Od dzisiaj definitywnie jestem obrażony z Żabką!

Nie chodzi tu o moją żabkę, bo na moją żabkę zazwyczaj mówię „Myszka”. Poza tym gdzież bym tam śmiał się na nią obrazić! Nie da się. Wystarczy, że zrobi minę numer 16 – a ma ich 365 podstawowych i niezliczoną ilość pośrednich – i już moje serce topnieje jak stal w martenowskim piecu.

Chodzi mi o ten sieciowy sklep na osiedlu. Definitywny rozwód! Czara goryczy przelała się ostatecznie. Moja noga już tam więcej nie postanie! Never ever!

Wiecie, generalnie to ja jestem nadspodziewanie spokojny człowiek. Co więcej, rzekłbym nawet, że mam naturę lekko pierdołowatą. To moje przekleństwo. Chyba odziedziczyłem to po mamie, która nauczyła mnie, że zawsze trzeba dawać ludziom drugą szansę. I trzecią. I czwartą. I setną, jeżeli tylko widać, że ktoś się odrobinę stara. Bo ja z góry zakładam, że ludzie mają prawo popełniać błędy, robią coś nieświadomie lub po prostu Bozia rozumku poskąpiła i nie wiedzą, co czynią. Dzięki, Mamo!

Nieustannie pracuję nad tym. Zrobiłem już chyba wszystkie możliwe kursy na asertywność, mam mnóstwo dyplomów i certyfikatów. Wiem chyba wszystko o asertywności i właściwie sam mógłbym prowadzić takie szkolenia w korpołagrach. Jednak mój problem polega głównie na tym, że jestem asertywny, a i owszem, ale niestety zawsze po fakcie! No, bo kiedy dzwoni laleczka z telewizji kablowej mówiąc, że ma dla mnie i tylko dla mnie, jako jej wyjątkowego klienta, wspaniałą ofertę, to jakoś nigdy nie mam serca jej odmówić. I dopłacam do pakietu programów, których nigdy nie obejrzę, ale wiem, że dzięki mnie dostanie swoją prowizję i będzie mogła kupić dzieciom nowe porcięta na zimę.

Ale, gdy się rozłączy, to wtedy w myślach potrafię z nią negocjować, jak Leszek Miller nasze wejście do Unii Europejskiej; nie mam też oporów przed sklęciem jej w żywy kamień niczym woźnica szkapę ciągnącą turystów na Kasprowy. Mam odwagę powiedzieć prosto w oczy (to znaczy do słuchawki): „W zębach mi te pieniądze przyniesiesz, paniusiu!”, kiedy będzie chciała naciągnąć mnie na parę groszy. Ależ wtedy jestem dumny z siebie!

Tym razem rzecz poszła o płacenie gotówką. Za każdym razem, kiedy przychodzę do Żabki i płacę na przykład 10 złotych i  12 groszy, zawsze pada nieuchronnie pytanie: „A dostanę te 12 groszy?” A daję 20 złotych, bo tyle akurat mam w portfelu. Zawsze! Za każdym, pieprzonym razem! Babsko nawet nie sprawdzi w kasie. A wiem, że ma! Bo widziałem otwartą szufladę, kiedy gość przede mną kupował papierosy. Jego też spytała! Zdaje się chciała od niego 10 groszy.

Hold on a sec! Zwolnijmy na chwilę. Nie chciałbym tu wyjść na jakiegoś upierdliwca i rozumiem, że czasami to ma sens. Jak najbardziej. Jestem pierwszym klientem, a kasa pusta, jak głowa posłanki Pawłowicz. Sytuacja patowa. Okay. Przecież nie będę stał, jak ten cieć przy hałdzie żwiru i czekał na jakiś cud! Wtedy chętnie wyszperam te parę groszy, żeby kobiecina miała wydać.

Ale zakładać z góry, że to ja za każdym razem muszę się martwić o to, czy ona ma wydać, to już zakrywa na draństwo. Totalne lenistwo. Typowe pójście na łatwiznę. Odbijamy piłeczkę w stronę klienta i niech on teraz kombinuje, jak tu rozwiązać ten problem. I mimo że mogłaby sprawę załatwić raz-dwa, patrzy z politowaniem na gościa, który kopie w portfelu za grosikami, popędzany wymownym sapaniem amatorów orzechówki lub pigwówki, ustawiających się rosnącej kolejce do kasy.

Płaciłem gotówką w różnych miejscach i sklepach na świecie. Wtedy, jak kupowałem największego hambuksa w życiu na Time Square w Nowym Jorku, jak i wtedy, gdy na jakimś zadupiu w Alabamie płaciłem za paliwo gościowi, który wyglądał jak to wielkie murzynisko z filmu Pulp Fiction. Marcelus zdaje się nazywał. Siedział za masywnymi kratami, a spod lady wystawała kolba jego shotgun’a. Taki duży, a pewnie bał się mnie. Płaciłem gotówką w Berlinie, Paryżu, Madrycie oraz Taurogach. Dla tych, którzy nie pamiętają, to takie miasteczko na Litwie znane z tego, że kiedyś Leszek Teleszyński… tfu!… książę Bogusław Radziwiłł chciał bzyknąć Oleńkę, ale mu nie dała. Dała dopiero Kmiciowi, ale to już zupełnie inna historia…

