Czy wierzycie w teorię światów równoległych?

Światów, które istnieją obok mojego czy Twojego świata i na co dzień trudno je dostrzec? Cholernie trudno. Co więcej, chyba nie bardzo nawet chcemy je widzieć. Bo przecież mamy swoje życia, swoje problemy i swoje zmartwienia. Bo nie mamy czasu. I możliwości. I pieniędzy. Bo zawsze coś. Bo zawsze to. Bo tamto.

Jednak to nie jest kwestia wiary. Zupełnie! Światy równoległe naprawdę istnieją! Sęk w tym, że nie można ich zobaczyć w galeriach handlowych. Nie ma ich również w serialach telewizyjnych. Ani w świątecznych reklamach. Tam nie ma drogich prezentów, pachnącej choinki, babcinych uszek, maminego barszczu i karpia smażonego własnoręcznie przez dziadka raz w roku. Nie ma też nadziei oraz wiary w drugiego człowieka. Nie ma nic, co należy do naszego świata.

Za to jest brud. I smród. I zimno. Cholernie zimno. I są robaki. A czasami nawet szczury. Są odwrócone spojrzenia, szydercze śmiechy, przekleństwa i szturchańce. I jeszcze ci ochroniarze! Wszędzie ich pełno. Można odnieść wrażenie, że to największa z polskich mniejszości. Dzisiaj nawet byle kiosk ma swoją ochronę. Najbardziej nieszczęśliwi ludzie na świecie. Wewnętrznie rozdarci. Każdego dnia muszą podejmować decyzje. Najtrudniejsze. Takie, z kategorii tych ostatecznych. Każą im wybierać pomiędzy lojalnością a byciem człowiekiem. Cóż za tragiczna praca!

Ktoś mógłby zapytać, gdzie zatem znajdują się te światy?

I jak je odnaleźć?

Bardzo łatwo. Wystarczy przejść się w okolice Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Albo wejść do dowolnego parku. Najlepiej po zmroku. Ale najłatwiej wybrać się na Dworzec Warszawa Zachodnia. Co za koszmarne miejsce! Wstyd dla miasta, które tak dzielnie podniosło się z gruzów, że wciąż zmusza ludzi do przebywania w tak podłych warunkach! Przejście podziemne pod peronami mogłoby robić za tło do jakiegoś postapokaliptycznego filmu o inwazji zombie. Taki polski World War(saw) Z. Jeden mój kumpel powiedział kiedyś, że gdyby Ziemia miała układ pokarmowy, to właśnie tam znajdowałby się odbyt! Sam William Szekspir nie ująłby tego lepiej…

Czy wiecie, kto pomógł mi odkryć ten świat?

Moja córka. Pytaniem, które znalazło się w tytule. Ma zaledwie osiem lat, ale już nie jest dzieckiem. Właśnie to udowodniła.

A odpowiedź wydaje się tak oczywista. No jak nie, jak tak! Komu może być jeszcze bardziej zimno w stopy jak nie człowiekowi, który stoi boso na gołym betonie? Zimą. Na tężejącym mrozie. Jakieś -2º C. No komu?

Ale z drugiej strony, skoro stoi tak już parę godzin w przejściu podziemnym pod Alejami Jerozolimskimi i nie przeskakuje z nogi na nogę, to w końcu jest mu zimno czy nie? Ja bym tam nie wytrzymał ani nanosekundy będąc na jego miejscu. Od samego patrzenia już mi skostniały stopy, mimo że miałem na sobie ciepłe skarpety i solidne buty.

Jaką więc dać odpowiedź na tak postawione pytanie?

A dlaczego by nie zadać tego pytania samym bezdomnym? Przecież powinni wiedzieć najlepiej, prawda? A przy okazji zapytać również, o czym marzą; kim chcieli być będąc dzieckiem; i czy wierzą w Świętego Mikołaja?

