Czy to już jest TEN kryzys?

Kiedy zacząłem pisać bloga, żona stwierdziła, że chyba właśnie dopadł mnie kryzys wieku średniego. Rodzina i wszyscy znajomi zapewne nieco się zdziwili, uznając mnie pewnie za lekko nieszkodliwego dziwaka. A parę innych osób właśnie puka się w czoło, mówiąc: „Temu, to już naprawdę odbiło na dekiel!”.

Ale chyba jest coś na rzeczy. Z tym kryzysem. I wcale nie chodzi mi tutaj o ten humorystyczny aspekt, o którym wszyscy od razu myślą. Wiecie, o czym mówię, prawda?

Jasne, że wiecie!

Sęk w tym, że nie jest to takie proste. Nic nie jest. A już życie w szczególności. No, bo gdyby lekarstwem na kryzys wieku średniego były – jak mówią niektóre safanduły – „młode dupy”, to męskie lobby lekarskie już dawno wypisywałoby je na receptę. Co więcej, męska większość w Sejmie z pewnością już by się o to postarała, żeby powstała odpowiednia ustawa. W ciągu jednego dnia. Głosowanko, podpis prezydenta (w końcu jakby nie było, też facet)  i  100% refundacji z NFZ-etu. A potem proszę zażywać codziennie po jednej, a gdyby nie było poprawy można zwiększyć do dwóch razy. Rano i wieczorem. Maksymalnie po dwie na raz. Nie więcej! Bo to lekarstwo ma groźne skutki uboczne. Szczególnie dla serca. Może nie wytrzymać. I strasznie uzależnia. Jak narkotyk. Silniejsze od heroiny. Później już trzeba brać do końca życia. Coraz większe dawki.

Ale chodzi o coś zupełnie innego! Pewnego dnia budzisz się gdzieś o czwartej nad ranem i uświadamiasz sobie, że właśnie coś się zmieniło. Za cholerę nie możesz określić, co takiego. Ale jakaś ledwie dostrzegalna przemiana w twoim myśleniu mówi ci, że jesteś już innym człowiekiem. Diametralnie różnym. Że tamten człowiek, którego znałeś dotychczas najlepiej na świecie, jest już historią.

Tej bowiem nocy przekroczyłeś swój własny Rubikon. Zostawiłeś za sobą wyobrażenie o sobie, a teraz stajesz przed arcytrudnym zadaniem. Chyba najważniejszym w twoim życiu. Musisz wreszcie odpowiedzieć sobie na pytanie, kim tak naprawdę jesteś? Co takiego kryje się pod tą powłoką, która narosła przez lata? Tak szczerze, jak tylko potrafisz. Bo nikt tego za ciebie nie zrobi. Każda odpowiedź, która nie będzie wypływała wprost z twojego serca, okaże się tylko nędznym oszustwem.

Czy pamiętacie jeszcze, kim chcieliście być będąc dzieckiem? Mam tu na myśli najpierwsze wyobrażenie o tym, jak widzieliście samych siebie w dorosłym życiu. Oczywiście, dzieci jak to dzieci, potrafią zmieniać pomysły z godziny na godzinę, ale każdy z nas ma swoją własną i jedyną wizję siebie w przyszłości. Jest jej wierny przez całe życie. Rzadko dzieli się nią z innymi ludźmi. Jest o nią zazdrosny i strzeże przed innymi niczym swój najcenniejszy skarb. Jak klejnot. 

Bo można mieć różnorakie marzenia, ale założę się o wszystko, że bez względu na to, kim chcieliście być, każdy z Was wyobrażał siebie jako szczęśliwego człowieka! Prawda? Śmiem twierdzić, że nikt na świecie nie zakłada, że przejdzie przez życie jako ten, na którego spadną wszystkie nieszczęścia, jakie tylko mogą się człowiekowi przydarzyć. Wprost przeciwnie. Czyż nie?

Ironią losu jednak jest to, że w ciągu zwykłych dni szybko o tym zapominamy. Nie zastanawiamy się nad tym. Co więcej, ignorujemy takie myśli. Bronimy się przed nimi. Usprawiedliwiamy się. Sami przed sobą. Oszukujemy się. 

Aż pewnego dnia to wszystko wraca. U jednych wcześniej, u innych później. Ale jedno jest pewne. Wróci. Zawsze wraca. Proste pytanie, na które każdy musi sobie odpowiedzieć.

