Czy wiecie, czego bałem się będąc młodym chłopakiem?

Kiedy byłem jeszcze szczylem? Zakompleksionym piętnastolatkiem, ale już z sypiącym się pod nosem kolejarskim wąsikiem? Z pięknie wyhodowanymi na twarzy dziobatymi pryszczami,  boleśnie nabrzmiałymi sutkami skrzętnie ukrywanymi pod wieloma warstwami ubrania oraz zmutowanym głosem przypominającym jakąś nieznaną dotąd nauce krzyżówkę konającej żaby z seksualnie podnieconym osłem.

Czy był to może strach przed szkołą? Albo chłopięcy lęk przed dziewczynami? A może ogólna obawa przed nadchodzącym wielkimi krokami dorosłym życiem?

Nic z tych rzeczy!

Otóż wtedy lękałem się czegoś zupełnie innego.

Bałem się, żeby nie zostać ojcem!

Zabawne, prawda? Obawiałem  się czegoś, co wtedy chyba mi nie groziło, albo powiedzmy, że było raczej mało prawdopodobne. Ale ludzie często tak mają. Że martwią się czymś. Na zapas. Tak, jak moja mama. Ona to dopiero martwiła się wszystkim! Że wybuchnie wojna. Że Ruscy i Amerykanie w końcu wezmą się za łby i odpalą te tysiące głowic atomowych. I że one wszystkie spadną na Polskę. Że zginiemy od fali uderzeniowej. Albo umrzemy na chorobę popromienną. Że to już będzie ostatni papież. Nasz papież. Po nim już tylko czeka nas koniec świata. I nadejście Antychrysta.

Źródłem mego strachu był tamten chłopak. Miał na imię Janek. Był starszy ode mnie. Był już po wojsku, skąd wrócił z prawdziwym tatuażem na przedramieniu. Pracował w warsztacie samochodowym gdzieś pod Prusicami. Zarabiał prawdziwe pieniądze. I miał też prawdziwy motocykl. Śliczną, czerwoną Javę 350 z lśniącymi, chromowanymi pałąkami po bokach. Janek był wysokim, muskularnym blondynem o oczach błękitnych jak czerwcowe niebo.

No, i co najistotniejsze, Janek miał dziewczynę! Prawdziwą dziewczynę. Nie jakąś tam cnotkę-niewydymkę, tylko dojrzałą kobietę, która nie odstępowała go na krok, wisząc ciągle na jego szyi i szepcząc mu bez przerwy do ucha miłosne zaklęcia. Wysoka. Szczupła. Kruczoczarne włosy i twarz Czarnej Madonny. Jak ze świętego obrazu. Często widziało się ich, jak pędzili gdzieś na motorze na złamanie karku – on w lustrzanych okularach i rozchełstanej koszuli, ona zaś mocno wczepiona w niego w tych swoich opiętych na pośladkach dżinsach i w białym, męskim podkoszulku na ramiączkach.

Słowem Janek miał wszystko to, czego mnie wtedy brakowało!

Ten strach dopadł mnie tamtego dnia, kiedy po jakimś czasie znów zobaczyłem ich w kościele. Siedzieli razem na chórze i oboje wyglądali, jakby naraz postarzeli się o dziesięć lat. Janek był jakiś taki przygaszony. Zamyślony. To już nie był tamten chłopak. Ona natomiast bała się. Widać było. Jak na dłoni. Ten strach. W jej oczach. To już także nie była tamta dziewczyna.

A po mszy na dziedzińcu kościoła słyszałem, jak pan Waldek – kierowca autobusu, który zawsze wszystko wiedział – mówił do kogoś ściszonym głosem, wskazując głową na Janka: “…no i wziął spaprał dziewczyninie bachora i muszą się teraz żenić na łeb na szyję. Tragedia, Panie! Bo to mieszkać nie mają gdzie, jego wylali z roboty za pijaństwo, ona żadnej pracy nie ma, bo toto uczyć się nigdy nie chciało, tylko szlajać po dyskotekach, a teraz…”

Reszty już nie dosłyszałem. Uciekałem do domu, zdruzgotany tym, co przed chwilą widziałem i słyszałem.

Od tamtej chwili tego bałem się najbardziej. A dławiący w gardle strach truchtał cierpliwie za mną jak wygłodniały wilk za zranionym jeleniem.

Żeby nigdy nie spaprać bachora! Żadnej dziewczyninie.

I tej utraty wolności.

I utraty honoru.

Honoru mężczyzny.

Ale nie myślcie sobie, że byłem taki strachliwy. Co to, to nie! Mógłbym powiedzieć, że na swój wiek byłem całkiem odważny.

