One mówią, że pasujecie do siebie, jak striptizerka do konduktu pogrzebowego!

Jesteście jak plus i minus. Jak proton i elektron. Ty raczej wątły, a on to prawdziwy kawał chłopa. Ty jesteś rasowym, spasionym korposzczurem z długim, lśniącym futrem i ogonem grubym niczym rozgotowana parówka. A on? Hmmm… trudno powiedzieć, czym tak naprawdę się zajmuje. Coś tam kupi, coś tam sprzeda, coś tam zachachmęci. Jednakże nieźle sobie radzi, bo kiedy ty ledwo wiążesz koniec z końcem spłacając coraz to wyższe raty, on właśnie buduje hacjendę w Łomiankach. Ty jesteś biernym fanem Legii, a on dałby się poćwiartować za Polonię. Ty zawsze rzygasz po Bolsie, on po Luksusowej, więc ostatnio pijecie tylko tę podejrzaną ciecz, którą on kupuje na galony od jakiegoś zaufanego Ukraińca. Może i nie jest to Finlandia, ale ważne, że później łeb nie napierdala.

Ty masz syna, ona ma córkę w tym samym wieku. Twoja żona ma rude, kręcone włosy, jego natomiast jest żywą jak rtęć blondynką z krótką czupryną. Poza tym obie są takie same. Tak samo strzelają fochy, jojczą i czepiają się o byle gówno. I mają jeszcze jedną wspólną cechę – tak jak twoja go nie cierpi, tak samo jego nie przepada za tobą. Mówią, że obaj macie fatalny wpływ na siebie. Jakby się cholery zmówiły! Mimo to, każde wakacje spędzacie razem. Jak jedna, wielka rodzina. Jest super! To znaczy ty, on i wasze dzieciaki zawsze bawicie się wprost wybornie, natomiast one leżą naburmuszone całymi dniami na leżakach i gdaczą, jak stare kwoki. Ale kto by się tam przejmował!

Spotkaliście się całkowicie przypadkowo. Widocznie los tak chciał. W tym samym czasie odbieraliście mieszkania na tym samym osiedlu. On pod numerem parzystym, ty zaś pod nie. Wpadł coś tam pożyczyć czy oddać i został już do rana. A potem już się tak jakoś samo potoczyło. Żałowałeś, że wasze mieszkania oddziela ściana nośna, bo byście ją razem wyburzyli. Tak byłoby łatwiej – po co chodzić do siebie naokoło? Marzenia! One ten pomysł szybko by wam wybiły z – jak zgodnie mówią – tych durnowatych łbów!

Prawdę mówiąc, ty częściej nadużywasz waszej przyjaźni. Ale co masz zrobić, kiedy Bozia dała ci dwie lewe ręce i nigdy nie udało ci się nawet wbić gwoździa, żeby się nie powyginał jak spaghetti w gorącej wodzie. On natomiast zamiast nazwiska w dowodzie powinien mieć wpisane: „MacGyver”. Podczas gdy ty w swoim japończyku nawet wycieraczki zmieniasz w serwisie, on zaś w jego starym passacie potrafi zrobić remont generalny silnika na chodniku pod blokiem połączony ze szlifem cylindrów. Twoja nawet nie pyta się ciebie, kiedy trzeba przykręcić nowy karnisz i idzie prosto po niego.

– W końcu do czegoś się przydaje ta wasza, godna pożałowania, przyjaźń – mawia w takich chwilach.

Nigdy nie przypuszczałeś, ze kiedyś ta jego smykałka może mieć dla ciebie tak kluczowe znaczenie!

Bo to było tak. Dzisiaj w robocie miałeś szkolenie, ale skończył się fundusz reprezentacyjny i cały dzień siedzieliście w konferencyjnej o głodzie. Bez lunchu, bez ciasteczek i bez paluszków. Była tylko kawa. Wprawdzie lurowata, ale dało się nią jakoś oszukać żołądek. Ożłopałeś się jej niczym wielbłąd i aż dostałeś zgagi na koniec. Byłeś tak skołowany, że po pracy miałeś jeszcze coś zrobić, ale za cholerę nie mogłeś skojarzyć, co to miało być.

Przypomniało ci się dopiero w samochodzie, jak stałeś w mega korku na obwodnicy. Kibel. Zapomniałeś się odlać! O, w mordę! Co robić? Jak to, co? Nic. Możesz tylko siedzieć i czekać. I czuć, jak mocz z coraz większym ciśnieniem napiera na ścianki pęcherza. A pamiętasz, jak twój stary profesor od mechaniki płynów często powtarzał, że dobry inżynier jest przede wszystkim przewidujący? Zawsze krok do przodu – mawiał. Dobrze gadał!