Jakie pytanie?

Ano takie: „Czy jestem szczęśliwy”?

Nie takie: „Czy inni uważają mnie za szczęśliwego?” Ani: „Czy ludzie zazdroszczą mi mojego życia?” Albo: „Czy inni myślą, że odniosłem sukces?”, „Czy mówią, że jestem zajebisty gość?, „Czy słyszę na ulicy, jak pokazują mnie palcami mówiąc, że temu to się poszczęściło w życiu…”. Żadne z nich. 

Po prostu: „Czy jestem szczęśliwy?”

I odpowiedź zna tylko jedna osoba.

Ty. Sam. Nikt inny.           

Bo życie można zaczynać wiele razy. Czasami nawet samo życie do tego zmusza. Nie ma się wyboru. Bo poprzednie kończy się jakąś tragedią, a żyć przecież trzeba. Bo może poprzednie jest tak podłe, że aż wstyd przed samym sobą. Nie mówiąc już o ludziach.

Ale przeżyć szczęśliwe życie można tylko raz. Od samego początku do nieuchronnego końca.

Raz w życiu.

I tylko o tę stawkę toczy się ta gra.

Gra zwana życiem. 

Dlaczego Czarna Skrzynka?

Czy umiesz rozmawiać z innymi ludźmi szczerze? Ale tak na prawdę szczerze? Aż do bólu? Do krwi? Potrafisz? Okay, zaraz się przekonamy. Czy kiedykolwiek powiedziałeś swoim rodzicom, co o nich naprawdę myślisz? Ale nie tak w gniewie, lub podczas rodzinnej sprzeczki. Wtedy człowiek różne głupoty gada, których później zwykle żałuje. Ale w całkowitym spokoju. Przy herbacie. Albo kawie. I serniku upieczonym własnoręcznie przez mamę.

Czy powiedziałeś im wtedy, że ich kochasz? Albo, że się boisz? Ty, człowiek sukcesu, niemal Wilk z Wall Street, boisz się każdego dnia, gdy tylko rano otwierasz oczy. Że tak naprawdę w środku jesteś jak ta wydmuszka zrobiona ze skorupki jajka. Że wewnątrz jesteś wciąż małym dzieckiem, które jak kiedyś chciałoby wstać w nocy i delikatnie jak łasica wśliznąć się do ich łóżka. Żeby było tak, jak dawniej. Jak wtedy, kiedy byłeś szczęśliwy. Prawdziwie szczęśliwy.

Otóż ja nigdy tego nie umiałem. Zresztą, kiedy było się przez pół życia jąkałą to zwykle niewiele się mówiło, ale za to dużo słuchało. Coś za coś. Jak to w życiu. Nasiąkasz jak gąbka wodą, aż do momentu, kiedy już więcej nie możesz.

Czarna Skrzynka jest właśnie zapisem tych historii.

Nieopowiedzianych historii.   

Czy nieopowiedziane historie są prawdziwe?

Tak. Zawsze staram się, aby dana historia oparta była na faktach. Na wydarzeniach, które sam przeżyłem, byłem świadkiem lub słyszałem. Dlatego umyśliłem sobie, że będę przedstawiał je w narracji pierwszoosobowej. Nie sądzę, abym mógł w inny sposób przekazać te wszystkie emocje i uczucia, które mi towarzyszyły. Z mojego, subiektywnego punktu widzenia. Zdaję sobie sprawę, że ktoś, kto uczestniczył w opisywanych wydarzeniach, mógł odbierać je zupełnie inaczej. Mógł. Jego prawo. Natomiast ja mam prawo do mówienia swoim głosem. Tak sobie to założyłem i tego będę się trzymał. Taka moja własna licentia poetica.

Ale… ale! Żyjemy przecież w kraju nad Wisłą, gdzie sprawiedliwość nigdy nie miała lekko i zawsze musiała być po każdej ze stron. Jednocześnie! Mając to na uwadze, czasami pozwalam sobie na zmianę imienia lub nazwiska, miejsc, chronologii zdarzeń lub wprowadzanie skrótów myślowych. Dla spójności danej historii. No i nie ma co ukrywać, żeby chronić też własny tyłek!

Ale mogę zapewnić całym sercem, że moim nadrzędnym i jedynym celem, jaki sobie założyłem, jest opisać to wszystko tylko w jeden sposób.

