To przecież miało wyglądać zupełnie inaczej!

Mieliście wszystko doskonale zaplanowane. Każdy dzień i każdą noc. Dziesiątki szeptów do rana. Wszystko robimy razem. Nie ma, że to – tamto! Dzielimy się obowiązkami, żeby tylko było lżej. Żeby tobie było łatwiej. I żeby mnie. Ty pracujesz, ja ogarniam dom. Ty robisz zakupy, ja karmię. Ja śpię, ty nosisz. Ty śpisz, ja czuwam. Ty nie krzyczysz, ja nie płaczę. Za to kąpiemy razem. Wszystko razem. Razem nigdzie nie wychodzimy wieczorami, razem odwracamy się od twoich kumpli i moich znajomych. I razem milczymy, kiedy mamy siebie dosyć. Nikogo nie potrzebujemy. Nie dzwonimy po moją teściową, ani twoją mamusię. Choćby się paliło, ziemia się rozstąpiła czy przyszło coś jeszcze znacznie gorszego. Sami damy radę! Jesteśmy przecież SGO T&J. Samodzielna Grupa Operacyjna „Ty i Ja”. Mamy tylko siebie. Warszawa to taka nasza bezludna wyspa. Jak Robinson Cruzoe i Piętaszek. Jak snajper i obserwator na tyłach wroga. Musimy na sobie polegać. Na 100%. Bo inaczej zginiemy.

D-Day.

O widzisz, wcale nie jest tak źle! Zobaczcie, jak dajemy sobie świetnie radę! Właściwie jesteśmy już ekspertami. Sami możemy dawać innym rady. Może założymy bloga parentingowego? Może TVP zaprosi nas do „Pytanie na śniadanie”?

Zaczyna płakać. Najpierw wieczorem, tak gdzieś około 20:30. Powoli staje się to regułą. Dzień. Dwa. Tydzień. Miesiąc.

Kolka.

Czy widzieliście oczy dziecka, które ma kolkę? To już nie są oczy niemowlaka! To są oczy cierpiącego człowieka. Człowieka błagającego o skrócenie męki, jak ranny żołnierz, któremu szrapnel otworzył jamę brzuszną na polu bitwy. Albo mina urwała obie nogi.

Nic nie działa. Jedna apteka, druga, dziesiąta. Może inny smoczek? Może zmiana diety? Nie jedz tego. Nie jedz tamtego. Wychodzi na to, że ona może tylko ziemniaki i wodę. Mogę wcale nie jeść, byle tylko przestało płakać. Musisz, kochanie! Karmisz. Suszarka chodzi przez całą noc. Licznik bije. Allegro. Niemiecki eBay, OLX i poczta pantoflowa. Ktoś ma ciotkę, ktoś miał wujka, komuś ponoć pomogło.

Gówno prawda.

Dzień przestaje różnić się od nocy. Dzisiaj na przykład w ogóle jej nie było. Jak poza kołem podbiegunowym. Za to była biegunka. Pralka chodzi na okrągło, aż w całym domu czuć swąd palonych kabli.

Nie możesz zwlec się z łóżka. Przecież ja ogarniam dom, a ty pracujesz. Pamiętasz jeszcze, najdroższy?

W robocie Stalingrad. Jakiś Gruppenführer przyjechał prosto z Wilczego Szańca i siedzisz cały dzień na niekończących się spotkaniach. Panowie, proszę wyłączyć komórki. Ty tylko ściszasz swoją. Okazuje się, że jesteś niezbędny. Docenili cię nawet. Gość co chwilę poklepuje twoje ramię. Gut gemacht! Zaczynasz w to wierzyć. Więcej, chcesz w to wierzyć, bo możesz choć na chwilę zapomnieć o domu. Właściwie mógłbyś całkowicie poświęcić się pracy. Bez reszty. Chcesz tego.

