Dzieci to mają pytania!

Na przykład moja córka, Oliwia, trzecia klasa podstawówki, pierwsza komunia za pasem, a tu nagle bach: „Który grzech jest największy?”

Lecz najpierw mała dygresja – właściwie rada dla wszystkich rodziców. Co należy zrobić, kiedy dziecko zadaje kłopotliwe pytania? Na przykład jedziecie krajową ósemką, jesteście gdzieś za Wyszkowem, a zza pleców dobiega Cię pytanie: „Tata, a dlaczego te panie stojące przy drodze odwracają się tyłem do samochodów i pokazują pupę?”. Albo coś w bardziej bezpośrednim stylu: „Czy to prawda, że dzieci robi się siusiakiem?”

No, i? Any idea? Zbyć milczeniem? Zmienić temat? Wytłumaczyć na przykładzie motylków albo pszczółek?

Pudło!

Odpowiedź jest banalna – zawsze mówić prawdę! Prawda w odróżnieniu od kłamstwa jest mało atrakcyjna, szara i nudna. Prawda jest jednowymiarowa i nie ma drugiego dna. I tylko ona nie pozwoli ci zapędzić się w kozi róg. Chociaż w przypadku dzieci nigdy nie ma takiej gwarancji. Za to kłamstwo, no cóż, tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Kłamstwo jest jak papuga w stadzie wróbli. Nie ma szans, żeby nie przyciągnęło uwagi. Jest jak bumerang. Raz wypowiedziane, będzie do ciebie wracało zmuszając do wymyślania coraz to nowszych kłamstw. Samonapędzający się mechanizm. Jest to w zasadzie jedyne działające w świecie perpetuum mobile.

Tylko, żeby to było takie proste!

Ostatnio byliśmy razem z Oliwką w Lidlu. Sobota rano, tuż po otwarciu, europalety z towarem już wystawione. W powietrzu unosi się zniewalający zapach świeżo wypieczonych kajzerek, a miły głos informuje o otwarciu nowej kasy. Zmobilizowany elektorat już ryje w kontenerach ze szmatami jak stado dzików w kartoflisku. Słowem – sielski, leniwy poranek w dyskoncie. Totalna nuda.

Podchodzimy do kasy. Czekamy w kolejce. Zblazowana Oliwka bierze po kolei kolorowe przynęty wyłożone na półeczkach przy taśmociągu, patrzy na mnie błagalnym wzrokiem niczym pewien zabawny kotek ze Shreka i po chwili odkłada z wielce zawiedzioną miną. Naraz podnosi małe, niebieskie pudełeczko. Durexy. Karbowane. XXL. Trzy sztuki po dziesięć pięćdziesiąt. Prawdziwa okazja.

– Co to jest? – pyta na całą epę.

Panika. Co robić? Dać po łbie i opieprzyć? Nie wolno w miejscu publicznym. Bo zaraz Opieka Społeczna. Bo jeszcze zabiorą dziecko. Przecież nikt nie będzie wnikał, za co. A może tak porzucić towar i dać nogę ze sklepu? Nie da się. Jakiś dupiasty babsztyl blokuje wózkiem drogę ucieczki. Robi mi się duszno. Czuję się jak zając na środku drogi złapany ciemną nocą w światła samochodowych reflektorów.

Stojący za mną elektorat wstrzymuje oddech. Młoda kasjerka świdruje mnie swoim spojrzeniem. Jej oczy zdają się mówić: „Dobrze ci tak, pieprzony lemingu! Masz njubalanse na nogach, pewnie jeździsz wypasioną furą i płacisz kartą kredytową z limitem, jakiego ja nie zarobię przez cały rok. Nienawidzę ciebie, nienawidzę swojej pracy, ale z prawdziwą przyjemnością popatrzę, jak się wijesz niczym piskorz obdzierany ze skóry i posypywany solą!”

– Prezerwatywy – odpowiadam drewnianym głosem. Mam wrażenie, że to ktoś inny wypowiada za mnie te słowa.

Elektorat wstrzymuje oddech. W myślach już zaciera ręce, jak mucha na widok kupy. Patrz, patrz Grażynka, a jeszcze przed sekundą było tak nudno!

– A do czego służą te…y… prezerwatywy? – Oliwka pyta dalej nieświadoma, że właśnie wyprowadziła nokautującego lewego sierpowego.  O żesz, kur.. jego mać!

– Żeby kobiety nie zachodziły w ciążę – odpowiadam całkowicie zdruzgotany.

Powietrze w Lidlu jest tak gęste, że można by je kroić nożem. Kasjerka ma tryumfującą minę. Czy ona rzeczywiście powiedziała na głos: „No i co teraz zrobisz, głupi ciulu?”.