Przykładowo, nigdy nie bałem się iść samemu lasu! Od małego łepka. Nawet w nocy. Przywykłem do tego podczas niezliczonych polowań z ojcem i czułem się w lesie, jak – nie przymierzając – we własnym łóżku. Znałem go dobrze. Umiałem słuchać. Rozumiałem. I kochałem.

Ale starzy myśliwi mawiają, że w lesie najgroźniejsza jest ona. Goniąca się dzika locha. Nie ma nic gorszego. Prawdziwa bestia. Nikomu nie przepuści. Z taką to najlepiej nigdy nie zadzierać. Że najrozsądniej jest schodzić z drogi. Albo po prostu, jak radzili demonstrując obrazowo – spieprzać jak najdalej od takiej.

Natomiast mój ojciec zawsze mawiał, że w lesie najniebezpieczniejszym zwierzęciem jest… człowiek.

No, i pewnego pięknego, lipcowego poranka wybrałem się do lasu.

Bo chciałem być bogaty. Chciałem już być dorosły. Chciałem też mieć taki lśniący motocykl, jak Janek. I, co tu dużo ukrywać, chciałem już mieć też dziewczynę. Taką, jak miał Janek.

A do tego wszystkiego, jak powszechnie wiadomo trzeba mieć pieniądze! Nie ma innej rady.

Ale weź tu zarób, kiedy jesteś w ósmej klasie, a życie robi wszystko, aby tylko kopnąć cię w dupę.

I wtedy wpadłem na iście genialny pomysł.

Jagody!

No, jasne! Że też wcześniej o tym nie pomyślałem! Wystarczy połazić trochę po lesie, potem podulczeć chwilę przy szosie Milicz-Trzebnica i kosisz kasiorę od naiwnych kierowców, jak kombajn dojrzałe żyto.

A gdzie były ich najwięcej? No pewnie, że pod Wieżą!

No, więc uzbrojony w litrowy słój wyruszyłem do lasu, zastanawiając się po drodze, na co wydam te wszystkie pieniądze, których rozkoszny ciężar już prawie czułem w kieszeni.

Na miejscu musiałem nieco zmodyfikować swoje plany. Okazało się, że zbieranie jagód to nie taka łatwizna, jak mi się początkowo wydawało. Zwłaszcza w taki dzień. Upał lał się z nieba, jak ciekłe żelazo. Chmary komarów krążyły nad moją głową i bez przerwy któryś z nich pikował z piekielnym wyciem niczym miniaturowy Sztukas w kierunku mojego odsłoniętego karku. Wielkie, czerwone mrówki łaziły mi po całym ciele, szyszki wpadały do butów, jeżyny wpijały się boleśnie w łydki, a z pragnienia język stawał mi kołkiem w ustach.

Dopiero około południa zapełniłem słój i ze zgrozą obliczyłem, że w takim tempie kasę na najtańszy motocykl uzbieram za jakieś piętnaście lat! Byłem mocno rozczarowany. Nie tak to wszystko miało wyglądać.

Głodny, spragniony i wściekły na samego siebie, powlokłem się w kierunku szosy.

Kiedy przechodziłem obok Wieży, naraz usłyszałem głos z góry:

– Są jagody?

Zadarłem głowę. Z położonego na wysokości jakichś trzydziestu metrów małego okienka wychylała się czyjaś głowa. Jasne, długie włosy. Kobieta. Nic dziwnego. Był środek sezonu pożarowego i codziennie od świtu do zmroku obserwatorzy na wieży czuwali, aby w razie czego zawiadomić straż pożarną.

– Pewnie, że są! – odkrzyknąłem buńczucznie. – Ale tylko na sprzedaż.

Kobieta milczała dłuższą chwilę.

– Po ile? – spytała. – Może odkupię od ciebie.

Serce zabiło mi szybciej. Wstąpiła we mnie nadzieja. Ale fart! Czyżby już trafił mi się pierwszy klient?

– No, nie wiem – oparłem, żeby zyskać na czasie i wykalkulować rozsądną cenę. – Chyba po, hymmm…, powiedzmy…

Nie dała mi dokończyć.

– Muszę najpierw spróbować, czy dobre! – odkrzyknęła. – Trzymaj, zrzucę ci klucz.

Po chwili coś małego i błyszczącego wylądował u moich stóp. Podniosłem klucz i otworzyłem blaszane drzwi prowadzące do środka wieży.

