Poznałem kiedyś dziewczynę.

Ale od razu uprzedzam! To nie będzie romantyczna historia. Taka z happy endem. Taka z motylami w brzuchu. Powietrzem o zapachu dzikiego bzu. Albo z cygańską muzyką w tle. Nic z tych rzeczy.

Bo tam nie było motyli.

Bo tam zamiast motyli były inne robale.

Tam były szerszenie!

I nie mówcie mi później, że Was nie ostrzegałem!

Nie powiem też, ani jak miała na imię, ani w jakim było to mieście. Ani jak wyglądała. Ani jak się poznaliśmy. Nie powiem, bo nikomu o tym nie mówiłem. Aż do teraz. Prawdę mówiąc nie wracałem wspomnieniami do niej przez lata. Długie lata. To chyba jest to, co w psychologii nazywa się wyparciem. Tak, wyparłem ją ze swojego życia.

Ale nie zapomniałem.

Nie mogłem. Tak naprawdę, tamta krótka znajomość nauczyła mnie więcej niż wszystkie lata edukacji razem wzięte. Dała mi najlepszą lekcję życia, jaką jeden człowiek może dać drugiemu. Bezcenną! Choć gorzką. Jak piołun. Jak absynt. Jak żółć.

Ale chyba najbardziej zaskakujące w tej historii jest to, że tą osobą wcale nie była tamta dziewczyna.

To był zupełnie ktoś inny.

Jeśli kiedykolwiek będziecie w tamtym mieście, to jadąc od strony Poznania i skręciwszy na rogatkach w prawo, wkrótce znajdziecie się na cichej, porośniętej kasztanami ulicy. Wzdłuż niej stoją trzypiętrowe budynki ze spadzistymi dachami. Kiedyś, kiedy miasto miało inną, niemiecką nazwę znajdowały się tam koszary Wehrmachtu. Lecz nie ma potrzeby cofać się w głąb historii aż tak daleko.

Ale gdybyście cofnęli się dokładnie dwadzieścia trzy lata wstecz, to wtedy był tam internat Liceum Wojskowego.  A gdybyście spojrzeli przez okno pierwszego budynku na drugim piętrze, to z pewnością zobaczylibyście pewnego chłopaka.

Jest niedziela i jest ponury, zgniły dzień. Długa, mroźna zima uczepiła się swymi pazurami i nie chce jeszcze odpuścić. Chłopak jest w klasie maturalnej, ale tego dnia co innego go gryzie. Czuje na zmianę euforię i lęk. Jak przed pierwszym skokiem ze spadochronem. Albo pierwszym samodzielnym lotem.

Tego dnia bowiem, chłopak został zaproszony do domu poznanej niedawno dziewczyny. W sumie nic w tym niezwykłego. Normalna rzecz. Skoro wkrótce mają iść razem na Studniówkę to logiczne, że rodzice dziewczyny chcą go najpierw poznać. I zobaczyć. Jak wygląda. Czy jest odpowiedni dla ich córki.  Gdzie się wychował. Kim są jego rodzice. Chcą się dowiedzieć, jakie ma plany na przyszłość. Kim chce być. Jakie wybiera studia. I tak dalej. Jak to rodzice, którzy chcą dla swojej córki jak najlepiej.

Tamtego dnia całe popołudnie spędziłem na przygotowaniach do tego bądź co bądź szczególnego wydarzenia w moim życiu. Najpierw wziąłem długi prysznic. Następnie starannie przyciąłem paznokcie u rąk i nóg i wygładziłem je pilniczkiem, który specjalnie kupiłem w pobliskim kiosku. Później spędziłem niemal godzinę na prasowaniu śnieżnobiałej koszuli oraz kolejną, glansując na wysoki połysk lakierowane na czarno pantofle. I chyba ze dwadzieścia razy zawiązywałem krawat, bo ciągle wydawało mi się, że węzeł jest daleki od ideału.