Trwało to całą wieczność, ale jakoś dowlokłeś się do najbliższego centrum handlowego. W kierunku toalet szedłeś jak John Wayne w Rio Bravo tyle, że w przyspieszonym trzy razy tempie. Aż ochroniarz dziwnie się na ciebie patrzył. Wszyscy się lampili. Wisiało ci to jednak kompletnie! A niech sobie tam myślą, co chcą!

Jeszcze nigdy widok porcelanowego pisuaru nie sprawił ci aż takiej satysfakcji.

Zamykasz oczy. Matulu, cóż to za ulga! Czujesz, jak wraz ze strugą moczu uchodzi z ciebie całe napięcie. O, jak mi jest dobrze! Jak cudownie! Jak lekko! Chwilo, chwilo, trwaj wiecznie!

Co, już? Koniec? Nie, jeszcze trochę. I jeszcze. Ostatnia kropla.

To już koniec. Naprawdę. Czujesz się nawet odrobinę zawiedziony…

Jakbyś narodził się na nowo. Odzyskałeś siły. I energię. Jeszcze tylko podciągasz spodnie, stajesz na palcach i wciągając brzuch, raptownie zasuwasz zamek przy rozporku. Oczy masz wciąż zamknięte.

Błysk, iskry i ostry ból. Jakby właśnie strzelił cię piorun! Co jest, kurwa? O Kyrie Eleison,  jak to boli!

Ledwie stoisz na nogach, ale masz wrażenie, ze zaraz z bólu zaliczysz zjazd. Patrzysz w dół i nie wierzysz własnym oczom! O żesz, w mordę!

Z drugiej strony zamka, ale nie z tej, jak ogólnie się przyjęło, widać kawał skóry. Jak to się stało? – zachodzisz w głowę. Chociaż myślenie nie jest tą czynnością, która ci teraz akurat najlepiej wychodzi.

Przyciąłeś zamkiem kutasa, ćwoku! Ot, co się stało. To przecież niemożliwe!

A jednak! Próbujesz uwolnić go, szarpiesz w górę i dół, ale suwak ani drgnie. I do tego ten ból. Jezusie Nazarejski, co za ból! Dłutowanie ósemek przy tym to jak smyranie piórkiem. Zwykłe kizi-mizi.

Co robić? Szukać pomocy! Ale gdzie? W centrum handlowym? Co, może mam iść do tego ochroniarza? Z fajfusem na wierzchu? Przenigdy! Zaraz zbiegną się ludzie, wyciągną komórki i po chwili cały świat się dowie, że jakiś kretyn przyciął sobie fiuta zamkiem w hipermarkecie.

Zresztą o chodzeniu nie ma nawet mowy. Bez szans, żeby dojść nawet do samochodu. Masz wrażenie, że chyba zaraz zemdlejesz. Po raz pierwszy w życiu. Kilka razy byłeś blisko, ale jakoś wytrzymałeś. Wygląda na to, że dopiero ten pieprzony suwak cię pokona.

Doczłapujesz się do wolnej kabiny. Opadasz bez sił na deskę i zamykasz drzwi. Musisz coś wykombinować.

Ale co się da wykombinować z przyciętym członkiem? No dalej, panie Einstein, czekam na propozycje!  Nic się nie da wymyślić! Gdyby tu nagle w tym zasranym kiblu zebrali się wszyscy Mędrcy Syjonu i radzili, aż jaja by im posiwiały, to i tak by guzik wymyślili. Ale się załatwiłeś! Na cacy.

Sięgasz po telefon.

O nic nie pytał. Przyjechał tak szybko, jak pozwolił mu na to silnik w jego passacie. Później dowiedziałeś się, że właśnie oderwałeś go od romantycznej kolacji z tą, która cię tak nie lubi. Planowała to od dawna. Córkę wysłała do teściów, zrobiła jego ulubiona lasagnę, kupiła wino i świeczki o zapachu róży. Później w planach było też fiku-miku, ale wraz z twoim telefonem, misterny plan się rypnął. No, teraz to cię dopiero znienawidzi! Do imentu.

Kiedy wpuściłeś go do kabiny, wpatrywałeś się intensywnie w jego twarz. Gdyby coś tylko powiedział, albo któryś z jego dwustu mięśni wokół ust drgnąłby nieznacznie, oznaczało by to koniec waszej przyjaźni. For ever!

Jednak zdał ten test celująco.