Wewnątrz było ciemno, chłodno i pachniało świeżym betonem. Spojrzałem w górę i zobaczyłem zwężającą się ku górze studnię ze spiralnie zawiniętymi schodami. Raźno wskoczyłem na pierwszy stopień.

Kiedy dotarłem na sam szczyt, pragnienie dało znać o sobie ze zdwojoną siłą. Chyba byłem nieco odwodniony, bo miałem lekkie zawroty głowy. W tej chwili oddałbym wszystkie jagody za coś do picia.

Nad moją głową zaskrzypiała metalowa klapa i po chwili znalazłem się w jasnym, przeszklonym pomieszczeniu. Rozciągał się stąd zapierający dech w piersiach widok ponad czubkami drzew daleko, aż po Kocie Góry na horyzoncie.

Mimo otwartych na oścież okien, w środku panował niesamowity skwar. Jak w szklarni. Pomieszczenie było okrągłe, znajdowało się tu składane, metalowe łóżko polowe oraz niewielkie biurko, z przedpotopowym telefonem i rozklekotanym krzesłem. W nozdrza uderzył mnie ostry i kwaśny odór. Zapach ludzkiego potu.

Moja pierwsza klientka stała tyłem do okna i przyglądała mi się w milczeniu. Właściwie to gapiła się na mnie. Natarczywie. Dokładnie tak samo Gruby patrzył się na swoją kanapkę podczas drugiego śniadania w szkole.

Była w trudnym do określenia wieku. Już nie młoda, ale jeszcze nie stara. Była pulchna, ale nie jakoś przesadnie gruba. Miała na sobie różowy fartuch, jaki noszą kucharki na szkolnej stołówce, pod którym prześwitywała jej bielizna.

Ale z całą pewnością nie była ładna! To już mogłem stwierdzić, mimo swoich piętnastu lat. Miała długą twarz z wielkimi oczami i wystającymi do przodu zębami i wyglądało na to, że według pierwotnego planu miała być chyba wielbłądem, ale Pan Bóg czegoś tam nie dopilnował. Jemu też się widocznie musi to zdarzać!  W końcu, jakby nie było, jesteśmy na jego podobieństwo!

Postawiłem na biurku słoik z jagodami, ale mój wzrok przykuła stojąca na parapecie dwulitrowa, plastykowa butelka z jakimś czerwonawym napojem. Z trudem rozchyliłem spierzchnięte wargi i oblizałem je językiem. Butelka była opróżniona do połowy.

Kobieta jakby straciła zainteresowanie jagodami. Przyglądała mi się, bawiąc się zawieszonym na łańcuszku złotym krzyżykiem. Odchylona do tyłu, wysunęła jedną nogę do przodu, prawie dotykając moich butów. Była boso.

– Gorąco tu – powiedziała jakby do siebie. – Pewnie chce ci się pić, co nie?

Gorliwie pokiwałem głową, głośno przełykając ślinę.

Kobieta podała mi butelkę.

– Proszę, napij się.

Nie musiała mi tego dwa razy powtarzać! Przytknąłem butelkę do ust, biorąc głębokiego łyka.

O mało się nie utopiłem! Paląca ciecz zalała mi usta, gardło i krtań. Zakrztusiłem się i część aż wyleciała mi nosem. Charcząc i kaszląc oddałem butelkę kobiecie.

Ta wybuchła głośnym śmiechem.

– Dobre wino? – spytała. – Jeżynowe. Sama je zrobiłam.

Coś tam wymamrotałem w odpowiedzi, z trudem łapiąc powietrze.

Dopiero teraz dotarło do mnie, że kobieta była mocno podpita! Sama wytrąbiła prawie litr wina. No, tak! Ten maślany blask jej oczu, te niezdarne ruchy i to całe zachowanie. Dziwaczne. Niepokojące.

Kobieta odstawiła butelkę na biurko i dłonią zaczerpnęła kilka jagód ze słoika. Zaczęła wkładać do ust jedną po drugiej. Dalej przyglądała mi się pochylając głowę, a ja ze zgrozą patrzyłem, jak ponownie sięga po jagody i zjada. W takim tempie wkrótce nie będę miał niczego do sprzedania!

– Pyszne – powiedziała i wsadzając sobie jedną jagodę w usta, zaczęła przesuwać ją językiem z jednego kącika ust w drugi. – Niestety nie mam przy sobie pieniędzy. Chyba zapomniałam portfela z domu. Albo zgubiłam. Sama już nie wiem.

Poczułem, jak oblewa mnie pot.

– Ale może mogłabym dać ci coś innego? – spytała, przegryzając jagodę, aż sok pociekł jej po wargach.