Oliwka kiwa kilkukrotnie głową, jakby chciała pokazać, że rozumie i odkłada pudełeczko na miejsce. Po chwili chwyta kolejną rzecz i pyta:

– A to?

Wypuszczam głośno powietrze i uśmiecham się ciepło. Głaszczę ją po głowie. Córuchna moja kochana!

– To są gilzy – odpowiadam i dodaję: – Przy ich pomocy skręca się papierosy.

Kiedy wychodzimy z Lidla wciąż czuję na sobie spojrzenia wielu par oczu. Jakieś takie zawiedzione.

No, ale wracając do pytania postawionego na początku.

Właściwie, co to za pytanie? Każdy głupi wie, że zabójstwo człowieka to przecież najcięższe przestępstwo. Największa ze wszystkich zbrodni, wieczne potępienie i kara śmierci w wielu krajach.  Ale, tato…? Cicho! Tak jest i już. W nogach śpisz, gówno wiesz!

Otóż niezupełnie!

Właściwie na świecie istniej tylko jeden, jedyny grzech.

Kradzież.

Matka wszystkich grzechów. Szef wszystkich szefów. Capo di tutti capi. Reszta grzechów jest tylko pochodną kradzieży.

Zaskakujące, prawda?

Spójrzmy na Dekalog.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Lubisz alkohol? No, ba! Kto nie lubi! Nie ma to, jak się nieco zeszmacić w piątkowy wieczór z kumplami. Człowiek musi się przecież zresetować po ciężkim tygodniu, bo inaczej usechłby ze zgryzoty. I może ojciec czołgający się na czworaka po podłodze nie jest najprzyjemniejszym widokiem dla jego dzieci, ale to jeszcze nie jest grzech. Co najwyżej zrobisz z siebie idiotę.

Grzech zaczyna się naprawdę wtedy, gdy któregoś dnia, będąc w Oszołomie, Biedrze lub innym Leklerku zaczynasz słyszeć syreni śpiew. Wołają cię po imieniu. Ki diabeł! – myślisz zdziwiony. Syreny tutaj? Próbujesz je ignorować, ale jednocześnie posłusznie podążasz w ich kierunku. Śpiew staje się coraz głośniejszy i coraz bardziej natarczywy. W końcu docierasz do ostatnich regałów i stajesz niczym biblijny Mojżesz, mając prawdziwy mur z wód po lewej i po prawej stronie. To one cię wołały. Ustawione w idealnych rzędach butelki. Jedna piękniejsza od drugiej.

Jeśli zatem dane ci było słyszeć kiedykolwiek syreni śpiew w sklepie, to wiedz, że jesteś złodziejem. Kradniesz pieniądze należące do twojej żony i dzieci, bo dziwnym trafem na kwiaty dla niej i pieluchy już nie styknęło ci kasy. O tym, że kradniesz swoje zdrowie to już nie wspomnę. Ale twoim największym grzechem jest to, że kradniesz prawo do spokojnego snu swoich dzieci, kiedy nocami nie mogą zasnąć, z drżącymi serduszkami nasłuchując zgrzytu zamka i twoich kroków w przedpokoju.

Nie będziesz brał imienia Pana, Boga swego, nadaremnie. Każdy ma jakiegoś boga. Jedni mają Pana Boga, drudzy fałszywych bogów, dla innych zaś bogiem może być na przykład ojciec dyrektor, nauczyciel w szkole, sensei z klubu karate lub pani magister z apteki. Kiedyś znałem jednego kolesia z akademika, o którym można było powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest bogiem. Był nim. Przeszedł wszystkie poziomy w Studni Dusz i miał moc kreowania nowych światów. Dochrapał się statusu boga, chociaż wyglądał jak typowy komputerowy wymoczek.

Bogiem może być każdy. Nawet Ty. Dla swoich dzieci, kumpli czy nawet czasami, ale to bardzo rzadko, choć niekiedy się zdarza – dla swojej teściowej. Rzecz w tym, żeby nigdy nie być bardziej boskim od samego Boga. Wtedy staniesz się złodziejem. No bo kiedy skołowana staruszka przesyła ci swoją rencinę i potem przez cały miesiąc nie ma co do garnka włożyć, to wiedz, że właśnie dokonałeś zuchwałej kradzieży. Albo masz firmę, jesteś bossem pełną gębą i właśnie pokazałeś, kto tu rządzi, spuszczając na drzewo pracownika, który przyszedł po podwyżkę. On chciał tylko stówę więcej, bo dziecko mu się urodziło. Tak cię tym podkurwił, że musiałeś na drugi dzień kupić sobie ganz nowe porsche cayenne turbo S 4,8 V8 570 koni Tiptronic S za 835 180 polskich nowych złotych na ukojenie nerwów. Ukradłeś jego prawo do godnego życia. Jesteś więc złodziejem.