Jedyny.

Tak, aby chciało się to czytać.

Czarna Skrzynka 

         

48 thoughts on “Moja Czarna Skrzynka

  1. Tekst mnie napadł i zmusił do refleksji. Mało kto zadaje sobie pytanie „czy jestem szczęśliwy”. Śpieszymy jak pendolino od jednego dnia, do drugiego nie zauważając zachodów słońca. Mamy jakieś wielkie cele i ciągle nam czegoś do szczęścia brakuje. Pieniędzy, zdrowia, domu, psa, urlopu, prestiżu lub pozycji społecznej. Wciąż chcemy więcej.
    A tak naprawdę szczęście nie z tego się składa.
    Zmiany pór roku, dobra książka, łzy dziecka szukającego w moich uściskach ochrony, poranna kawa…
    Milczenie partnera gdy oboje po wielu latach nie czujemy przymusu mówienia.
    Spacer po lesie.
    I ten przełom, kiedy uświadamiamy sobie że możemy dać światu więcej. Że skończyło się branie.
    Czy dlatego zacząłeś pisać?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Trafiłaś w samo sedno, Moja Droga! 🙂 Skończyło się branie! Powodów, dla których zacząłem jest wiele, ale chyba najważniejszy to… moje dzieci. Tak naprawdę to dla nich. Ja nigdy nie rozmawiałem ze swoimi rodzicami o tym, kim chcieli być, kiedy byli dziećmi…. o czym marzyli… co myśleli… i czy byli prawdziwie szczęśliwi (?) Może jestem cholernie naiwny, ale mam nadzieję, że jak kiedyś to przeczytają, to znajdą odpowiedzi na cześć z tych pytań…. 🙂 A że przy okazji ktoś, kto zajrzy na mojego bloga, też to przeczyta i być może uśmiechnie się z rozbawieniem, albo wzruszy, albo chociaż przez chwile pomyśli o życiu…. to dla mnie jest też wartością dodaną! 🙂 Co do szczęścia…. Jeden mądry człowiek powiedział mi kiedyś, że nie ważne jest Twoje życie, czy jesteś bogaty, czy nie… czy odniosłeś sukces lub go nie odniosłeś… czy masz władzę, szacunek innych…. bo najważniejsze jest zawsze… jak się z tym czujesz (?). Jeśli dobrze – jesteś szczęśliwy…. a jeśli nie – nigdy nie będziesz…. 🙂 Przepraszam za chaotyczną odpowiedź, ale piszę z telefonu 🙂 p.s Doceniam Twoje komentarze…. właściwie czasami łapię się na tym, że ich szukam pod wpisem 🙂

      Polubienie

  2. Nikt nie umiał mi pomóc. Leki i lęki były do dupy. Wreszcie szczęście, tak zwane, los, przypadek, upór, determinacja M. i moja. Że jednak chcę żyć, bo mam dla kogo. Dla siebie przede wszystkim. Bo zawsze żyłam i żyje na maks moich możliwości, w danym momencie, w danej sytuacji finansowej, zdrowotnej, czy ochotowej. Bo kocham też ciszę i spokój, brak rozmów i dźwięków. Lubię też odpoczywać i słuchać. Bo słuchanie mnie chyba najbardziej jara. Poza pisaniem, rzecz jasna. 🌺✌🤘💚💃🌌✊ Więc tak, skrzynko, wrzucaj do niej wszystko, co chcesz, aby ujrzało światło. Możesz to robić w nocy, bo wtedy np.mi się najlepiej myśli i pracuje, tańczy i upija też 🍻 Będę czytała, ostrzegam polubiłam Cię od pierwszego czytania, a wierna jestem jak 🐈 dla ludzi, którzy są dobrzy i szczerzy. Hej! Dorota

    Polubione przez 1 osoba

  3. Hej 🏵 miło mi poznać bratni umysł i spojrzenie. Nie będę oszukiwać, że znów się wzruszyłam. Nie oszukuje, bo jestem szczera. Właśnie tak do bólu, krwi, łez i bolącego gardła od tłumaczenia mojego sposobu i pomysłu na realizację celu w moim życiu. W końcu, po 3 okrutnych latach, okupionych lękiem, śmiercią i znikaniem z powierzchni pamięci i ust wszystkich. Oprócz M. i najbliższych przyjaciół i rodziny, z pomocą mojego genialnego mózgu, który dał radę, po raz setny, a miał już nie dać, bo po raz pierwszy znikała mi ostatnio nadzieja, która zawsze, kurwa, zawsze mam w sobie

