Starszy brat to bardzo dziwny twór!

Kiedy jesteś małym szczylem najpierw mu zazdrościsz. Że nie musi iść tak wcześnie spać, jak ty i może oglądać telewizję do późna w nocy. Że jest dużo silniejszy od ciebie, wcześniej przechodzi mutację i u niego pierwszego pojawia się ciemny puszek wokół wacka.

Później jest już tylko gorzej. Dotychczas dzieliliście pokój, aż tu nagle mu odbija i zaczyna urządzać sobie na strychu coś przypominającego skrzyżowanie warsztatu samochodowego, pijackiej meliny, studia nagraniowego i buduaru. Prawdziwy eklektyzm. Wtedy po raz pierwszy dostajesz od niego bolesnego kopa w dupę, kiedy szperasz tam podczas jego nieobecności. Przysięga, że następnym razem cię zabije, jeśli jeszcze raz to zrobisz. Przez uchylone drzwi zdążyłeś zauważyć, że wymienił wszystkie plakaty Guns N’Roses na Sepulturę.

Generalnie, śmierć grozi ci na każdym kroku. Kiedy przez nieuwagę wypaplasz, że nie wrócił na noc lub przez przypadek nakrywasz go jadącego niemiłosiernie zeszczurzonym polonezem z jego paczką kumpli. Po kryjomu kupili go za grosze na spółę, żeby mieli gdzie słuchać muzyki, palić skręty i marzyć o łatwych laskach.

Później zaczynasz go podziwiać. Że zarobił swoje pierwsze prawdziwe pieniądze zapieprzając w warsztacie samochodowym u Falconettiego. A potem pojechał stopem na koncert do Jarocina i rozpuścił je w dwa dni i przetrwał kolejny tydzień żywiąc się jedynie tanim winem.

Jednak pewnego razu zauważasz, że twój podziw zamienia się nagle w nienawiść. Którejś nocy nad ranem budzi cię dźwięk kamyka uderzającego w szybę. Otwierasz okno i wpuszczasz go do domu, żeby starzy niczego nie zauważyli. I wtedy odkrywasz z dławiącą zawiścią, że on to zrobił! Oczywiście nie puści pary z gęby, ale widzisz to w sposobie, w jaki ściąga podkoszulek i pochylony nad umywalką wsadza głowę pod strumień zimnej wody. Jego lamparcie ruchy, kpiący uśmieszek i błyszczące oczy aż krzyczą, że dzisiejszej nocy zaliczył swój pierwszy raz. Tak musiał czuć się Aleksander Wielki po zdobyciu Persji albo Krzysztof Kolumb, kiedy odkrył Amerykę. I za to coraz bardziej go nienawidzisz.

Apogeum przychodzi w dniu, w którym przyprowadza na niedzielny obiad swoją nową dziewczynę. Pierwszy poważny związek, jak twierdzi. Najgorszy dzień w twoim życiu. Masz wrażenie, że on to wszystko robi ci na złość. Żeby cię do reszty pognębić. No bo tylko urodzony sadysta przyprowadza Megan Fox do domu, w którym mieszka zakompleksiony, pryszczaty szesnastolatek. To tak, jakby młodemu byczkowi pomalować w oborze ściany na czerwono! Bo to już nie jest dziewczyna, jak te siksy z twojej klasy, które nawet nie dadzą się dotknąć palcem i z wrzaskiem lecą do Pani.

To jest KOBIETA!

Prawdziwa, w pełni rozwinięta, trójwymiarowa kobieta. Taka, która doskonale wie o tym i tak samo boi się męskich spojrzeń jak pies świeżego boczku. No bo kiedy ma na sobie dżinsowe szorty, to akurat zupełnie przez przypadek są tak skrojone, że widać kawałek wydepilowanej fałdki oraz skrawek koronkowych majtek. Są tak białe, że aż niebieskie. Kiedy zaś zajada truskawki ze śmietaną na deser, to z miejsca przypominają ci się wszystkie sceny z pornosów, które oglądaliście zabarykadowani w piwnicy kumpla. Przy niej Sharon Stone w Nagim Instynkcie to stetryczała babcia.

I kiedy już myślisz, że nic gorszego cię nie spotka, nadchodzą wakacje. Miałeś wspaniałe plany, z których ostatecznie gówno wyszło. Kumple cię olali, dziewczyny zamiast do Mielna poszły na pielgrzymkę do Częstochowy i wygląda na to, że będziesz miał dwa najpodlejsze miesiące w życiu. Zaczynasz żałować, że u nas nie ma powszechnego dostępu do broni. Zrobiłbyś z niej użytek, kończąc swój nędzny żywot.