Był nawet przygotowany. Miał ze sobą cały zestaw najprzeróżniejszych obcążek, szczypiec i kombinerek. Miał też piersiówkę ze znieczuleniem. Wypiliście po solidnym łyku i z fachową miną zabrał się do pracy.

Wiele godzin później wróciłeś do swojego mieszkania. Było bardzo późno. Właściwie to już był ranek. Z wdzięczności siedziałeś z nim na ławce przed blokiem, bo ta jego nie chciała wpuścić go do domu. Jeszcze nie widziałeś tak skumulowanej wściekłości w jednym ciele. No więc towarzyszyłeś mu z workiem lodu przytkniętym do krocza. Prawie nic nie gadaliście. Bo, o czym tu gadać. Ja dziś pomogłem tobie, ty jutro pomożesz mi. Normalna sprawa.

Tylko skurwiele tego nie rozumieją.

Wślizgujesz się ostrożnie do łóżka niczym łasica do kurnika.

– Gdzie byłeś? – ona pyta zaspanym głosem.

Jeszcze raz sprawdzasz, czy wszystko masz na miejscu.

– Znowu z nim? – dopytuje się.

– Yhmmm – odpowiadasz.

Cmoka kilka razy z dezaprobatą.

– Kiedyś do zguby cię doprowadzi przyjaźń z tym alkoholikiem – ziewa i odwracając się cię do ciebie tyłkiem, naciąga kołdrę aż na głowę.

Leżysz z otwartymi oczami. Ból i tak nie pozwali ci zasnąć. Mówisz na głos:

– Co wy możecie o tym wiedzieć!

Nic nie odpowiada.

Zasnęła.

29 thoughts on “Kumpel

  1. 🙂 Się takiego spaceru, w takie miejsce nie spodziewałam. 🙂 🙂 🙂
    Na chwilę zaniemówiłam, bo się wczułam w rolę Twojego kumpla i uffff…dobrze, że to był on 🙂
    No cóž kobietom trudno zrozumieć męskie problemy :-), gdyż mają inne. Chociażby związane z miesiączką, hormonami, nastrojami i nie wiadomo z czym tam jeszcze 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      1. I tak jeszcze odnośnie męskich przyjaźni, dużo bardziej wolę towarzystwo panów niż babej, i nie ze względu na jakies flirty, tylko czasem jest po prostu łatwiej. Choć wszystko tak naprawde zalezy od charakterow, umiejetnosci rozmowy, sposobu bycia itp. 🙂

        Polubione przez 1 osoba

          1. Sorki, ze tak na raty. Odszedł już szok. 😉

            Musze dodać, że dziwią mnie relacje małżeńskie, w których małżonkowie nie rozmawiają o wszystkim. Rozumiem, że temat moze byc krepujacy, trudny, ciezki do zaakceptowania… ale jednak.
            Przerazaja mnie faceci, którzy jednak nie potrafią się wzbić w życiu pinad swoje genitalia. 🙂

            Polubione przez 1 osoba

  2. Pierwszy raz mam taki dysonans przy pisaniu komentarza. Bo z jednej strony rozumiem zarówno rudą jak i blondynę. Rozumiem tę dezaprobatę, która w głowie kobiety się rodzi, która się martwi i tymi fochami próbuje zawsze coś oznajmić (co oczywiście nie jest najlepszym sposobem, ale do tego trzeba dojrzeć). Ale z drugiej strony tak świetnie mi się czytało ten tekst i tak ciepły obraz stworzyłeś w mojej głowie sceną z ławeczką, że nie potrafię się nie uśmiechać 😉 Raczej bym nie pomyślała, że tekst w takim stylu mnie porwie – a jednak! Gratulacje 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Myślę, że mężczyznom jest dużo łatwiej się przyjaźnić, dlatego mój best mate jest facetem. 🙂 Jak o coś się posprzeczamy, to od razu kawa na ławę, a nie jakieś domyślanie się o co chodzi, jak na siebie pokrzyczymy to następnego dnia idziemy na piwo i o wszystkim zapominamy. A nie jak u większości kobiet, zemsta, lament, wielka obraza. Z tego co zobaczyłam oczami wyobraźni, czytając Twój tekst, Wasza przyjaźń jest nie do zniszczenia. 🙂 No i muszę przyznać, że masz rewelacyjny styl pisania.

    Lubię to

  4. Taka jest męska przyjaźń, podobno, bo nie dane mi jej jako kobiecie doświadczyć, ale ja tam nic nie mam do kumpli mojego męża. Ma swój rozum w końcu. Bardzo fajnie się czytało, chętnie poczytam więcej 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s