    Polubione przez 1 osoba

  4. Kurczę, wiesz co, tak ostatnio ciągle sobie pluję w brodę, że nie mogę się zorganizować, że ciągle coś zawalam, że tutaj kurz leży a tam prasowanie. Ale robię wszystko w końcu, w swoim czasie. Czasem ten czas marnując. I wiesz co? I jestem szczęśliwa! Ja! Tak jak jest! Dzięki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Mam to szczęscie, że ta noc już chyba za mną. Od jakiegos czasu żyję przyjemnie, szczęsliwie i nie złoszczę się niczym. Przeszło, tak po prostu. Po prostu zacząłem mieć w dupie rzeczy, które mnie otaczają, ale – w dobrej dupie. To znaczy, dbać o wszystko, ale nie przejmować się, kiedy cos się zawali, tylko zacząć budowę od nowa. Pozdrawiam! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. „młode dupy” na receptę,w pełni refundowane i łatwo dostępne… to byłby dla wielu przepis na omawiane dalej przez Ciebie szczęście 😀 Nie trzeba wyszukiwać,inwestować tylko dostajesz,ot tak! Ale tak już poważnie – szczęście ważna rzecz. Ale prawdziwe szczęście. Nie udawane,bo łatwiej udawać szczęście niż przyznać się,że brakuje nam go. Bo porzucenie iluzji i chęć osiągnięcia prawdziwego szczęścia wymaga zmian i pracy. Jedno i drugie rzadko kiedy jest łatwe. Bardzo fajny wpis! Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Przede mną właśnie duże zmiany. Od jakiegoś czasu właśnie mam to poczucie niespełnienia… Niby wszystko się układa, jest dobrze, ale wewnętrznie zrobiło się strasznie pusto. I to jest właśnie moment na zmiany…

    Polubione przez 1 osoba

  8. Świetny, wartościowy tekst. Czytany naprędce na uczelni, ale z pewnością zasługujący na powtórkę. Z pewnością zajrzymy tu nie jeden czy dwa, a wiele (!) razy. I jeszcze jedno: Twoje obawy, przepełnione goryczą pytania o szczęście per se, marzenia kontra rzeczywistość… trapią zapewne wszystkich nas, niezależnie od wieku. A jeśli o wieku mowa, chciałybyśmy życzyć wszystkim Twojego „kryzysu” 🙂 Pozdrawiamy!

    Polubione przez 1 osoba

  9. Nie czuje, abym była szczęśliwa tak w 100%, ale robię wszystko, aby tak się czuć. Stąd moja decyzja o zmianie miejsca zamieszkania, nowa praca, plany na przyszłość. Człowiek wiele razy się pogubi, uklęknie pod ciężarem doświadczeń, ale sens w tym, aby stale się podnosić i robić wszystko, aby czuć się szczęśliwym. 😉 Co do samego tekstu to bardzo dobrze się czytało, skłania do refleksji. Bede tu częściej zaglądać, by nie umknął mi żaden kolejny post. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  10. Myślę, że nie jeden pan chciałby skorzystać z „dupy na receptę” 😉 A tak bardziej poważnie, to uważa, iż każdy z nas powinien sobie zadać sobie pytanie ” Czy jestem szczęśliwy”, wykonać swego rodzaju rachunek sumienia i przekonać się, czy jest się dziś tym, kim chciało się być kilka lat temu.

    Polubione przez 1 osoba

  11. Ciekawa jestem twoich historii, zwłaszcza, że jak rozumiem, pisanie ich ma cię przybliżyć do uczucia szczęścia, a ty świetnie, wartko piszesz. Dobrze, że się ciebie czyta, choć akapit o leku na kryzys w pstaci d.. na receptę trochę mnie uwiera – takie przedmiotowe potraktowanie kobiet ci się wkradło. Tak czy inaczej – do następnego razu.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wierz mi jestem chyba facetem dalekim od przedmiotowego traktowania kobiet (a przynajmniej staram się :), ale nawet ja widzę, jak faceci w tym kraju chcą układać kobietom życie… I też mnie to uwiera 🙂 Do następnego razu! Zapraszam, jesteś tu mile widziana 🙂 Zawsze.