Odruchowo sprawdzasz swoją komórkę. WTF!!! Sześć nieodebranych połączeń. Jedno po drugim. Od niej. Krew odpływa ci z twarzy. Wychodzisz z konferencyjnej w środku spotkania, odprowadzany zaciekawionym wzrokiem uczestników. Ich spojrzenia mówią: „Wreszcie coś się dzieje, bo gość strasznie przynudza”. Natychmiast oddzwaniasz. Raz, drugi, siódmy. Nie odbiera. Wracasz na miejsce, ale przez głowę z prędkością neutrino przelatują ci coraz czarniejsze myśli. Odwodnienie? Zadławienie? Główka poleciała do tyłu? A może?… Nie, to nie możliwe… Tylko nie to!!! I natychmiast usłużna wyobraźnia podsuwa ci odpowiedni scenariusz. Śmierć łóżeczkowa?! Boże, plis! Zaczynasz się modlić. Dawno tego nie robiłeś.

„Nie opuszczaj mnie Panie
Boże. Z serca żałuje, że zbłądziłem.
Szczerze żałuję wszystkich grzechów.
Wysłuchaj mnie Panie,
Dodaj mi sił i wesprzyj mnie.
Wierzę w Ciebie Boże.
Nie ześlij na mnie hańby.
Nie daj zatriumfować moim wrogom.
Boże daj mi siłę,
Błogosławiony jesteś który dajesz mi siłę i wolę walki.
Jesteś moją fortecą, moją ostoją i zbawieniem.
Jesteś moją tarczą.
Niczego już się nie boje bo w Tobie mam oparcie.”

Na każdej przerwie dzwonisz, ale im częściej to robisz, ona tym bardziej nie odbiera. Gość stawia kolację. Najlepsza restauracja. Płaci firmową kartą. Trzeba uczcić jakiś tam sukces. A wcześniej wszyscy mówili, że to była totalna porażka. Zapowiada się dobra wyżerka. Próbujesz się wykręcić u szefa.

– Chyba ochujałeś! – słyszysz w odpowiedzi.

Masz tam siedzieć i zabawiać gościa, żeby wrócił zadowolony i będzie mógł powiedzieć tam wszystkim o słynnej polskiej gościnności. Wtedy może nie zamkną ten nasz Arbeitslager. Wszystko w twoich rękach. Znów musisz się wykazać.

Nawet nie pamiętasz drogi powrotnej do domu. Zdawało ci się, że był ogromny korek. Największy, jaki widziałeś w życiu. Cała obwodnica stała. W końcu wyjąłeś kij od baseball’a i idąc środkiem zacząłeś walić po łbach tych wszystkich baranów przed tobą…

Zaraz… zaraz… to chyba jednak widziałeś kiedyś na filmie. Ty tego nie zrobiłeś. Na szczęście! To był ten aktor, z tym śmiesznym dołkiem na brodzie, którego kiedyś molestowała Demi Moore. Swoją drogą – niezła dzida! Jego stary też miał taki dołek i grał w westernach. U nich to chyba rodzinne. Jaki, do cholery, był tytuł tego pieprzonego filmu?

Stoisz przed drzwiami waszego mieszkania. W gardle zamiast krtani masz drugie serce. Wali tak szybko, jakby chciało w ciągu minuty wyrobić swoją normę na cały rok. Najciszej jak potrafisz przekręcasz klucz. Delikatnie otwierasz drzwi i stajesz w przedpokoju.

Wszystkie światła pogaszone.

Nikogo nie ma!

Nie, z pokoju dziecka słyszysz delikatną muzykę. Coś jakby pozytywka, a przez mleczną szybę w drzwiach widać niebieskawą poświatę.

Nic nie rozumiesz.

Drzwi uchylają się powoli i ona wychodzi stąpając na palcach. Przykłada palec do ust.

– Śpi już tak od paru godzin – mówi szeptem. – Dzwoniłam, żeby ci o tym powiedzieć. Właśnie ją nakarmiłam i chyba sama się trochę zdrzemnęłam. Wyciszyłam komórkę, żeby nikt nam nie przeszkadzał. Napijesz się herbaty?

Opierasz się o futrynę.

Ona po chwili wraca. Podaje ci filiżankę. Staje przy tobie.

Dziecko uśmiecha się przez sen. Miniaturowe wargi układają się w łobuzerskim grymasie. Zastanawiasz się, skąd znasz ten uśmiech. Przecież doskonale wiesz! Widziałeś go tysiące razy. Najbardziej rozczulający widok na świecie.