Kiedy miałem już wszystko przygotowane stanąłem przed  lustrem i celebrując każdą czynności, powoli wkładałem na siebie kolejne części odświętnej garderoby. Następnie starannie wyczesałem czuprynę i obficie skropiłem ubranie drogimi perfumami, na które wydałem wszystkie tak z trudem ciułane zaskórniaki. Wszystko pasowało na mnie jak ulał i kiedy w końcu założyłem czarną marynarkę, z lustra spoglądał na mnie niezwykle szykowny gość, w którym z trudem rozpoznawałem siebie.

Czułem się wyśmienicie.

Gdybym miał więcej kasy, z pewnością zamówiłbym taksówkę. Ale musiałem zadowolić się komunikacją miejską. W kwiaciarni koło przystanku autobusowego kupiłem bukiet róż. Robiłem to pierwszy raz w życiu, ale coś mi mówiło, że tak mam szansę zrobić lepsze wrażenie.

Pamiętam dokładnie moment, kiedy przejeżdżałem tramwajem przez Most Grunwaldzki. Myślałem wtedy o tym, jak będę się czuł, gdy będę wracał po spotkaniu. Dziewczyna mieszkała sama z ojcem. Był wojskowym. I myśliwym. Pułkownik. Pilot. Dwa i pół tysiąca godzin wylatanych na odrzutowcach. Mistrz Polski w skokach spadochronowych. Dziewczyna wprawdzie rzadko mówiła o swoim ojcu, ale z tych zdawkowych opisów wyłaniał się fascynujący obraz. Ileż tam musi być wspólnych tematów? Ileż czeka mnie ciekawych rozmów? A gdyby nasza znajomość dalej się rozwinęła, jego świat byłby też i moim światem! I to oczekiwanie na to, co się ma dzisiejszego wieczoru wydarzyć było najlepszym uczuciem, jakie dane mi było doznać. Nigdy później już tego nie poczułem.

Wkrótce byłem na miejscu. Mieszkali w jednym z tych poniemieckich, jednorodzinnych domów z dużym ogrodem i kamiennym płotem. Kiedy stanąłem na progu, przygładziłem włosy, poprawiłem krawat i przetarłem buty o nogawki na łydkach. Nabrałem głęboko powietrza w płuca i wdusiłem przycisk dzwonka. Po dłuższej chwili usłyszałem czyjeś kroki i zgrzyt zamka.

Drzwi otworzył mi wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Założę się, że moja mama powiedziałaby na jego widok, że jest diabelsko przystojny. Miał krótko przystrzyżone włosy na wojskowy styl i podłużny dołek na brodzie. Ubrany był na luzie – dżinsy i biały t-shirt, który ciasno opinał jego muskularne ramiona.

Ale miał też kamienny wyraz twarzy i obrzucił mnie czujnym spojrzeniem od stóp do głów. W ręku trzymał szeroką szklankę z grubym denkiem wypełnioną do połowy rudawym płynem i bezkształtnymi kostkami lodu. Jego oczy miały trudny do odgadnięcia blask.

Zadowolony z wrażenia, jakie w u niego wywołałem, wykrzywiłem usta w niedbałym uśmiechu.

– Dzień dobry panu! – przywitałem się, starając przybrać jak najniższą barwę głosu. Gdzieś czytałem, że tak człowiek odbierany jest bardziej poważnie.

Mężczyzna obrzucił kwiaty obojętnym spojrzeniem, oparł się o framugę drzwi i spojrzał mi prosto w oczy, mrużąc powieki. Nic nie odpowiedział i unosząc szklankę do ust, pociągnął długi łyk napoju. Przez cały czas obserwował mnie uważnie, a z jego twarzy kompletnie nie dało się wyczytać, o czym właśnie myśli.

Przyznam się, że straciłem sporo pewności siebie i poczułem rosnącą tremę. Trochę nie spodziewałem się takiej reakcji z jego strony, ale cóż – spotkania ojców z chłopakami, którzy zjawiają się z bukietem kwiatów w ręku muszą zawsze wywoływać coś w rodzaju szoku. Nic dziwnego, że nie wiedział, co ma odpowiedzieć.

– A więc to ty masz być jej chłopakiem – powiedział.

Nie byłem do końca pewien, czy było to pytanie, czy bardziej stwierdzenie.