      Polubienie

  12. Ja tekże zostawię kilka słów… choć wiele, co chciała bym napisać, zostało już napisane 🙂 Więc powiem tylko że… świetnie się to czyta, piszę to ja, miłośniczka liter, też dziwaczka, w podobnym wieku…
    Co do nazwy… wymowna, zwłaszcza dla tych, dla których taka właśnie miała być.
    Będę zaglądać z przyjemnością, rób to dalej…
    Zapraszam też czasem do siebie
    http://kocikowadolina.blogspot.com/

    Polubione przez 1 osoba

  13. Wchodzę, czytam i powoli uśmiecham się pod nosem, ponieważ uwielbiam takie teksty okraszone ironią i poczuciem humoru, a jednocześnie na poziomie. Czytam dalej, kąciki ust już wesoło nie podrygują, a zaczyna się dość intensywna wewnętrzna bitwa myślowa. Bo oto w Twoich przemyśleniach na temat kryzysu wieku średniego, albo po prostu uczucia, że nagle rzeczywiście coś się zmieniło – można tak wiele odnieść do swojego życia codziennego – niezależnie od wieku. Często zastanawiam się na tym, może czasami nawet za dużo, ale czy to coś zmieni – raczej nie. Dlatego szybciutko się ogarniam, strzelam jedne głębsze espresso i ruszam do roboty z aparatem w ręku, bo to moje lekarstwo na kryzys 🙂 W każdym razie dobrze, że piszesz, bo szczerze… czyta się to cholernie dobrze 🙂
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  14. Jeśli u każdego mężczyzny kryzys wieku średniego miałby wyglądać właśnie tak – że zakłada bloga i pisze to, co mu leży na sercu – to jestem za 🙂 Zawsze tu przychodzę z ogromną przyjemnością i wierz mi, to się chce czytać. Bardzo.

    A jako dziecko miałam dwie wizje mojej przyszłości. Można powiedzieć, że jedna z nich właśnie jest w trakcie realizacji 🙂 Jestem szczęśliwa, że jestem tu gdzie jestem i robię to, co robię 😉

    Polubione przez 1 osoba

  15. Dobry wpis, szczerze napisany. Kryzys wieku średniego niekoniecznie pojawia się po 40-stce, mnie dopadł teraz w wieku 36 lat. Codziennie zastanawiam się, gdzie podziało się moje życie, to km chciała być, a nie jestem, to co chciałam robić, a nie robię… Słucham synów, jak opowiadają, kim będą, gdy dorosną i zazdroszczę im tej pewności, wiary..
    Pozdrawiam, ArtMagda.

    Polubione przez 1 osoba

    1. dokładnie…przypomina mi się taka piosenka Jacka Kaczmarskiego Poczekalnia. ktoś nas usypia, mówi że jeszcze mamy pełno czasu, że możemy później zająć się swoimi marzeniami… Kiedy jednak jest to później, czy na emeryturze? Czas szybko mija a życie przelatuje między palcami…najważniejsze żeby zdążyć się obudzić.

      Polubione przez 1 osoba

  16. świetny wpis.
    no właśnie, tylko my wiemy czy jesteśmy szczęśliwi…
    przykre to o tym jąkaniu. to na pewno blokuje w kontaktach. ludzie są często mało wyrozumiali.

    Polubione przez 1 osoba

  17. Tak się rozpisałam, że zapomniałam o najistotniejszym: zgadzam się, ze (każdy?) nosi w sobie jakiś obraz siebie- często się przyłapuję na tym, że tak myślę i uświadamiam to sobie raz po raz 🙂
    Muszę przyznać, ze w moim przypadku rzeczywistość przeszła moje wyobrażenia, a może właśnie dlatego, że zawsze widziałam siebie w sposób trochę niewyobrażalny :))

    Polubione przez 1 osoba

  18. Nigdy nikomu nie mówiłam, że się czegokolwiek boję. Wyrastałam w takiej rodzinie, że takie zdanie grałoby tylko na moją niekorzyść, byłoby po prostu moim gwoździem do trumny. Słowa „kocham cię” też nie miały większego znaczenia; jak możesz sobie wyobrazić, niewiele przekazywałam swoich emocji :)) Teraz to robie. Czasem. A i oduczyłam się bać 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s