Czy istnieje coś takiego, jak gadżet doskonały?

Dzisiejszy wpis będzie zupełnie inny. Obiecuję, że nie będzie w nim żadnych nieopowiedzianych historii,  łez, śmiechu czy też zamierzonego lub niezamierzonego grania na uczuciach.

Absolutnie nie jest to również żadna kryptoreklama sponsorowana przez producenta owych słuchawek. Nikt mi za to nie płaci, a ja nie mam żadnego interesu, żeby reklamować cokolwiek. Zresztą, z tego, co wyczytałem gdzieś w internetach, pies z kulawą nogą nie zainteresuje się tobą,  jak nie masz jakichś 30 tysięcy unikalnych wejść dziennie, więc nie ma co strzępić jęzora po próżnicy.

Nie jest to również klasyczny test, jakich wiele można znaleźć w necie. Nie będzie tu szczegółowych do bólu danych technicznych, benchmarków i testów wytrzymałości. Po wszelkie informacje odsyłam na stronę firmy Aftershokz. A jeśli chcecie wiedzieć, po ile stoją takie słuchawki na rynku, sprawdźcie sobie sami:) Bez obrazy, ale zakładam, że jeśli ktoś potrafi wejść na mojego bloga, to z taką samą łatwością odnajdzie również aktualną cenę.

Tak naprawdę chciałem tylko obwieścić światu, że po raz pierwszy w życiu udało mi się kupić gadżet, który spełnia moje oczekiwania w 100 procentach. Zwykłe ludzkie pragnienie pochwalenia się. Jak w szkole, kiedy mama kupiła ci nowe dekaty lub relaxy. Prężyłeś się, wyginałeś, podstawiałeś nogi kumplom niemal pod same oczy i dupa! Nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi. Dopiero rzucone przez ciebie niby mimochodem: „Ale te spodnie piją mnie w kroku”, albo celowe robienie z siebie kretyna: „Kurczę, patrzcie jakiego stara narobiła mi obciachu, kupując takie pedalskie buty!”, przynosiły jakiś efekt.

No bo zawsze było coś nie tak. Wymarzony, wypasiony telefon był nawet okay, ale miał kiepską baterię i właściwie musiałbyś taszczyć na plecach szpulę z kablem podłączonym na stałe do gniazdka, żeby ci nie padł gdzieś na mieście. A markowy transmiter, który według sprzedawcy miał w twoim golfie II LPG zapewnić doznania  niemal takie same, jak opera w Sydney, w rzeczywistości sprawiał, że głośniki charczały i pierdziały jak stary dziad w tramwaju.

A tu niespodzianka. Nie ma się do czego przyczepić. Sęk w tym, że najpierw trzeba uświadomić sobie bardzo istotną rzecz. Rzekłbym – fundamentalną.

To nie są słuchawki do słuchania muzyki! Serio. Jeśli więc jesteś zagorzałym melomanem, który potrafi odróżnić dźwięk płynący przez miedziane złącza od pozłacanych, albo nie wyobrażasz sobie słuchania muzyki bez aktywnego tłumienia hałasu, to nie trać czasu. Nie czytaj dalej.

To są słuchawki wprost stworzone do biegania! Ja biegam, więc mogę to osobiście potwierdzić. Zdają egzamin. Ale zakładam, że świetnie też by się sprawdziły na rowerze czy podczas jazdy na nartach.  Dam znać, jak w końcu kupię sobie rower albo nauczę się jeździć na nartach!

No dobra, ale co jest w nich takiego wyjątkowego? Czym różnią się od innych słuchawek do biegania na rynku?

Odpowiedź brzmi: TPK! Technologia Przewodnictwa Kostnego (Dobra, skrót wymyśliłem sam na poczekaniu, żeby brzmiało bardziej fachowo:) Tak naprawdę nie wiem,  jak to się diabelstwo nazywa, ale najważniejsze, że działa rewelacyjnie! Aż mnie korci tutaj, żeby się trochę powymądrzać na temat tej technologii, bo w końcu jak każdy Polak jestem specjalistą od katastrof lotniczych, karakali i aborcji, więc mam pełne prawo wypowiadać się i w temacie laryngologii. Ale bez obaw, oszczędzę Wam tego! Zresztą zobaczcie sami na poniższym obrazku, co i jak.

at
Źródło: AfterShokz.com

Jedyne, co warto wiedzieć to, żeby tych kanciastych końcówek nie wpychać sobie na siłę do ucha, bo se można krzywdę zrobić! Zakładamy jak okulary tylko odwrotnie – haczykami do przodu – i gotowe!

A biega się w nich naprawdę rewelacyjnie! Po pierwsze nie odcinają cię od świata zewnętrznego. Słuchasz swoich ulubionych kawałków, a jednocześnie docierają do ciebie wszelkie odgłosy z otoczenia. Dwa w jednym. Ileż to razy o mało nie dostałem zawału podczas biegu po leśnych ścieżkach, kiedy zza pleców bezgłośnie wyskakiwał rozpędzony rowerzysta, strasząc na dodatek natarczywym dźwiękiem dzwonka. Jedyny plus był taki, że jego bluzg pod moim adresem też nie słyszałem!

Po drugie, po paru minutach biegu kompletnie zapominasz, że masz cokolwiek za uszami. Są lekkie. Żadnych kabli i możesz sparować je poprzez BT z dwoma zewnętrznymi urządzeniami. Mikrofon jest czuły, jak kobieta na punkcie swojej wagi, i jeszcze możesz swobodnie prowadzić sobie rozmowę podczas biegu. Trzeba tylko uważać z odgłosami sapania, bo rozmówca może to opacznie zinterpretować!

Komfort jest bezdyskusyjny. Wcześniej używałem zwykłych słuchawek, takich wtykanych do uszu i zawsze, ale to zawsze któraś z nich wypadała mi podczas biegu, a w małżowinach tworzyły się małe bagienka z potu.  Później zakupiłem takie na pół-wtykane z pałąkami wokół uszu, lecz w wietrzne dni czułem, jak dokuczliwe zimno wlewa mi się do środka głowy, a od zawirowań powietrza miałem jakieś omamy słuchowe. Koszmar!

Do tego bateria. Chyba muszę sprawdzić w manualu, ale podejrzewam, że potrafi jakoś sama ładować się podczas biegu. Może czerpie energię z fal mózgowych? Oczywiście, to żart. Ale faktem jest, że trzyma nadspodziewanie długo. W wakacje naładowałem ją przed wyjazdem na Teneryfę, później biegałem co drugi dzień na trasie Puerto Santiago – Alcalá, jakieś 10 kilometrów w obie strony i wytrzymała całe trzy tygodnie. Doładowałem dopiero po powrocie do domu.

Jest jeszcze jedna ważna cecha. Są higieniczne! Wreszcie możesz dać komuś posłuchać, co właśnie leci ze Spotify albo Tidala i potem założyć z powrotem na uszy bez dyskretnego sprawdzania, czy coś nie zostało na słuchawkach. Kumpel kumplem, ale wymiana woskowiny usznej to już doprawdy lekka przesada!

Okazuje się więc, że jednak istnieje gadżet doskonały. Ja swój znalazłem.

Cholera, myślałem, że już mnie nic w życiu nie zaskoczy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s