Przyznaję, że trochę mnie zatkało. Przez głowę przelatywało mi dziesiątki myśli, ale żadna z nich nie dawała dobrej odpowiedzi. Bo cóż mogłem mu odrzec?

– To znaczy… – zacząłem nieśmiało. – Ja…

– Tak czy nie?

Od razu widać, że konkretny gość! W końcu urodzony żołnierz. Nie jakieś tam ciepłe kluchy! Potrafił wzbudzać respekt.

Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy. Wiedziałem, że właśnie nadeszła ta chwila. Chwila próby.

Spojrzałem jej ojcu prosto w oczy i powiedziałem pewnym głosem:

– Tak

* * *

Mężczyzna wybuchnął głośnym, szyderczym śmiechem, odrzucając głowę do tyłu. W jego głosie słychać było tłumioną nerwowość.

– A to dobre! – powiedział po chwili. Kręcił przy tym głową na boki, jak człowiek, który nie może uwierzyć w coś, co właśnie usłyszał.

Patrzyłem się na niego, czując rosnącą niepewność. Miałem wrażenie, jakby w moje serce właśnie wbijał się ostry cierń, raniąc coraz mocniej. Jakoś nie tak to sobie wszystko wyobrażałem i coś mi mówiło, że dzisiejszy wieczór chyba na długo zapadnie mi w pamięć.

Nagle przestał się śmiać.

– Tak ci się tylko zdaje – rzekł i napił się ze szklanki.

– Dlaczego? – spytałem. Mój głos ledwo wydobył się poprzez zaciśnięte na pięść gardło.

Przyglądał mi się lekceważąco przez dłuższą chwilę, jakby zastanawiał się, co chce powiedzieć. W końcu uśmiechnął się ironicznie i kładąc mi ciężko dłoń na ramieniu, powiedział:

– Dobrze. Widzę, że w takim razie musimy porozmawiać. Jak mężczyzna z mężczyzną. Zapraszam do środka.

Złapał mnie z tyłu za szyję i pociągnął w kierunku siebie. Jego uścisk był żelazny i pewny. Nie miałem najmniejszych szans, aby się z niego uwolnić. Posłusznie wszedłem do środka.

– Albo może powinniśmy porozmawiać jak teść z przyszłym zięciem? – zapytał i znów wybuchnął śmiechem, jakby właśnie opowiedział najlepszy dowcip na świecie. – Niezłe, co?

Naraz zrozumiałem, co znaczy określenie: „Zapomnieć języka w gębie”. Miałem wrażenie, że właśnie jestem poddawany okrutnej próbie z jego strony. Łudziłem się, że za chwilę parsknie śmiechem, poklepie mnie po ramieniu i powie „Och, żartowałem, stary”.

Nic nie odpowiedziałem i pozwoliłem mu zaprowadzić się do salonu. Wskazał mi skórzany fotel.

– Siadaj! – rzucił i pokazując trzymaną w ręku szklanką na bukiet, dodał: – Kwiaty możesz położyć na stoliku.

Spełniłem jego rozkazy i usiadłem sztywno w fotelu, obserwując go uważnie. Mężczyzna podszedł do szklanego barku znajdującego się obok telewizora i napełnił sobie szklankę z kwadratowej butelki opróżnionej do połowy. Butelka miała czerwoną etykietę ze złotymi literami. Następnie wziął drugą szklankę, którą również napełnił i wsypał do obu kilka kostek lodu znajdującego się w błyszczącym wiaderku.

– Masz – powiedział, wręczając mi jedną szklankę.

Pokręciłem przecząco głową.

– Dziękuję.

– Bierz! – warknął.

Rozsiadł się wygodnie w drugim fotelu i obserwując mnie spod na wpół przymkniętych powiek, skinął szklanką w moim kierunku.

– No to wypijmy za spotkanie – powiedział. Brzmiało to jak rozkaz.

