Wiem, że od teraz będę miał przerąbane!

I to podwójnie. Kobiety znienawidzą mnie za to, że usłyszą coś, czego może wcale nie chciałyby usłyszeć. Nigdy. Bo to nie będzie miłe. Ani przyjemne. Nie będzie też w stylu: „Zdradzę-Wam-co-o-Was-myślimy-bo-jestem-taki-miły-facio-prawie-Brat-Łata-i-po-cichu-na-coś-tam-może-liczę…” Taki Lisek-Chytrusek, albo Babski Sołtys, jak nazywaliśmy ich w szkole. Wy też takich spotykałyście, prawda? Łazili wszędzie za wami niczym przyszywana koleżanka; próbowali z mizernym skutkiem skakać w gumę; trzymali za rękę, kiedy zalewałyście się łzami po którymś tam zerwaniu z chłopakiem; i wreszcie we wszystkich grach typu „chłopaki-na-dziewczyny”, dziwnym trafem zawsze byli po waszej stronie. My zaś gardziliśmy takimi osobnikami, jak gardzi się kapusiami, skarżypytami i generalnie wszelkiej maści gnojkami.

Natomiast niektórzy faceci mogą powiedzieć, że kalam własne gniazdo. Bo mimo że myślą inaczej, to w obecności swoich kobiet, ale też lasek, niuń, myszek, żabciów, świnek i cipeczek zawsze mówią to, co one chcą usłyszeć. A jak asekuracyjnie nic nie mówią, to od razu foch, sapanie, dramatyczne rozkładanie rąk i słowa w stylu: „My w ogóle ze sobą nie rozmawiamy!”. A ja tak naprawdę robię to w ich dobrze pojętym interesie. No, bo jeżeli zdarzy się kiedykolwiek, że po przeczytaniu tego posta, chociaż jedna kobieta spojrzy inaczej na swojego głupola, widząc w nim drugiego człowieka zamiast niewolnika, tragarza, bankomat, worek treningowy czy super kochanka, od którego nawet sam Rocco Siffredi mógłby się wiele nauczyć i odpuści zamiast znowu przyczepić się o byle co, to można rzec, że było warto!  Jak cholera. Wiecie, taka nasza męska solidarność siusiaków.

Bo my tak naprawdę nic o sobie nie wiemy. Mimo że spędzamy ze sobą dużo czasu, chodzimy po tych samych metrach kwadratowych, wspólnie jemy, śpimy, kłócimy się oraz kochamy się (w sensie ogólnym kobiety i mężczyźni, a nie, że niby ja z Wami ;), to żyjemy w zupełnie innych światach. Kompletnie różnych wymiarach.

Bo my, faceci, jesteśmy beznadziejnie przewidywalnie dwuwymiarowi. Dla nas liczy się tylko wysokość i długość. Wszystko jest albo czarne, albo białe. Zajebiste lub chujowe. Dobre albo złe. Nasze mózgi pracują tylko w dwóch trybach. On lub Off. Dioda czerwona albo zielonaŻadnych półśrodków, zgniłych kompromisów czy innych gównianych niuansów. Hit albo Run. 

Wiecie, jakie jest największe złudzenie na świecie, które wbija się facetom do łbów już od najmłodszych lat? Że można zrozumieć kobietę! Wała tam można! Jeszcze się taki nie narodził, który by tego dokonał. I raczej marne szanse, że w ogóle ktoś taki się pojawi na świecie w przyszłości. To tak samo, jakby próbować ogarnąć umysłem, co było przed Wielkim Wybuchem, albo co kryje się za horyzontem zdarzeń. Good Luck!

Bo, kobietę można poznawać tylko poprzez obserwację. I na tej podstawie wyciągać jakieś tam wnioski. To tak, jak z myszkami w laboratorium. Samiczkami. Dajesz myszce do jedzenia kawałek cegły, kiszonego ogórka oraz serek. I patrzysz, co wybierze. Myszka wybiera serek. Aha! – piszesz w raporcie wniosek: „Myszki lubią serek”. I już wiesz, że jeżeli chcesz ją skłonić do zrobienia czegoś, musisz dać jej serek. Z cegłą się nie uda, a ogórek to już zupełnie nie wchodzi w rachubę. A kiedy się już zaprzyjaźnisz z myszką na dobre i bierzesz do testów kolejną myszkę, ta pierwsza naraz dziabie cię w palucha, aż krew tryska dookoła. Aha! – notujesz w swoim kajecie: „Myszka nie znosi obecności innej myszki w pobliżu”. Tak to działa. Nic na logikę. Pamiętaj, obserwacja! Tylko obserwacja, palancie!