Na domiar złego ona sprowadza się do was i kiedy leżysz na łóżku w swoim pokoju, cały czas słyszysz jej kroki na strychu. Twoja rozbuchana wyobraźnia nie pozwala ci zasnąć. Sam siebie nie poznajesz i jesteś coraz bardziej przerażony. Masz wrażenie, że właśnie tracisz zmysły. Ale któregoś dnia brachol staje w drzwiach i z obojętną miną oznajmia: „Jedziemy do Mielna na kilka dni. Jedziesz z nami, młody?” Nie możesz w to uwierzyć i wietrzysz nowy podstęp z jego strony. Nowy rodzaj tortury, żeby cię jeszcze bardziej zdołować.

Jednak wcale nie. Rzeczywiście jedziecie razem nad morze i nagle twoje życie zaczyna rozświetlać słońce. Śpicie we trójkę w jednym namiocie kołysani do snu szumem fal, wypijacie hektolitry piwa, smażycie się godzinami na słońcu i opychacie lodami na deptaku, które w upale rozkosznie ciekną wam po rękach i brodzie. Któregoś dnia, kiedy obserwujecie zachód słońca, ona wpada na pomysł, żebyście wykąpali się na waleta. O dziwo, brachol nie ma nic przeciwko i wkrótce dokazujecie w wodzie jak trzy psotne foki.

A wieczorami gadacie do późna przy ognisku. I wtedy zdajesz sobie sprawę, że ona wcale nie jest taką tępą dzidą, za jaką wszyscy ją biorą. Że wiele przeszła w życiu. Ojciec prał ją aż furczało, a wszyscy faceci, z którymi się spotykała widzieli w niej tylko jej cycki. Dopiero ten człowiek, który właśnie śpi w namiocie chrapiąc jak rozjuszony odyniec zobaczył w niej człowieka. To twój brat. Zaczynasz postrzegać go w zupełnie innym świetle.

Mijają lata. Twoje rozedrganie jakby odrobinę przygasło. Idziesz na studia. Chcesz robić karierę i kosić konkretny hajs. Ale na razie jesteś zwykłym gołodupcem i kiedy brachol odwozi cię na pociąg do Wrocławia, na pożegnanie wciska ci w łapę kilka stówek. Jakimś cudem domyślił się, ze tam będziesz ich potrzebował. A kiedy wracasz na święta wiesz, że zawsze będzie czekał na ciebie na peronie. I nawet wtedy, kiedy spóźniłeś się na pociąg, którym miałeś przyjechać. I kolejny, bo ciężko było ci rozstać się z kumplami. Każdy inny człowiek dałby sobie dawno spokój, ale nie twój brachol. Czekał sześć godzin. W tym czasie zdążył dwa razy obejść miasto dookoła, przeczytał wszystkie gazety w Empiku, ale cierpliwie czekał na ostatni tego dnia pociąg z Warszawy. Wiedział, że jak wysiądziesz o północy na Głównym, to już nie dostaniesz się niczym do domu. Przecież nie przejdziesz trzydziestu kilometrów na piechotę i będziesz musiał spędzić noc na dworcu. Pewnie w myślach sklął cię w żywy kamień, ale nic nie powiedział. A ty, kiedy go zobaczyłeś opartego o metalowy filar na peronie, miałeś ochotę go uściskać. Jednak nie zrobiłeś tego. Nie jesteś przecież mięczakiem.

W końcu w twoim życiu nadchodzi ten dzień, na który tak naprawdę zawsze czekałeś. Dzień ślubu. Twojego. Ksiądz, orkiestra i goście czekają już tylko na ciebie. Jesteś sam w apartamencie hotelowym i ostatni raz przeglądasz się w lustrze. Nawet sobie nieźle poradziłeś i zapiąłeś wszystko na ostatni guzik. Oprócz tego od muchy. Kierowca limuzyny pogania cię klaksonem, że już czas jechać po Młodą, a ty nie możesz zapiąć tego pierdolonego guzika!

I wtedy on nadchodzi, jak burza po upalnym dniu. Strach. Czujesz go w żołądku, jak wielką ołowianą kulę. Najgorszy rodzaj. Strach przed strachem. Że to już. Że od teraz będziesz się bał, czy dasz radę. Że będziesz żałował.