Pociągnąłem niewielki łyk zabarwionego na miodowy kolor płynu i poczułem naraz jak ogień wlewa się do wnętrza moich ust, parząc dziąsła, podniebienie i język. Alkohol był niezwykle mocny i kiedy wdarł się mi do gardła, zabrakło mi oddechu, a moje oczy napełniły się łzami. Poprzysiągłem sobie, że za nic w świecie nie dam tego po sobie poznać. Po sekundzie nie byłem już wcale pewny, czy dam radę.

Mężczyzna przyglądał mi się uważnie. Na jego ściągniętych ustach błąkał się kpiący uśmieszek.

– A więc wydaje ci się, że jesteś chłopakiem mojej córki? – spytał. Chociaż zabrzmiało to raczej jak kategoryczne stwierdzenie.

Milczałem.

– Ona wie o tym?

Spuściłem wzrok.

– Tak czy nie?

– Nie wiem – odpowiedziałem.

Pokręcił sceptycznie głową.

– Spotykacie się?

– Tak.

– Jak długo? – w jego głosie zabrzmiały groźne nuty.

– Od kilku tygodni – stwierdziłem.

Pociągnął kolejny łyk whisky.

– No to, co robicie, jak się spotykacie? – spytał.

Nie byłem przygotowany na tego typu pytania.

– Żadnego tam całowania czy obściskiwania? – nalegał.

Z wrażenia aż przygarbiłem się. Krew uderzyła mi do twarzy.

– Odpowiadaj!

Pokręciłem pośpiesznie głową.

– Nie. Żadnego.

Uśmiechnął się kwaśno. Po chwili powiedział:

– Nie wierzę ci.

Spojrzałem na niego w osłupieniu. Cóż miałem odpowiedzieć? Coś mi jednak mówiło, że dalsze zaprzeczanie nie ma sensu.

Przyglądał mi się uważnie spode łba. Wyglądał jak jakiś drapieżnik, który obserwuje swoją ofiarę, zanim ją zaatakuje i pożre.

– Moja córka zasługuje na kogoś innego – powiedział, patrząc mi prosto w oczy. – Lepszego.

Utkwiłem w nim wzrok. Język przykleił mi się do podniebienia, ale nie miałem najmniejszego zamiaru pić więcej alkoholu.

– Tak, tak – rzekł, celując we mnie szklanką z wyciągniętym palcem wskazującym. – Nie nadajesz się, żeby być jej chłopakiem.

To nie było miłe. Naraz uświadomiłem sobie, że jego nastawienie do mnie już nigdy się nie zmieni. Choćbym starał się nie wiem jak bardzo na świecie. To dodało mi odwagi.

– Dlaczego pan tak uważa? – spytałem patrząc mu prosto w oczy. Przypominał węża tuż przed atakiem.

Mężczyzna roześmiał się głośno, ale po chwili jego głos zamarł mu w gardle. Odłożył szklankę na stojący obok kanapy szklany stolik i pochylając się w moim kierunku, oparł łokcie na kolanach. Dłonie złączył jak do modlitwy.

– Posłuchaj mnie uważnie – zaczął – bo więcej razy nie będę tego powtarzał. Moja córka należy do mnie i kocham ją ponad wszystko na świecie. Jak każdy ojciec pragnę, aby była szczęśliwa i nigdy nie cierpiała. Kiedy porzuciła ją jej matka przyrzekłem sobie, że uczynię absolutnie wszystko, aby niczego w życiu jej nie zabrakło. Opiekowałem się nią troskliwie przez te wszystkie lata. Dbałem, aby zawsze miała najlepsze ubrania oraz wszystkie te rzeczy, które są potrzebne dorastającej dziewczynie. Pilnowałem jej, aby miała najwyższe stopnie w szkole i była po prostu najlepsza we wszystkim.

Pochylił się jeszcze bardziej w moim kierunku, z trudem hamując gniew.

– Mój plan udał się w stu procentach – kontynuował – Wyrosła na piękną kobietę, bije na głowę was wszystkich i ma zapewnioną przyszłość. Stała się taka tylko dzięki mnie i to ja będę decydował, z kim ma się spotykać, a z kim nie. Rozumiesz teraz?

Zamilkł na moment i po chwili kontynuował:

– A ty – powiedział cicho. – Ty, niestety, nie pasujesz do mojego planu.