Rozejrzałem się dookoła siebie. Co takiego, u licha, mogła mi dać – pomyślałem. Przecież tu niczego nie ma!!! A może miała na myśli ten stary telefon? Tylko, po kiego wała mi taki stary gruchot?!

Kobieta naraz zaczęła rozpinać guziki fartucha.

– Ależ dzisiaj jest upał – powiedziała, wachlując twarz dłonią. – Nie masz nic przeciwko, że zdejmę to z siebie? Chyba się zaraz ugotuję.

Gdzieś, w samym środku mojego niewykształconego mózgu jakiś jeden uśpiony dotychczas neuron naraz się przebudził. Coś było nie tak. Zarejestrował jakiś nietypowy impuls. Podejrzany. Na wszelki wypadek zrobił to, do czego został stworzony. Wszczął alarm.

Patrzyłem w osłupieniu na roznegliżowaną przede mną kobietę i niemal słyszałem, jak w mojej głowie zaterkotał natarczywie dzwonek.

Kobieta przemaszerowała obok mnie w samym biustonoszu i majtkach i usiadła na polowym łóżku, opierając się plecami o ścianę.

Poklepała ręką miejsce obok siebie.

– Siadaj – powiedziała słodkim głosem. – Uff, jak gorąco tutaj.

Stałem nieruchomo obserwując ją uważnie. Cała pokryta była kropelkami potu. Miała ogromny biust, który ledwo mieścił się w wielgachnym staniku. Kiedyś zapewne stanik był biały, ale teraz pokrywały go żółte smugi i zacieki.

Kobieta musnęła mnie lekko gołą stopą w łydkę i pociągnęła w swoim kierunku.

– No, dalej – powiedziała stanowczo. – Co tak stoisz? Siadaj tu obok mnie.

Ociągając się, przycupnąłem na brzegu łóżka, cały czas zastanawiając się, w jakim kierunku to wszystko zmierza?

Kobieta wyraźnie zadowolona z siebie, uniosła prawą rękę do góry i zarzuciła nad moją głową.

Kwaśny zapach aż odebrał mi dech. Z przerażeniem spojrzałem w bok i tuż przy swej twarzy ujrzałem jej wielką pachę. Cała porośnięta była długimi, lśniącymi włoskami i przypominała jakieś zmokłe zwierzątko futerkowe. Dajmy na to takiego piżmaka.

Albo nutrię!

Kobieta natarła na mnie całym ciałem i wtedy w moje głowie zawyła syrena! Nagle przed oczami stanął mi obraz Janka i jego dziewczyny w kościele. Usłyszałem też tamte słowa. Głośno i wyraźnie. Jakby pan Waldek stał tuż obok i mówił do mnie.

A właściwie o mnie!

Żeby tylko nie spaprać bachora! Głos, który usłyszałem w głowie, poderwał mnie na równe nogi. Uciekaj! Uciekaj, póki będzie za późno!

– To ja już muszę iść – powiedziałem do leżącej na łóżku kobiety, kierując się do kwadratowego otworu w podłodze.

Kobieta złapała mnie za rękę. Jej uścisk był żelazny.

– Nie odchodź – powiedziała jakimś takim żałosnym głosem. – Jeszcze nie zapłaciłam ci za jagody.

Spojrzałem na jej twarz. Rzeczywiście, malował się na niej autentyczny żal. I jakiś smutek. Muszę przyznać, że nawet zrobiło mi się odrobinę jej szkoda.

Zawahałem się. Potrząsnąłem głową.

– Nie trzeba – odparłem. – Niech pani je sobie weźmie.

Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby czyjaś twarz tak szybko tak się zmieniła. Od smutku do wściekłości.

Kobieta pociągnęła mnie gwałtownie ku sobie. Była piekielnie silna. Poleciałem na nią i ułamek sekundy później zderzyłem się z jej zaciśniętą w pięść dłonią. Poczułem potężne uderzenie w szczękę i odniosłem wrażenie, jakby w mojej głowie ktoś właśnie odpalił noworoczne fajerwerki. Tysiące kolorowych iskier eksplodowały mi przed oczami, a w uszach słyszałem jednostajny pisk.

Nawet nie wiem, kiedy znalazłem się na schodach. Leciałem w dół, jak tramwaj po szynach. Chwilę późnej byłem już na dole. Wypadłem z ciemności na wprost na zalany słońcem dwór. Mrużąc oczy spojrzałem w górę.

I to mi chyba uratowało życie.