Pomysł, żeby przygotować świąteczne paczki i rozdać je bezdomnym chodził za mną już od jakiegoś czasu. Ale czekałem. Bo chciałem to zrobić razem z córką. Chciałem, żeby też zobaczyła ten inny świat. Żeby zobaczyła twarze ludzi, który żyją w świecie równoległym do naszego. Co roku czeka niecierpliwie, żeby wrzucić pieniądze na WOŚP, ale wtedy widzi tylko pierwszy akt tego przedstawienia. Ten najbardziej rozrywkowy. Uśmiechnięte dzieciaki, czerwone serduszka i sztuczne ognie na zakończenie imprezy. I to jest jak najbardziej okay! Każdy sposób jest dobry, żeby jakiś szpital dostał nowy inkubator czy sztuczną nerkę. Jest to chyba jedyny przypadek, kiedy można z czystym sumieniem powiedzieć, że cel uświęca środki. Oby trwał do końca świata i jeden dzień dłużej, ale z chwilą wrzucenia pieniędzy do puszki traci się okazję zobaczenia, że na końcu tego wszystkiego są żywi ludzie. Z krwi i kości.

Córcia bardzo zapaliła się do pomysłu! A ja mogłem być tylko z niej coraz bardziej dumny, widząc jak bez słowa marudzenia, tego całego jojczenia jak to przy innych okazjach się czasami zdarza, cierpliwie przemierza ze mną dworce i ciemne zaułki warszawskich ulic do późnej nocy. Naraz tablety, littlepetszopy, friv.pl i spanczboby kanciastoporte przestały się liczyć!

Za to były emocje. Szczere emocje. Chyba pierwsze tak silne w jej życiu. Przełamywanie strachu, żeby podejść do człowieka, którego wszyscy omijają szerokim łukiem. Spontaniczna radość przy wręczeniu pierwszej paczki i autentyczny żal, kiedy nie było już nic więcej do rozdania. Były też ocierane ukradkiem łzy i wymowna cisza w samochodzie, gdy wracaliśmy do domu.

Cisza, bo ona wciąż tam była.

W tamtym świecie.

Równoległym świecie.

               DSCF1002.JPG

Mój pomocnik – Czerwononosy Renifer z ulicy Górczewskiej. I Slavek. Slavek jest bezdomnym Czechem w Warszawie. Już tak od ponad 20-tu lat.

Na koniec mała refleksja.

Tu wcale nie chodziło mi o wywoływanie jakiegoś sztucznego poczucia winy. W kimkolwiek. Tak już jest. Bo taki jest świat. Taki był i taki z pewnością będzie. Gdy nas już nie będzie. Normalna kolej rzeczy. Nie myśmy go stworzyli i to nie my kręcimy kosmicznym kołem fortuny.

Ale też nikt nie powiedział, że nie możemy próbować go zmieniać!

Na lepsze.

Każdego dnia.

Choćby na milimetr.

p.s.

Nie udało nam się uzyskać odpowiedzi na nasze pytanie, czy bezdomnym marzną stopy. Stojąc twarzą w twarz, jakoś głupio pytać się o takie rzeczy.

Po prostu jakoś tak nie wypadało…

18 thoughts on “Czy bezdomnym jest zimno w stopy?

  1. Nie lubię takich historyjek. Słodkawa jak bita śmietana. Pitu pitu…czego niby dziecko się nauczyło, że są smierdziele na świecie i jak mieć czyste serduszko?

    Matko, nie mogę tego słuchać…
    Na chwilę koniec spacerków.;)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pamiętam kiedyś był taki eksperyment. Osoba, w miarę schludnie i czysto ubrana – ucharakteryzowana na bezdomną (oczywiście trzeźwa), chodziła po mieszkaniach i pukała z prośbą o wpuszczenie na Wigilię.. Mnóóóóóóóstwo osób odmawiało, każdy miał jakąś wymówkę – chyba na kilkadziesiąt osób zgodziły się dosłownie dwie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Hm… No tak… Ładnie i słodko. A nie przyszło Ci do głowy zaprosić bezdomnego na kolację wigilijną? Wiesz, zimne stopy to nie jest ich prawdziwa dolegliwość. Im dokucza brak rodziny. Samotność najmocniej wychładza.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s