Czy pamiętasz, co robiłeś tamtego dnia, kiedy się w niej zakochałeś?

Urodziłeś się gdzieś tutaj, ona gdzieś tam. Jakieś pięćset kilometrów w przestrzeni i trzy lata różnicy w czasie.  Ty dorastałeś w leśniczówce zagubionej pośród dolnośląskich lasów, ona zaś w nie tak dużym mieście. Wtedy jeszcze wojewódzkim. Biegun zimna, jak twierdzą niektórzy. Nic was nie łączyło. Może tylko to, że ty chodziłeś do wiejskiej szkółki polną drogą, zbierając po drodze chabry dla pani wychowawczyni, których jednak nigdy nie ośmieliłeś się podarować, bo na koniec zawsze brakło ci odwagi (Pani Ula).

Ona natomiast mieszkała przy cichej i spokojnej ulicy.

Ulicy Chabrowej.

Wtedy tylko tyle mieliście ze sobą wspólnego.

Byłeś szczęściarzem. Twój świat był dokładnie taki, o jakim marzy większość małych chłopców. Świat, który sprawia, że często oczy wychodzą im z orbit. Świat pełen fascynujących maszyn, potrafiących niczym gigantyczne autoboty wyrywać potężne drzewa i przerzucać je, jakby to były zwykłe zapałki. Świat pełen dźwięków, jakie usłyszeć można tylko o świcie siedząc na myśliwskiej ambonie lub poczuć w płucach, kiedy pocisk opuszcza lufę sztucera z ogłuszającym hukiem, którego echo potem jeszcze długo odbija się od drzew. I świat pełen zapachów. Aromatu żywicy, woni wieczornych mgieł nad polami i zapachu benzyny w warsztacie samochodowym, gdzie zawsze panował ożywczy chłód.  Uwielbiałeś przesiadywać tam godzinami w upalne, letnie dni.

A jaki był jej świat? Tego wtedy nie wiedziałeś. Nie mogłeś wiedzieć. Nie miałeś przecież pojęcia o jej istnieniu. Nie mogłeś mieć. No bo niby, skąd?

Ale nie wiedziałeś również, że każdy twój krok, każda decyzja i każdy wybór nieuchronnie przybliżają cię do niej. Krok po kroku. Dzień po dniu. Noc po nocy.

Czyż to nie jest niezwykle fascynujące?

Że wszystko ma znaczenie? I to, że jakiś pilot 28 lat wcześniej zginął nad pustynią Mojave lecąc z trzykrotną prędkością dźwięku (Być jak Milburn Apt); i to, że niezwykle ważny minister jednym podpisem zniweczył twoje plany zostania co najmniej generałem, likwidując szkoły wojskowe. I jeszcze, że nie przyjęli cię na jakieś tam śmiertelnie nudne zarządzanie, które kompletnie cię nie pociągało. Złożyłeś papiery tylko dlatego, że wszyscy składali. Tak naprawdę tamta komisja egzaminacyjna zrobiła ci wielką przysługę. Powinieneś być im za to dozgonnie wdzięczny!

Nie zdawałeś sobie również sprawy, że ona też wybrała Warszawę. Że też studiuje. Że mieszka raptem parę ulic od ciebie. Może nawet wasze drogi przecięły się gdzieś na Marszałkowskiej? Albo na Nowym Świecie. Chociaż najbardziej prawdopodobne, że mogło to być w okolicach Placu Narutowicza. A może kiedyś otarłeś się o nią w miejskim autobusie, albo ona oparła swoją dłoń na twoim ramieniu w metrze pytając, czy ty też wysiadasz na tej stacji? Stałeś jak ten baran w drzwiach, bo zaczytałeś się w jakiejś książce.

Albo tamta dziewczyna z czytelni w Bibliotece Narodowej? Czyż to czasem nie była ona? Siedziała kilka biurek przed tobą, rzucając ukradkiem zaciekawione spojrzenia. Tak, w twoją stronę. Nie mogłeś się skupić i przez to zawaliłeś niezwykle ważny egzamin. Zdaje się, że to było z mechaniki płynów. A może aerodynamika? Jednak nie miałeś jej tego wcale za złe. Nie za ten jej łobuzerski uśmiech. Wlał przecież tyle ciepła do twojego serca, że później wracając wieczorem przez Pola Mokotowskie wciąż czułeś się kimś wyjątkowym. Oddychałeś pełną piersią. Nigdy wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy, że powietrze może mieć tak odurzający smak.

Ale najdziwniejsze miało się dopiero wydarzyć!

Jeszcze o tym też nie wiedziałeś. Tamten dzień był jak wiele poprzednich dni. Nic szczególnego, nic niezwykłego, nic ekscytującego. Zwykła studencka rutyna. Poranny sprint bez śniadania na jakieś kolokwium, później jakieś wykłady, ćwiczenia i laboratoria. W międzyczasie wciągnąłeś hambuksa przy budce na Placu Politechniki. Z prażoną cebulką. Ommmommmm! Potem jeszcze biblioteka, ksero, znowu kolokwium i tak w kółko. Przelatując pomiędzy budynkami, wpadłeś na kumpla. Dawno się nie widzieliście. Ucieszyłeś się na jego widok, jak ten misio na widok pasieki. Mordo, ty, moja! Chrzanić kolokwium! Dawaj do Dwunastki. Trzeba to oblać.