Jedynie ci mężczyźni, którzy potrafią uważnie obserwować i, co jest jeszcze większą sztuką, wyciągać prawidłowe wnioski, są jako tako szczęśliwi w związkach. A tamtych, którzy łudzili się, że zrozumieją kobiety możesz spotkać jak siedzą wieczorami w samochodach pod blokami, delektując się błogą ciszą. Rozkoszują się krótką chwilą wolności, jak im jeszcze została. Albo wystają na balkonach z obwisłymi brzuchami i drepcząc w miejscu na swych bladziutkich, chudziutkich nóżkach, wypalają przed snem ostatniego papierosa, jak skazańcy przed nieuchronną egzekucją na krześle elektrycznym.

Pomysł na FightClub.pl zrodził się właśnie z takich obserwacji oraz tysięcy motogodzin spędzonych na męskich rozmowach przy alkoholu lub bez, w akademiku lub w pracy, przy ognisku w Bieszczadach, na lotniskach aeroklubowych i lotniskach międzynarodowych, w Warszawie lub w Nowym Jorku, na tarasie widokowym Empire State Building, jak i również na kładce przy Polach Mokotowskich. Będzie to prawdziwy amalgamat utworzony z różnych męskich punktów widzenia, zarówno niedoświadczonego prawiczka, ale też ojca dzieciom, różnej maści żabich ogierów, papierowych tygrysów, ludzi sukcesu, ale też zwykłych życiowych nieudaczników, oraz takich, którzy idą przez życie jak kombajn przez kukurydzę.

I żeby od początku było jasne… to wszystko ma celu, żebyśmy lepiej się poznali nawzajem. Kobiety i mężczyźni. Bez obrazy. Dla dobra ludzkości.

Przecież Wam, kobietom, również na tym zależy, prawda?

Rozkminka  1: O co im chodzi z tą pieprzoną wagą?

No, to już jest jakaś pandemia! Obłęd na punkcie kalorii zainfekował już niemal całą kulę ziemską. Hysteria Caloryficus! Wirus tej choroby opanował chyba mózgi wszystkich kobiet i teraz już każda jest po diecie, na diecie, albo właśnie szuka jakiejś, żeby zacząć się katować. Fixum dyrdum!

Dowód? Wigilia Bożego Narodzenia. Typowy polski stół. Sianko. Opłatek. Dwanaście potraw i pusty talerz dla zbłąkanego islamskiego uchodźcy. Typowa polska rodzina. Prababcia – 100 lat, babcia – 70 lat, córka – 35 lat i prawnuczka – 8 lat. Oczywiście jacyś faceci też są, ale oni na szczęście nie biorą udziału w tym szaleństwie.

Czy rozmowy przy stole toczą się wokół wigilijnych tradycji? A może dotyczą tego, co wydarzyło się ponad dwa tysiące lat temu w lichej stajence? Czy wszyscy zastanawiają się jednak nad tym, jak u licha Cezar August chciał policzyć wszystkich obywateli w całym okupowanym państwie? A może, czy Maryja kochała Józefa? A sam Józef? Co czuł? Czy bał się, jak każdy facet, który ma zostać ojcem?

A skąd! Wszystkie rozmowy są tylko i wyłącznie o jedzeniu. A raczej o niejedzeniu. I kaloriach! Och, nie wiem, czy powinnam… A ile to ma kalorii?… Czuję, że chyba znowu przytyję… Jestem na diecie… O, a dobra ta dieta jest?… Nie wiem, na razie trochę przytyłam, ale mówią, że ponoć rewelacyjna… Koniecznie musisz dać mi przepis!

O ile można zrozumieć córkę, która ma spore szanse utrzymać się na rynku jeszcze wiele lat, bo któż to wie, jak życie się potoczy. Ale, żeby babcia! A prababcia! Ja, gdybym był w jej wieku, to jedyne, co chciałbym robić, to obżerać się najlepszymi frykasami i popijać gruzińskim winem! Bez umiaru. Na zapas. Na całą wieczność!

Co o tym wszystkim mówią faceci?

Na początek mały test. Poniżej mamy dwie kobiety, i żeby nie dawać żadnej forów, obie grają mniej więcej w tej samej lidze. Obie są sławne i bogate. Jedna sławę zdobyła ciężką pracą, grając w paru niezłych filmach, a druga… hmmm… właściwie do końca nie wiem, dlaczego stała się taka sławna. Zresztą, doesn’t matter , ważne jest to, że obie powszechnie uważane są za piękne kobiety. Można się z tym zgodzić.