Nie zabijaj. Pozbawienie kogoś życia to też kradzież. I to z rodzaju tych najgorszych. Nie tylko kradniesz jego duszę, ale robisz coś o wiele straszniejszego. Bo niczym eksplodujący pocisk taki czyn trafia rykoszetem wiele postronnych i całkowicie niewinnych osób. Zabijając człowieka, faktycznie kradnie się jakiejś matce syna, żonie męża czy dzieciom ojca. Kradniesz ich prawo do szczęścia, prawo do spokojnego życia, wspólnych chwil i prawo do obdarzenia zaufaniem drugiego człowieka. Jeśli tego dokonałeś, jesteś ni mniej, ni więcej złodziejem.

Nie kradnij. Nic dodać, nic ująć.

Kradzież była również pierwszym grzechem, od którego wszystko się zaczęło. No bo kiedy w Raju Ewa buchnęła jabłko z pra-jabłonki i dała gryza Adamowi, to najsampierw była kradzież, a dopiero potem złamanie boskiego zakazu spożywania owoców z drzewa wiadomości dobrego i złego. To przez kradzież mamy wszyscy tak przerąbane na tym łez padole.

Wiecie, co mnie często gryzie? Że jak już stanę na sądzie ostatecznym, to okaże się, że wcale nie najważniejsze są te grzechy, z których nie zdążyłem się wyspowiadać na łożu śmierci, ale pogrąży mnie mały, plastykowy kartonik. Format ID-1, jakieś pięć centymetrów na osiem. Bilet komunikacji miejskiej. Miesięczny. Wiele lat temu, będąc ubogim studenciną zapłaciłem jednemu szpeniowi, który tak go podrobił, że później jeździłem cały miesiąc za friko. Okradłem Zarząd Transportu Miejskiego, co jeszcze pewnie by jakoś uszło płazem, ale w rzeczywistości ograbiłem jakieś 38 milionów Polaków z części ich podatków.

Jestem złodziejem.

Żeby człowiek choć Czyśćca dostąpił…

 

Reklamy

22 thoughts on “Matka wszystkich grzechów

  1. Co do pytań dzieci, kiedyś moja córeczka, mając 4 latka, zapytała o to, którędy dzieci wychodzą z brzuszka? I choć przgotowywałam się do tego typu pytań, to i tak to pytanie mnie zaskoczyło. Julka była obeznana w temacie, bo studiowalismy z nia literaturę. Ale ja zaczęłam kombinować coś w temacie, o dziurkach w brzuszku i zadowolona z siebie, że jakoś poszło, uslyszałam: ” a tatuś powiedział, źe dzieci rodzą się pochwą” :-). Od tego momentu nazywam dzieciom wszystko tak, jak faktycznie siê nazywa. 🙂
    My mamy jakieś wewnętrzne opory, bo coś z czymś czasami nam sie kojarzy…dzieci sa czyste…

    Polubione przez 1 osoba

      1. I teraz będę musiała się nagimnastykować. 🙂
        Wydaje mi się, że lekkość, swoboda, taki pozytywny przekaz. I każdy może siê z tym, o czym piszesz, na swój własny sposób,utożsamić. Pewnie tematyka…

        I nie wiem co jeszcze. 🙂

        Polubione przez 1 osoba

            1. No słyszę ten szyderczy, cyniczny czy piorun wie , jaki jeszcze uśmiech? 🙂

              Ale, to, že kazdy może cos tu u Ciebie dla siebie znaleźć, to nie jest coś, co autora bloga autentycznie cieszy, spełnia ?

              Polubione przez 1 osoba

              1. Nooooo…chyba źle mnie oceniasz 😞 To było bez ironii.. Najbardziej się cieszę z tego, że możesz tutaj odnaleźć cząstkę siebie… A co do stylu…. hmmm.. mi się to wszystko wydaje jakieś takie… miałkie

                Polubienie

  2. Tyle że… Złodziejstwo mamy w genach. Tak. Chodzi mi o te wszystkie codzienne drobiazgi. O Twój podrobiony bilet. O moje siedzenie przy kompie(kradnę czas dzieciom). O wszystkie maleńkie słowa, które wypowiadamy codziennie. O „ładnie wyglądasz”, lub „masz zmęczoną twarz”. No przecież mówiąc tak też kradniemy! W pierwszym przypadku dochody kosmetyczce, a w drugim dobre samopoczucie.
    Masz wątpliwości czy dostąpisz zbawienia? Przez te kradzieże? No to odetchnij!
    Bóg też nas okradł dając Dekalog 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s