Sięgnął po szklankę i pociągnął długi łyk.

Wiedziałem, że to koniec i że dalsza rozmowa z nim nie ma najmniejszego sensu. Czułem się okropnie i ogarnęło mnie zniechęcenie. Miałem wrażenie, jakby opuściły mnie wszystkie siły.

Podeptane marzenia to chyba najgorsze uczucie na świecie.

Mężczyzna obserwował mnie znad szklanki.

– Spójrz na siebie – rzekł. Jego głos był płaski i lekko bełkotliwy. – Kim ty jesteś, że śmiesz tu w ogóle przychodzić, co? Coś ty sobie wyobrażał?

Spojrzałem uważnie na niego.

– Emmm… emmm… Myli się p… pan – powiedziałem. Moje słowa ledwo wydobywały się przez zaciśnięte zęby. Właśnie w takich momentach mój język zaczynał płatać figla.

Wlepił we mnie oczy.

– Co to za emmm… emmmm…? – spytał. – Co z tobą? Jąkałą też jesteś?

– Pracuję nad tym – odpowiedziałem oschle.

Prychnął pogardliwie pod nosem. Mierzył mnie długo wzrokiem i kilka razy otwierał usta, jakby chciał coś powiedzieć. Jego górna warga drgała nerwowym tikiem.

– Taaa… jasne – powiedział. – I ty chcesz zostać żołnierzem? Dowódcą? Jak będziesz wydawał rozkazy? Co będziesz może dukał to swoje „emmm… emmm” przez radio na polu bitwy? Pod obstrzałem?

To były okrutne słowa. Cięły powietrze jak stalowe ostrza.

– Powiem ci, dlaczego nigdy niczego nie osiągniesz w życiu – rzekł konspiracyjnym głosem i za chwilę dodał: – Bo nie należysz do tych nielicznych ludzi, którzy zawsze zwyciężają. A ja zawsze zwyciężam. Zawsze. Zapamiętaj to sobie dobrze.

Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem.

– Moja córka również należy do urodzonych zwycięzców – rzekł, kiwając głową. – Zrobię wszystko, żeby miała wspaniałą przyszłość. Pójdzie na najlepsze studia, zrobi wielką karierę i będzie zarabiała takie pieniądze, jakich ty nawet nie zobaczysz na oczy. Nigdy.

Spuściłem wzrok. Ostatnią rzeczą, na jaką miałem ochotę, to żeby widział błyszczącą poświatę w moich oczach. Za nic w świecie nie chciałem dać mu tej satysfakcji.

– Ona zawsze będzie miała wszystko, co najlepsze – kontynuował. – Nigdy nie dopuszczę, aby spotykała się z kimkolwiek, kto należy do grona przegranych, czy życiowych nieudaczników. Jak ty. Zapomnij o niej. Dobrze ci radzę.

Mężczyzna zamilkł i przyłożył szklankę do ust. Po chwili zorientował się, że jest pusta i syknął z irytacją. Niezgrabnie sięgnął po stojącą na stoliku butelkę i napełnił szklankę. Kilka kropel alkoholu pociekło po ściance szklanki i spadło na dywan.

Wstałem. Wszystko było już jasne i wszystkie słowa zostały wypowiedziane. Nic więcej nie było do dodania. Ruszyłem w kierunku drzwi.

– Jeszcze jedno – powiedział do mnie.

Zatrzymałem się połowie drogi i odwróciłem. Mężczyzna mierzył mnie błądzącym wzrokiem.

– Co takiego? – spytałem.

– Trzymaj się z daleka od moje córki – wybełkotał, celując we mnie palcem. – Jeśli się do niej zbliżysz, albo dotkniesz ją palcem, gorzko tego pożałujesz. Nie żartuję.

* * *

Nawet nie pamiętałem drogi powrotnej. Ale wcale nie dlatego, że byłem załamany. Albo rozżalony. Albo rozgoryczony. Też nie płakałem, jak to robią nieszczęśliwie zakochani na filmach. Nie rozpaczałem. Nie rozczulałem się nad sobą.  Nie układałem w myślach pożegnalnego listu. W końcu nawet do głowy mi nie przyszło, żeby rzucać się z mostu do rzeki.