Ale pytanie jest zupełnie inne. Jak myślicie, której z nich plakat powiesi sobie każdy pryszczaty nastolatek nad łóżkiem, żeby odciążyć wyobraźnię, kiedy będzie bawił się brzydko rękami pod kołdrą? A pracownik warsztatu samochodowego? Którą z nich przyklei sobie na szafce, żeby rozgrzewać oczy od samego rana?  A student w akademiku? A ostry jak brzytwa prawnik? Którą wrzuci jako wygaszacz na swoim Macbooku Pro? W końcu, jak sądzicie, za którą obejrzy się emerytowany górnik przodowy, gdyby jakimś cudem obie wynurzyły się z morskiej piany na plaży w Mielnie?

Odpowiedź jest oczywista. Bo faceci kochają krągłości! Tak było, tak jest i będzie. Od zawsze. Dla faceta kobieta musi wyglądać jak kobieta.  Kobieta musi być miękka tam, gdzie powinna być miękka. I twarda, tam gdzie powinna być twarda. It’s just simple like that! Z żadnej strony, ani pod żadnym kątem nie może przypominać faceta! Przecież ta zabiedzona Keira wygląda jak niejeden cherlakowaty kumpel z podwórka. Mogłaby z nami haratać w gałę bez koszulki i nawet nikt by tego nie zauważył!

A teraz wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby taka Kim zaczęła grać bez koszulki na szkolnym boisku! Lądujący statek kosmiczny z ufokami na pokładzie nie wzbudziłby większej sensacji.

Na koniec wisienka na torcie. Czy wiecie, co każdy facet uwielbia robić, kiedy wraca z roboty do domu, zrąbany jak Jackie Chan po dniu zdjęciowym? Zasiąść z piwem na kanapie przed telewizorem? Jasne, że tak! Nie ma co ukrywać. Lubi jak cholera!

Ale nie o to tu teraz chodzi. Otóż, facet lubi chociaż na kilka chwil skłonić głowę na nagim brzuszku swojej ukochanej. Tak po prostu. Poczuć ciepło jej mięciutkiej skóry na policzku, zamknąć oczy i zresetować się. Działa lepiej niż wszystkie energizery.

A teraz wyobraźcie sobie, co czuje facet kobiety po prawej stronie od tego, który jest z tą z lewej? Kiedy przykłada głowę do jej brzucha. To już chyba lepiej przytulić się do kaloryfera! Też ciepło.

Rozkminka  2: Przez żołądek do… no właśnie… dokąd?

W ogóle temat żarcia jest w dzisiejszych czasach mocno przereklamowany. A już wiara w to, że droga do serca faceta prowadzi przez żołądek, jest tak samo archaiczna jak kości zauropoda gadziomiednicznego znalezione w jakimś bagnie, albo przekonanie, że na potencję najlepszy jest kał bułgarskich chłopów, jak łudził się jeden wypierdek z mizernym wąsikiem i odwrotnie zaczesaną grzywką. Może działało to jeszcze w czasach Bieruta, gdzie chłop umacniał władzę ludową wyrabiając 500% normy i jedyne, o czym śmiał marzyć to, żeby w domu opierdolić coś na ciepło. A kiedy siadał przy stole, wyeksploatowany jak prostytutka po karnawale w Rio i dostawał michę pożywnej zupy, to może i coś tam poczuł w środku do swojej białogłowy.

Powiedzmy sobie otwarcie, że nawet gdybyś była finalistką Hell’s Kitchen, twoja restauracja dostałaby którąś tam z kolei gwiazdkę Michelina, a sam Sir Gordon Ramsey obierałby ziemniaki w twojej kuchni, i tak przegrasz z JEGO mamusią! Oczywiście będzie udawał, że mu smakuje to, co tam dzisiaj upaćkałaś. Perfekcyjnie udawał. Będzie wywracał oczami, mlaskał i kadził ci, jak Jarząbek prezesowi klubu Tęcza, ale i tak myślami będzie przy mamusinych gołąbkach. Albo pampuchach z sosem grzybowym.

Czy myślisz, że w czasach, kiedy mamy pyszne.pl, twoja cieniutka chlipawka przyrządzona na kostce rosołowej Winiary, z kawałkiem marcheweczki i rozgotowanym porem ma jakiekolwiek szanse z prawdziwą włoską pizzą, oryginalnym japońskim sushi czy też gruzińskimi pierożkami chinakali? Weź, nie rozśmieszaj męskiego żołądka! Nie idź tą drogą. Przynajmniej, jeśli chcesz go czymś urzec. To jest droga wprost na manowce (*).