Czyż to nie w nim się zakochałeś?

Jej uśmiech.

Czujesz wilgoć pod powiekami.

Obejmujesz ją ramieniem i przyciągasz delikatnie do siebie.

– Jak ci minął dzień? – pyta.

Długo szukasz odpowiednich słów.

Podnosisz filiżankę do ust. Bierzesz długi łyk herbaty. Jest diabelsko gorąca. Mocna. Aromatyczna. Z goździkami i cytryną. Twoja ulubiona. W końcu mówisz:

– Wyśmienita herbata.

Przykładasz czoło do jej czoła i  po chwili dodajesz:

– Kocham cię.

44 thoughts on “Dzień ojca

  1. Odetchnęłam z ulgą czytając zakończenie 🙂 Faaajnie utrzymane napięcie do samego końca.
    Co do treści: ot – kwintesencja bycia rodzicami 🙂 Już teraz na zawsze będziecie się o to maleństwo martwić.. 🙂 Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Super. Wprawdzie nie lubię przekleństw i brzydkich słów, ale rozumiem, że czasem inne nie oddadzą tego, co chcemy powiedzieć. Bardzo się cieszę, że trafiłam na Twój wpis. Prowadzę blog dla mam i o mamach ale zamierzam go rozwijać, tak, żeby mamy poznały też punkty widzenia ojca.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Świetny wpis, prawdziwie pokazuje to co odczuwa Małżowa część Rodziców. U nas małż też nieźle w kość dostawał, tym bardziej, że po pracy przychodził zmordowany (kopalnia) a Młoda zasypiała jedynie kołysana na jego brzuchu. wystarczyło ja położyć obok a zaraz się budziła i płakała 🙂 calutka córa taty 😉

    Polubione przez 1 osoba

  4. Piękny wpis 🙂
    Przypomniały mi się te noce, kiedy córa miała kolkę. Ta bezradność, bezsilność i zmęczenie… Pamiętam, jak w środku nocy ubieraliśmy dziecko, zabieraliśmy do samochodu i jeździliśmy po okolicy. Kilka kółek i spało. Trzecie, może czwarta nad ranem? Czasem spała, czasem jazda zaczynała się od nowa. Podziwiam mojego męża, który woził nas po nocy, a rano wstawał i… szedł do pracy.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Pomijając zderzenie wyobrażenia o rodzicielstwie a życiem realnym muszę powiedzieć: Wielki szacunek! Po pierwsze za wytrwałość w podziale obowiązków. Drugie dziekuję leci za cały wpis. Dawno nie trafiłam na coś tak lekko i ciekawie napisanego. Będę zaglądać

    Polubione przez 1 osoba

  6. Oj, jak dobrze mi znane te słowa… Ale pięknie to wszystko nazwałeś, czyta się wręcz idealnie. Ale dalej czytać nie będę, idę zobaczyć swój magiczny uśmiech przez sen. Więcej takich nocy, więcej takich chwil życzę!

    Polubienie

  7. Nas kolka zrujnowała psychicznie jedna i druga a mamy dzieci rok po roku. Wyobrażenia o rodzicielstwie znacznie różniły się od rzeczywistości z noworodkiem o co chyba na pocżatku oboje byliśmy obrażeni nie wiem… na swiat, na internety na Pytanie na Śniadanie i M jak miłość ze nie mówił nikt że będzie tak jakoś byle jak…
    To ważne, żeby w całym tym szale noworodkowego i dalszego życia znaleźć tę herbatę i przede wszystkim to kocham.

    Polubione przez 1 osoba

  8. No, muszę przyznać, że z zaciekawieniem przebrnąłem od pierwszego znaku do ostatniej kropki. Fajnie, że unikasz patosu, bo w tego typu tekstach on wdziera się między wiersze niemalże samoistnie. A u Ciebie nawet to końcowe „kocham cię” wygląda zgrabnie. Interesujący tekst, zarówno od strony formy, jak również treści 🙂

    Pozdrawiam ciepło.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s