Robiłem coś wprost przeciwnego.

Byłem wściekły! Zaciskałem pięści i wymachiwałem nimi niczym bokser przygotowujący się do walki. Rzucałem bluzgami na głos, aż ludzie się za mną oglądali.

– Czekaj, gościu – mówiłem do jej ojca. – Ja ci jeszcze pokażę! Nie znasz mnie. Nic o mnie nie wiesz, wieśniaku!

I wtedy tam na Moście Grunwaldzkim złożyłem mu obietnicę. Szczerą obietnicę. Moją obietnicę. Obietnicę, którą myślę wypełniłem.

A właściwie ciągle ją wypełniam.

Każdego dnia.

– Udowodnię ci, skurwielu, jak bardzo się co do mnie pomyliłeś!

Wtedy usłyszałem swoje imię.

Odwróciłem się.

Biegła, wołając mnie co parę kroków. W świetle latarni jej rozwiane włosy mieniły się wszystkimi odcieniami czerni. Łzy na jej twarzy błyszczały diamentowym blaskiem. Biegła z całych sił, poruszając się w ten rozczulający sposób, jak to tylko potrafią robić dziewczyny. Młode dziewczyny. Była w jej ruchu jakaś nieskażona życiem szczerość. Jakaś stuprocentowa autentyczność. Jakiś bunt. Wbrew wszystkiemu. Wbrew Niemu…

Zatrzymała się tuż przede mną. Ciężko dyszała. Nie mogła nabrać powietrza. Mokry od łez kosmyk jej włosów znikał w kąciku ust. Ust wykrzywionych grymasem bólu.

– Prze… przepraszam cię za mojego ojca – wysapała z trudem. – On jest… bo on był pij… ja nie wiem… on nigdy taki nie… o co mu chodzi… bo ja myślałam, że…

I rozpłakała się.

– Ciii… – wyszeptałem, przykładając palec do jest ust i po chwili dodałem: – Wiem. Już wszystko wiem. To się nie liczy…

Nasze czoła zetknęły się. Poczułem promieniujące ciepło z jej rozgrzanej forsownym biegiem twarzy.

Odgarnąłem palcem ten niesforny kosmyk włosów z kącika jej ust.

Jej wargi były gorące.

I słone.

* * *

Oczywiście, nasza znajomość nie przetrwała próby czasu. Nie przetrwała, bo nie mogła. Byliśmy przecież parą naiwnych nastolatków. Gówniarzy łudzących się, że nasze życie należy do nas.

Ale ta krótka znajomość dała mi coś zupełnie innego.

Dała mi siłę.

I wiarę.

W siebie.


Zamiast posłowia

_MG_7121
… a to jest mój mały, własny oddział, którym dowodzę.
dscn0601-1.jpg
… i jeden z moich kamieni milowych – szkolenie Six Sigma Black Belt. West Chester, Ohio.
Jets1
… oraz miejsce, gdzie spotykają się pasja, edukacja i praca. 

 

59 thoughts on “Most Grunwaldzki

  1. Wspaniale napisane. Jestem tutaj po raz pierwszy i na pewno nie poraz ostatni. 🙂
    Historia mnie wciągnęła. Miałam zajać się czymś innym niż przeglądaniem blogów, ale nie mogłam się oderwać od tej historii. 🙂
    Swoją drogą, jestem bardzo ciekawa czy ta dziewczyna jest dzisiaj szczęśliwa. Czy obudził się w niej romantyczny młodzieńczy bunt i wyrwała się ze szponów swojego ojca i zaczęła szukać szczęścia w innej formie niż w tej, w jakiej widział jej szczęście ojciec czy wypełniała kolejne punkty jego planu, do którego przywykła od dziecka?