… ciąg dalszy nastąpi.


 (*) Odszczekam to wszystko, jeśli potrafisz przyrządzić steka… powiedzmy przynajmniej à la Outback Steakhouse. Średnio wypieczony Bone-in natural cut Ribeye z idealną trzymilimetrową warstewką surowego mięsa pośrodku, podany z ziemniaczanym purée oraz sałatką Cesar. A do tego wszystkiego idealnie schłodzony lager. Może być Boston Lager.

 

35 thoughts on “FightClub.pl – czyli co faceci mówią o kobietach – część 1.

  1. To się nazywa przydupas, nie „przyszywana koleżanka”. Przydupas.

    Lol, nie. Żaden tekst nie sprawi, że ktoś kto widzi w człowieku niewolnika i tragarza nagle zacznie widzieć człowieka. A zwłaszcza taki.

    Keira nie jest uważana za piękną kobietę, jest wyzywana za bycie „wieszakiem”. Masowo. Bo jest szczupła i śmiała bezczelnie nie zrobić sobie sztucznych cycków.
    To jest dokładnie ten tekst, którym przydupas lubi się przypodobać tłustszej koleżance, bo grubą łatwiej ruchnąć.

    Polubione przez 1 osoba

    1. O! Przydupas….Właśnie tego słowa mi brakowało. Dzięki! Co to znaczy „ruchnąć”? Wiesz, mam wiele tłustych koleżanek ale jakoś nigdy nie przyszło mi to do głowy… Muszę chyba nad tym popracować 😀

      Lubię to

  2. Rozbawiłeś mnie. 🙂
    Tłuszczyk czasem jest troszkę wskazany. Wszystko chyba zależy od relacji w jakiej się jest. Wbrew pozorom, Wy panowie wcale nie jesteście aż tak prości. Trochę z Wami też bywa zamieszania. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Ja nie wiem… Całe dzieciństwo biegałam z chłopakami, i to ja byłam tą nielubianą przez dziewczynki w klasie, za to dla chłopaków byłam najlepszym kumplem. I jestem do dziś. Tylko to kumplowanie się skończyło tak, że ani z dziewczynami/kobietami teraz gadać nie potrafię, ani związku z facetem nie umiem utrzymać. Singielka-rozwódka-kumpelka. Na szczęście mam takie koleżanki-kumpelki-chłopczyce, z którymi mogę się umówić na piwo i pograć w grę i pogadać do dupach (damskich i męskich – obojętne to dla nas). Podczas takich refleksji cieszę się, że mam syna a nie córkę…

    Polubione przez 1 osoba

  4. Kobiety i mężczyźni wbrew pozorom mają ten sam stopień skąplikowania, każdy, niezależnie od płci reaguje irracjonalnie w stanach zirytowania/ niepewności/ złości/ frustracji. Kobiety po prostu przeżywają takie stany częściej bo zazwyczaj bardziej przejmują się ( nawet wyimaginowanymi) wymaganiami. Biorąc na to poprawkę kobieta jest bardzo prostym stworzeniem 🙂
    A co do diet to przecież tyczy się w tak samo facetów. Z ręką na sercu, kto nie zna nikogo kto wydaje pół pensji na karnet i odżywki i z przyjemnościom odda się rozważaniu na temat wyższości wolnych ciężarów nad maszynami ( bądź na odwrót). Chyba większość młodych chłopaków przeszła przez ten etap po prostu później większość sobie odpuszcza bo ,,już nie musi”. Do kobiet jest wystosowane wymaganie żeby zawsze być zadbaną i one tego przestrzegają jak dekalogu i podsycają w sobie nawzajem ( już nie wspominając o mediach).
    Gdy rozchodzi się typowy Janusz z Grażyną to do niej są pretensje że ,, się zapuściła” chodź oboje zapuszczeni są tak samo. Więc z wiekiem to wymaganie nie znika i to dlatego twoja prababcia jest na diecie. Może nie usłyszy od budowlańców spontanicznego: ,, niezłą masz dupę mała” ale : ,, Jadzia to się tak dobrze trzyma, pacz, 80 lat a ciągle zadbana, zgrabna kobitka” .
    A i cycata bogini ze zdjęcia też pewnie nie żywi się stejkami i lagerem 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Witaj w FightClubie.pl! 🙂 Dostajesz jako pierwsza kobieta legitymację z numerem 001 🙂 Za merytoryczną polemikę i wkład w ekumeniczny ruch wzajemnego zrozumienia pomiędzy nami i Wami 🙂 A tak bardziej na poważnie… Trafiłaś w samo sedno pisząc, że od kobiet „wymaga się” tego, czy tamtego. No właśnie, kto wymaga? Z reguły one same. Kobiety kobietom to robią 🙂 Ta cała histeria związana z dietą jest tu modelowym przykładem. Jeżeli kobieta katuje się, próbując zbić swój BMI poniżej normy, żeby podnieść swą wartość w męskich oczach, to my mówimy, że to po prostu na nas nie działa. Nie kumamy tego. I tyle. Żadnej tu nie ma większej filozofii. Oczywiście jesteśmy na tyle kumaci i zdajemy sobie sprawę, że wiele kobiet robi to dla samych siebie, żeby poczuć się po prostu lepiej, mieć większą pewność siebie, co z naszych obserwacji przyczynia się do znacznego spadku poziomu zołzowatości 🙂 To wtedy, tak! Jak najbardziej! To lubimy 🙂 Ale po co o tym tyle gadać? 😉