Opuszczają cię wszystkie siły. Siadasz na łóżku i masz ochotę po prostu uciec. Komórka dzwoni jak opętana. Niekończąca się sekwencja: teść, twoja mama, twoja przyszła mama, ojciec, siostra, świadek i znów teść, mama… Ktoś puka do drzwi. To twój starszy brat. Jedyny domyślił się, co się dzieje. Nic nie mówi, tylko podchodzi do barku. Wyciąga flaszkę i dwa kieliszki. Nalewa z wprawą nie roniąc ani kropelki. Siada obok ciebie. No dalej. Pij, młody. Wiem, co czujesz. To zawsze pomaga. Jeszcze jednego, na drugą nogę. Lepiej?

Lepiej. Paraliżujący ścisk ustępuje. To rzeczywiście pomaga. A potem bawisz się tak, jakby to był twój ostatni raz. I śmiejesz się. Śmiejesz się sam z siebie i ze swojego strachu. I z tego, jakim byłeś głupim fiutem, że dałeś się mu zaskoczyć i tobą zawładnął. Świat jest piękny, a przyszłość świetlana przed tobą. I tylko od czasu do czasu czujesz na sobie uważne spojrzenie starszego brata.

I znowu Ziemia zrobiła kilka rundek wokół Słońca. Ty żyjesz tu, a on tam. Ostatnio rzadko się widzicie. On się rozwiódł i generalnie jakoś słabo mu idzie. Ty zaś jak rasowy korposzczur przegryzasz się z coraz większą wprawą na czoło peletonu. Tak się w tym rozsmakowałeś, że zapomniałeś o niej i dzieciach. Powiedziałeś o jedno słowo za mało, albo za dużo, zresztą nie ważne. Liczy się to, że dowiedziałeś się o sobie wszystkiego. Nawet przeprosiłeś, ale trzasnęła drzwiami i pojechała na kilka dni do mamy. Dzieci też pojechały. Zostałeś sam. Niby fajnie, bo cicho i nikt nic od ciebie nie chce, ale czujesz się podle. Wieczorem, kiedy myjesz zęby, nie poznajesz tego człowieka po drugiej stronie. Masz ochotę położyć się do łóżka i już się nigdy nie obudzić.

Kiedy dzwoni komórka, przez ułamek sekundy masz nadzieję, że to ona. Pudło. To twój brat. Właśnie pomyślał o tobie i postanowił zadzwonić. Nie masz ochoty z nikim rozmawiać. Nawet z nim. Kłamiesz jak z nut, że u ciebie wszystko okay. Właściwie mógłbyś wygrać konkurs na kłamcę tysiąclecia. Przecież masz za sobą wiele lat treningu. Jesteś w tym mistrzem. Rozłącza się.

Budzi cię dzwonek do drzwi. Trzecia nad ranem. Wróciła, myślisz ze zdziwieniem. Znowu pudło. To on. Ręce ubrudzone smarem aż po same łokcie. Nie uwierzył ci w ani jedno słowo. Jak stał, tak wsiadł w samochód i przejechał trzysta pięćdziesiąt kilometrów, aż jebnął mu termostat. Dwa razy. Raz za Ostrowem Wielkopolskim i znowu pod Sochaczewem. I podczas, gdy ty byś płakał dziuni na infolinii, żeby załatwiła ci holowanie, mimo że nie dopłaciłeś do takiej opcji, bo żal ci było kasy, on uszczelnił przewody przy pomocy gumki recepturki i reklamówki z Biedry. Raz na stacji benzynowej, a potem gdzieś w szczerym polu, przyświecając sobie zapalniczką.

A potem siedzicie do świtu w kuchni przy niedopitej flaszce. Przez większość czasu milczycie. Bo o czym tu gadać. Przecież wróci. Z tym rozwodem, to takie tam babskie gadanie. Nic z tego nigdy nie wynika.

Patrzysz na brata i zadajesz sobie w myślach pytanie: „Kim jesteś, brachol? Znam cię całe życie, a wciąż jesteś dla mnie zagadką.”

13 thoughts on “Brachol

  1. Ja z Młodym zacząłem się dogadywać dopiero po wyprowadzce z domu. Wcześniej nie mogłem zamienić z nim ani słowa, był bardzo zmanierowanym i podatnym na towarzystwo nastolatkiem. Teraz widzimy się co prawda kilka razy w roku, ale trzymamy sztamę jakich mało. Mogę z nim poćwiczyć na siłowni, wybrać się wieczorem na miasto lub strzelić kilka kieliszków. Do tego trzeba dojrzeć 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Na początku myślałam, że to będzie taki zabawny tekst o starszym bracie, coś w klimacie reklamy Coca-coli. A potem… Czyta się to niesamowicie, parę razy zrobiło mi się ciepło na serduszku, parę razy łezka zakręciła się w oku. Prawda jest taka, że często najbardziej zaskakują nas osoby, które znamy całe życie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s