przez szkło powiększające. Ale coraz mniej z tego rozumiesz. No bo jak można wytłumaczyć, że człowiek czuje w tej samej chwili dwa tak sprzeczne uczucia? Euforię i lęk. Niosącą radość i wstyd? Dumę i pogardę. Do samego siebie.

Własna dwulicowość zaczyna przyprawiać cię o mdłości.

Aż nadeszły tamte wakacje. A właściwie drugi dzień wakacji.

Pierwszy raz skłamałeś rodzicom. Świadomie. Z premedytacją. Że jedziecie z kumplami nad jezioro. Rowerami. Na cały dzień. Nie wiesz, kiedy wrócisz. Ależ, mamo! Przecież potrafisz zadbać o siebie. Nic złego nie ma prawa ci się stać! Obiecuję.

Czekała na ciebie kilometr dalej w cieniu tych dębów nad rzeką. Na jej widok poczułeś taką dziwną lekkość. Aż brakło ci tchu. A ten jej uśmiech wstrzyknął ci w żyły niemal boską energię. Była przygotowana. Miała ze sobą wszystko, o co ją prosiłeś. A nawet więcej.

Było coś cholernie fascynującego w tym, że przez kilka kilometrów musieliście się ukrywać. Wybierać lewie widoczne ścieżki i dróżki. Przed ludźmi. Żeby nikt was nie zobaczył. Czułeś się niemal jakbyś grał w filmie. Jakbyście byli przestępcami uciekającymi z miejsca zbrodni. Jak Bonnie i Clyde.

A jej obecność jeszcze bardziej dodawała smaku całej tej sytuacji. Przez ten jej damski rower zostawała nieco w tyle, ale absolutnie nie miałeś jej tego za złe. Nie za ten widok jej zwiewnej sukienki na opalonych ramionach. Nie za te jej pracujące rytmicznie uda. Nie za ten dźwięczny śmiech. I w końcu nie za tę burzę włosów rozwianych wiatrem. Jasnych włosów.

Na miejsce dotarliście w samą porę. Pokazy lotnicze właśnie zostały uznane za otwarte. Podobny do jakiegoś prehistorycznego gada odrzutowiec Su-22 kręcił akrobacje tuż na waszymi głowami. Pierwszy raz widziałeś coś takiego! Rozdzierający huk przetaczał się po niebie i czułeś, jak wibruje powietrze w twoich płucach. Chłonąłeś ten widok każdą komórką swojego ciała. Czyż może być coś piękniejszego? Coś bardziej ekscytującego? Od patrzenia na dwadzieścia ton duraluminium, stali i tytanu rozcinających powietrze z prędkością trzystu metrów na sekundę? Oraz od młodej dziewczyny stojącej u twojego boku?

Nie ma! Ten, kto twierdzi inaczej, to łże! Jak pies! Albo jak człowiek, który rozsmakował się w kłamstwie.

Leżycie na kocu w ustronnym miejscu. Z dala od palącego słońca. W cieniu. I z dala od ludzi. Nie chcecie, żeby ktokolwiek was widział. I zakłócał waszą bliskość. Z oddali dochodzą do was stłumione odgłosy ludzkiego mrowia. I startujących samolotów. Oraz tych lądujących. I odbijający się echem zniekształcony głos spikera prowadzącego pokazy.

Ale twoją uwagę przykuwa coś zgoła innego.

Motylek. Taki cały biały. I cholernie odważny. Sfrunął bez lęku na jej brzuch i zaczął wędrować po nagiej skórze jak samotny Beduin po pustynnych wydmach. Zafascynował cię ten widok. Motylek wkrótce dotarł na krawędź pępka i zatrzymał się. Jakby się namyślał. Jakby podziwiał to niezwykłe znalezisko. Zanurzył spiralną ssawkę w zagłębieniu. Znieruchomiał. Po chwili zatrzepotał skrzydełkami.

I odleciał.

Spojrzałeś w jej oczy. A ona spojrzała w twoje. To już nie było to samo spojrzenie. Co jeszcze kilka chwil wcześniej.

I wtedy, w głębi jej źrenicy zobaczyłeś jakiś ruch. To odbijał się odwrócony jak w lustrze obraz lotniska. Widziałeś początek pasa startowego. I niewielki samolot. Wyglądał niemal jak chłopięca zabawka. Znałeś ten kształt. Mały odrzutowiec. Iskra. TS-11.

Samolot nabrał prędkości i po chwili oderwał się od pasa startowego. Wzniósł się nieznacznie i zaczął wykręcać wolno beczkę. Odwrócony do góry błyszczącym podbrzuszem przeleciał niedaleko waszej kryjówki. Dokładnie widziałeś twarz pilota (*). I biały hełm. I wnętrze kabiny. Odprowadziłeś go wzrokiem i po chwili zdumiałeś się, dlaczego samolot zniknął za drzewami. Po ziemi jakby przebiegł delikatny dreszcz. A po chwili stłumiony wybuch. A po dwóch chwilach czarny słup dymu wystrzelił ponad drzewami. Od strony lotniska rozległ się rozdzierający dźwięk syren. Jakby wycie potępionych duchów. Albo chichot szaleńca.

Nagle zacząłeś odczuwać jakiś niewytłumaczalny lęk. Niemal panikę. Jakby ktoś przyłapał cię na robieniu czegoś nieprzyzwoitego. Albo na kłamstwie.

Poczułeś nagłą chęć ucieczki.

– Musimy już wracać – powiedziałeś do niej, zrywając się na równe nogi. Jej twarz była nieco poszarzała. W oczach czaił się lęk.

– Pośpiesz się! – zacząłeś ją bezsensownie ponaglać. – Słyszysz mnie, Adrianno?


(*) Pilotem tamtej Iskry był major Piotr Siekański, który tamtego dnia zginął w katastrofie podczas Zlotu Konstrukcji Amatorskich w Oleśnicy 2 lipca 1994 roku.

http://olesnica24.com/Publicystyka,czytaj,1303,20-lat-po-katastrofie#.WOuLtPmGM-U

 

 

 

 

Reklamy

25 thoughts on “Pierwszy raz

  1. Jedna katastrofa uchroniła przed drugą katastrofą.

    Przykra sprawa z wypadkiem.

    Dwulicowość, no cóż z pewnością męczy. Różne są przyczyny. To nie znaczy, że popieram.

    Bardzo dobrze się czyta.

    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  2. Znakomicie się to czyta! Naprawdę. Myślałeś kiedyś o wydaniu książki? Albo zbioru opowiadań? Masz ten niesamowity dar, który sprawia, że czytelnik ,chcąc nie chcąc, wsiąka w przekazywaną przez Ciebie treść. Po prostu! Czyta, ale przede wszystkim uczestniczy w tym, co się na stronicach dzieje! Znakomicie! 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Damian, ależ Ty masz niebywale piękną narrację! Coś niesamowitego! Chylę czoła! 🙂 Cudownie się czytało, dziękuję! 🙂 Fantastyczna historia! Poczułam się jakbyś przeniósł mnie w czasie, a po tym poznaje się naprawdę bardzo dobrą opowieść

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s