I wiecie, co? Nigdy, w żadnym z tych miejsc i nikt nie spytał mnie o tę cholerną końcówkę! Zawsze mieli wydać. Co więcej, kiedyś narobiłem niezłego zamieszania w Wallmarcie na przedmieściach Fortu Lauderdale. Skofundowana kasjerka rzeczywiście nie miała wydać. Natychmiast odliczyłem odpowiednią ilość centów, żeby babce ułatwić życie. A ona popatrzyła się na mnie jak na niedouczonego ciemniaka i wezwała kierownika. Po chwili zjawił się jej manager z kasetką pełną drobniaków i wydali mi resztę. I jeszcze zapakowali wszystkie rzeczy do torebek i życzyli miłego dnia. Dopiero, kiedy siedziałem już w aucie dotarło do mnie, że ona wcale nie uznała mnie za głupka! Ona po prostu nie znała tego myku. Nawet nie przyszło jej do głowy, żeby obarczać klienta problemem, który należy do jej obowiązków. Niesłychane!

Tak więc, Żabko, między nami koniec!

22 thoughts on “12 groszy

  1. Ach bo u nas w Ustawie to klient musi mieć gotówkę i to odliczoną, inaczej sprzedawca może odmówić sprzedaży. Wiem – ostatnio sprawdzałam na szkoleniu jak uczestnik poruszył ta kwestie.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Żabek, to ja, Panie, będę bronił! Co tydzień w sobotę rano wpadam po treningu do jednej z nich i przemiła Pani zawsze dba o to, by kabanos był zagrzany, zaś mój ulubiony energetyk light schłodzony! 😀

    A tak poważniej: kiedyś trafiła mi się sytuacja idealna. Miałem do zapłacenia 10,01 zł. Dziesięć złotych, jeden grosz. Nie mogłem sobie odpuścić i rzuciłem sympatycznie: „to co, mogę być winny grosika”? Pani kasjerka ucięła krótko – NIE.

    Zapłaciłem dwusetką. Wziąłem resztę co do grosza 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nie pracuję w sklepie, ale tez przyjmuję pieniądze od klientów, i też z różnymi końcówkami (uroki VAT-u), ale moja szefowa zdecydowała, że zaokrąglamy do pełnego złotego, zawsze w dół, na korzyść klienta 🙂
    A wiesz, że za oddanie na złom 100 zł w bilonie po 1 grosz, dostaniesz 160 zł? Może stąd te pytania pań:”mogę być winna grosika?” 😀

    Polubione przez 1 osoba

  4. Dokładnie w sedno, w punkt. Tyle, że zamiast Żabki, zauważyłam to w Biedronce. Ostatnio nawet zaczęłam się powoływać, że tym razem to ja końcówki nie zapłacę, bo i tak sporo już mi zalegają, ależ było zdziwienie, jak to, przecież ten schemat powinien działać tylko w jedną stronę. A może ja się mylę? 😉

    Polubione przez 1 osoba

  5. Dlatego ja zawsze płacę kartą. Zawsze. A jak już zdarzy się płacenie gotówką i Pani prosi o drobne to mówię że nie mam i mówię że chętnie poczekam i niech pójdzie sobie rozmienić. Największa konsternacja jest w sytuacji gdy sprzedawca mówi czy może być winna grosika to mówię że nie i wtedy twarz sprzedawcy z opuszczoną szczęką jak u małpki grającej w karty. bezcenne. Najlepsze że perspektywa zmienia się w zależności od punktu siedzenia – przez szereg lat pracowałem w miejscu gdzie też trzeba było obracać gotówką i naprawdę jest niewesoło gdy klient kupuje coś za 5 zł i płaci banknotem 200 zł. A jeszcze gorzej jak sprzedawałem telefony za 1,22 i weź tu wydaj resztę ze 100 zł… Ale rozwiązanie jest proste. Zlikwidować końcówki, po co komu te grosze.

    Polubione przez 1 osoba

  6. a z ta koncowka to jakas mania..w Zabce i Galerii Wypiekow..tez mnie szlak trafial..ale od dluzszego czasu postanowilismy z mezem pooszczedzac.i kazde drobne jakie mamy wrzucamy do sloika..wiec jak uslyszymy pyt czy mamy to z czystym sumieniem odpowiadamy ze nie mamy..i nawet przestali pytac..uff..

    Polubione przez 1 osoba

  7. Moja znajoma kilka lat pracowała w Żabci. Na czarno, bez żadnej umowy (i wszystkie inne dziewczyny), od rana do wieczora za marne pieniądze. Nigdy w terminie wypłaty. Ciężkie skrzynki, wysokie palety itd. A drobne w kasie- nigdy! Nie bronię tu nikogo. Wręcz przeciwnie. Pani „szefowa/właścicielka ” nigdy nie dbała o drobne. A ceny zawsze z tymi głupimi końcówkami. Nie wspomnę już o ścieraniu dat ważności na produktach, bo będzie już nie na temat. Dziewczyny same musiały własną kasę rozmieniać żeby mogły wydawać. Od tamtej pory nie robię zakupów w żabciach.
    W innych miejscach irytuje mnie „może być bez grosika? „. Szlag mnie trafia. Zmieńcie kuźwa ceny, nie będzie problemu.
    Myślę, że byłabym idealnym „cichym klientem „.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s