Wzrusza obojętnie ramionami. Nie podziela twojej radości ze spotkania. Co jest, stary? Och, znowu? Rozstaliście się? Odeszła? Wróci, nie ma się co przejmować. Nie wróci? Tym razem na dobre. To koniec. Jest już inny. Zamiennik. Najlepszy kumpel. Znaliśmy się jeszcze z podwórka. Wyjechali do Anglii.

Cholerny świat! Tym bardziej trzeba się napić! Może innym razem, stary. Aha, mam na zbyciu bilet do teatru. Miałem zabrać ją na tę sztukę. Dziś wieczorem. Weź, proszę. Mnie już nie będzie potrzebny. Może tobie przyniesie szczęście. Poskromienie Złośnicy. Cóż za ironia losu!

Odchodzi. Bez słowa. Bez pożegnania. Może jeszcze kiedyś się spotkacie.

Wracasz do akademika. Bilet wrzucasz głęboko do kieszeni. Z miejsca o nim zapominasz. Teatr? Też coś. Jeszcze cię tam nie było?  Zresztą szkoda czasu, bo właśnie rozkręca się niezła impreza. Właściwie, w twoim akademiku trwa jedna ciągła impreza. Od października do lipca, tylko jej intensywność zmienia się wraz z dniem tygodnia. O ile na jego początku jest raczej lajtowa, to w weekendy eksploduje niczym beczka dynamitu. Prawdziwy Helikopter w Ogniu! Jest alkohol. Mnóstwo alkoholu. I są dziewczyny. To znaczy – będą. Czekają tylko na was w Parku, Proximie czy Ground Zero. Stary, można przebierać jak w ulęgałkach!

I wtedy z tobą dzieje się coś dziwnego. Nagle uświadamiasz sobie, że masz serdecznie dosyć. Tego wszystkiego. Takiego życia. Tych wieczornych uniesień, które wszystkie nad ranem kończą się tak samo. Bólem głowy i pustką w sercu. Kolejnym zawodem. Bo to znów nie było to. Bo znowu się pomyliłeś. Fatalne uczucie. Najgorsze. Nie chcesz już go więcej doświadczać. Chcesz czegoś zupełnie innego. Czegoś totalnie odmiennego. Diamteralnie lepszego.

Naraz przypominasz sobie o bilecie na dzisiejszy spektakl. Wychodzisz chyłkiem, zanim jeszcze impreza rozkręca się na dobre.

Teatr.

Marmurowe kolumny, kryształowe żyrandole i kanapy obite czerwonym pluszem. Eleganckie garnitury i piękne kobiety. Ściszone rozmowy, dyskretne uśmiechy i mieszanina odurzających zapachów. Jesteś tutaj pierwszy raz. Onieśmielony. Chłoniesz wszystko wokół ciebie, jakbyś miał widzieć to po raz ostatni w życiu. Spójrz, tam stoi Małgorzata Kożuchowska. Jeszcze taka młodziutka! A tam? Usiłujesz przypomnieć sobie, skąd znasz tego aktora. Dorociński? A ten łysy? Chyba Walczewski? Ferency? Też łysy, tylko niższy. Czujesz się oszołomiony. Wstrząs po tak nagłej zmianie miejsca sprawia, że masz wrażenie, jakby twoja dusza oddzieliła się od ciała. Tam wrzaski, pijacki bełkot i kwaśny odór alkoholu, a tu nagle stoisz wśród tych wszystkich ludzi, których znasz z filmu czy telewizji. Niesamowite uczucie!

Jakaś zgrabna dłoń wyjmuje ci bilet z ręki.

– Loża – ktoś mówi. – Zapraszamy schodami na górę.

Miły głos. Początkowo nawet jej nie dostrzegasz, aż do chwili, kiedy uśmiecha się do ciebie szeroko. A robi to naprawdę w niezwykły sposób. Najpiękniejszy uśmiech, jaki widziałeś w życiu. Kryje się w nim tajemniczość, a jednocześnie jakaś urocza łobuzerskość.  I te jej oczy! Boże, jesteś wielki! Tylko Ty mogłeś stworzyć coś tak niebywałego!

Schody zakręcają spiralnie ku górze. Wchodzisz powoli z wzrokiem utkwionym w tę dziewczynę. Stopień za stopniem. Te jej włosy! Czarne, błyszczące opadające kaskadami aż do samego pasa. Z każdym krokiem widzisz, jak odbijające się światło zmienia ich kolor. Mienią się blaskiem, jak falująca powierzchnia wody o świcie. Niezwykłe zjawisko.

Stajesz u szczytu schodów i opierasz się o barierkę. Ona odwraca głowę i spogląda w górę. Jej włosy zafalowały, jak skrzydła anioła.

Wasze spojrzenia spotkały się.

W końcu!

Już wiesz, że ten dzień właśnie nadszedł. Po prostu, wiesz to.

A Ty?

Czy pamiętasz tamten dzień?

Dzień, w którym się w niej zakochałeś?


Specjalne podziękowania za udostępnienie tytułowego zdjęcia:

Fotograf: Kamila Sierpińska  (Kamila Sierpińska Fotografia)

Modelka: Sylwia Zybała

11 thoughts on “Zanim się pojawiłaś

  1. Czytając, przeniosłam się w zupełnie inne miejsce… sprawiłeś, że stałam gdzieś obok… cudownie się Ciebie czyta… piszesz wspaniale… Sprawiłeś, że się zapomniałam i zatraciłam w tekście…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Przeniosłam się w zupełnie inne miejsce… sprawiłeś, że zapomniałam o świecie przez chwilę… byłam tam, gdzieś obok i to wszystko widziałam… cudownie się Ciebie czyta….A miłość…. buuuu… nie wierzę…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s