    Zapoznałam się również z Twoim opisem ‚o mnie’. Wzruszyłam się. Od wielu lat widzę, że my, ludzie, nie potrafimy rozmawiać ze sobą szczerze. Nie spotkałam jeszcze w swoim krótkim życiu człowieka, który potrafiłby powiedzieć wszystko szczerze, o tym, co najbardziej go kompromituje i przeraża i o tym, za czym naprawdę tęskni i co sprawia, że czuje się szczęśliwym. Czasami myślę, że taka umiejętność istnieje tylko w literaturze i w filmach. W życiu ciężko jest się na to zdobyć, a szkoda. Boję się często, że kiedy zdobędę się na szczerość, taką największą, żeby powiedzieć bliskim osobom wszystko, to będzie już za późno, bo nie będzie ich przy mnie. Taka wizja jest przerażająca.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Strasznie miło Cię tu gościć! 🙂 Mam nadzieję, że może przeczytasz też pozostałe historie i …podzielisz się swoimi uwagami! 🙂
      Co do tamtej dziewczyny… Ja też mam nadzieję, że jest szczęśliwa, ale coś mi mówi, że jej ojciec zrobił wszystko, aby to on był szczęśliwy… Chciałbym się mylić.
      Tak…. nie umiemy rozmawiać szczerze z innymi ludźmi! Sczególnie faceci. Zawsze jest jakaś poza, jakiś ukryty obszar, jakiś przemilczany wątek. Wiesz, strasznie się zniechęcam, kiedy słucham opowieści kumpli (ale nie przyjaciół), że właśnie kupili supersamochód za śmiesznie małą cenę-wpros deal zycia! – który pali tak mało, ze chyba sam produkuje paliwo w baku… albo wyrwali megalaskę, albo coś innego, co jest super, hiper i zaje…. A tylko właściwie jeden z nich potrafi przynać, kiedy wracamy w środku nocy z baru, że… stracił cel w życiu. Niby wszystko ma (firma, świetna żona, świetne dzieciaki), a czuje się znużony życiem. Nie chce żadnych porad… Chce tylko komuś o tym powiedzieć. Szczerze…. Ja chyba tak nie potrafię.

      Lubię to

      1. Ups… Aleś dowalił głęboko… Znasz biblijną opowieść o wieży Babel? Na pewno znasz. Właśnie ją mamy. wszyscy mówią i nikt nie słucha.
        To właśnie sobie myślę gdy czytam o „pomieszaniu języków”

        Polubione przez 1 osoba

  2. Jak zwykle Twoje historie mnie wciągają 🙂 Niektóre spotkania uczą naprawdę dużo. Nawet jak są nieprzyjemne, to wtedy tłumaczę sobie, że były po coś i wyjdę z nich silniejsza.

    Z moim Mężem zaczęliśmy być razem, gdy On miał 14 lat, ja 17. Byliśmy na swoich studniówkach razem i przetrwaliśmy próbę czasu i jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale swoje po drodze przeżyliśmy. Ważne, by pamiętać o swoich priorytetach i nie dać się nikomu zdeptać 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Przyznam szczerze, czytałam każde zdanie mocno „wciągnięta”, a zakończenie tej historii podoba mi się najbardziej! 🙂
    „Nie pozwól małym rozumom przekonać Cię, że Twoje marzenia są zbyt duże…” – tak mi się skojarzyło!
    Brawo za osiągnięcia! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

        1. Oj, przepraszam, źe nie odpowiedziałam…
          Wakacje…
          Bardzo dziękuję za zachętę do opowiedzenia historii moich dziadków. Jest taka troszkę powierzchowna, ogólna. Odczuwam pewien niedosyt informacji o tym gdzie dziadek, dokładnie walczył. Byłam zbyt mała, aby od Niego usłyszeć taką opowieść.

          Dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze. Okazuje się, że mamy odrobinkę wspólnego. Wrocław i dziadków, którzy mieli problemy z bronią. Pozdrawiam serdecznie.:-)

          Polubione przez 1 osoba

  4. Piękna historia. Taka prawdziwa, nie dziwię się, że ją wyparłeś. Ale podziwiam co z tego wyniosleś. Twoja rodzinka wygląda uroczo. Uwielbiam ludzi, którzy się nie poddają. I walczą o sowje. Brawo! 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s