      Lubię to

  5. Co kilka linijek wybuchalam smiechem, bo takie to prawdziwe. Owszem, o liczeniu kalorri i diecie, nawet ja sama juz nie moge sluchac. Szkoda tylko, ze my – kobiety tak rzadko sie do tego przyznajemy:)

    Polubione przez 1 osoba

  6. Haha rozbawiłeś mnie tym postem 🙂 Ale w sumie masz dużo racji w tym co piszesz. Teraz jest jakiś boom na bycie fit i kaloryfer na brzuchu. I pięknie wyglądająca kobieta (w tym ja) nabawia się przez to kompleksów. Wezmę sobie do serca Twoje rady i będę tu zaglądać. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  7. prawdziwy mezczyzna ma nie starac sie zrozumiec kobietę lecz trzy razy dziennie powonnien powiedziec szczerze ze ja kocha taka jaka jest..
    a jezeli chodzi o kolory to kobiety sa szaroscia(jakoby to nie zabrzmialo)..laczaca biel i czern w glowie mezczyzny:-)

    Polubione przez 1 osoba

  8. Uśmiałam się i oczywiście najbardziej podobał mi się fragment o krągłościach.
    Ja nie rozmawiam przy stole o kaloriach tylko mówię, poproszę więcej karpia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  9. Ubawiłam się. 🙂 Masz rację, czasem tak właśnie jest. Jednak zdarzają się wyjątki od każdej reguły. Nie jestem najwidoczniej statystyczną kobietą. Mocno odbiegam od jakichkolwiek norm. Nie pytaj mnie co chodzi z tą dietą, liczeniem kalorii i wagą, bo też nie wiem. Na wadze nie stoję, nie interesuje mnie to. Nigdy nie byłam na diecie, nigdy się nie odchudzałam. Guzik komuś do mojej figury. W nosie mam kogokolwiek zdanie na jej temat. Ale (bo zawsze jest jakieś „ale”)… Nigdy nie chodziło mi o samą dietę, ale o zdrowe odżywianie i sposób żywienia. Nie o odchudzanie, ale o moje zdrowie, najcenniejszą rzecz, jaką mam. Na diecie jednak nie jestem i obstaję przy tym. Typowych babskich rozmów zwykle kompletnie nie rozumiem i nie biorę w nich udziału. Szmatki, kalorie, diety, kosmetyki, paznokcie, nowa firanka do kuchni itd., to nie moja bajka. Tak jak ostatnia kupka malucha, itp. Nawet jako byłam młodą matką, bardzo mnie drażniły podobne rozmowy. Chciałam się raczej wyrwać z tych pieluch i zupełnie nie rozumiałam, dlaczego one wciaż o tym paplają i nie mają innych tematów. Jeśli już mam do wyboru jakąś solidarność w tej kwestii, to już wolę „siusiaków”. 🙂 Wigilii nie obchodzę, więc pod tym względem mocno odbiegam od normy. Steku Ci również nie zrobię, bo jestem wegetarianką, jak mój facet zresztą. Chlipawek nie znam i nie jadłam nigdy, bo lubimy oboje jeść.

    Nie mam żalu do faceta, który nie rozumie kobiety. Bardzo trudno jest przecież zrozumieć siebie, więc od innych wymagać tego nie mogę. Facet nie musi mnie rozumieć. Niech każdy zrozumie choćby tylko siebie, to już dużo.
    Pozdrawiam. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s