Usłyszałem tylko głośne …ziiiiiiiuuuuuuuuuuuu, a po chwili… jebuduuuuu! Kątem oka zobaczyłem coś błyszczącego. Instynktownie uskoczyłem w bok. W samą porę, bo w ułamku sekundy słoik pełen jagód eksplodował u moich stóp obrzucając mnie odłamkami szkła i ochlapując krwistoczerwonym sokiem.

– Zabieraj sobie te pieprzone jagody! – krzyknęła z okna kobieta. – Nic od ciebie nie chcę!

Nie czekając na dalszy rozwój wypadków rzuciłem się do ucieczki.

Spieprzałem w dół wzgórza wielkimi susami. Jak kuna z dachu. W pewnej chwili zahaczyłem butem o jakiś korzeń i wyrżnąłem efektownego fikołka. Plując igliwiem i wyrywając ostre kolce jeżyn z twarzy widziałem ją wciąż wychylającą się z okna.

– Pożałujesz jeszcze! – słyszałem dobiegający z góry głos. –  Wszyscy faceci jesteście tacy sami! Słyszysz! Głupie skurwysyny…

No cóż, ogłuszony i ze szczęką bolącą jak diabli wróciłem do domu.

Bez jagód.

I bez pieniędzy.

Słoik też szlag trafił!

Ale honor uratowałem, prawda?

0
  • http://notaboringlife.com/ Natalia

    “Spaprać bachora”, okropne określenie. Okrutne! 🙂

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Prawda? 🙂

      0

  • http://humoryzmory.blog.pl AsiA

    Ludzie mają dziwną mentalność. Czemu dzieci są traktowane jak samo zło? Przecież nowe życie jest cudem, nie tragedią.

    0

  • http://www.minimalisticgirl.pl Minimalistic Girl

    Świetnie napisana historia. Tym wielbłądem rozwaliłeś mnie na łopatki 🙂

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Dzieki! 🙂

      0

  • rademachera

    Nie wiem. Nie znam się na męskim honorze.
    Wiem za to że na jagody idzie się z wiadrem, nie słoikiem 🙂

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      U nas szło sie ze słoikiem przytroczonym konopnym sznurkiem do portek! Z wiadrem chodzili hurtownicy! 🙂

      0

    • http://www.jakosiagaccele.com Piotr Szostak

      Ja chodziłem ze słoikiem.

      0

  • http://szamanbiz.wordpress.com Szaman

    To prawda czy fikcja? 😛

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka
      • http://szamanbiz.wordpress.com Szaman

        No czytałem to już kiedyś, ale to sprytny zabieg, by między te tzw. zasłyszane historie, które pewnie też trochę rozdmuchane, wstawić niepostrzeżenie jakieś z własnego życia 😉

        0

  • magdaso

    Hahahahahaha…

    Wielki cyc by Cię zgniótł…:-) 🙂 🙂 🙂 🙂

    Rozbawiłeś mnie baardzo…

    Skończyło się zbieranie jagód, czy jeszcze kiedyś ponowione zostały działania zbieracze? 🙂 🙂 🙂 🙂

    Zawsze można spotkać królewnę 🙂 🙂 🙂

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      No jak widać na załączonym obrazku tego lata wybrałem się pod Wieżę 😉 Jagody jak zawsze były wspaniałe…. natomiast klucza nikt nie zrzucił 🙁 Ludzie to teraz nie ufają sobie, jak dawniej…. 😉
      p.s. Wiesz, królewny spotykam na każdym kroku… mam wrażenie, że teraz po świecie chodzą same… królewny i księżniczki 🙁

      0

      • magdaso

        To fakt…:-)

        Choć prawdziwa królewna to zupełnie inna jakość. Nie mam na myśli zarozumiałych lalek odżywiających się wodą i zieleniną, sztucznie wyretuszowanych.:-) 🙂 🙂 🙂

        Jagody zbierał moj kochany teść. Bardzo lubił chodzić po lesie i o wszystkich dbał, dokarmiając nas tymi leśnymi owocami.

        Pozdrawiam serdecznie. A jeszcze powuem, że mniej więcej w tych okolicach, Twoich wędrówek, umiejscowiona jest szkoła, w której jestem jeszcze zatrudniona. 🙂

        0

        • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

          Czy mam to potraktować jako…wyzwanie? 🙂

          0

          • magdaso

            … na pojedynek…:-) 🙂 🙂 🙂

            0

          • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

            Trzebnica?

            0

          • magdaso

            Nie 🙂

            Bliżej Wrocławia.

            0

          • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

            He…. miałaś blisko do Odry? 😉

            0

          • magdaso

            Z pracy, tak sobie.:-) Raczej do Widawy.:-)

            Odra, to moja ukochana rzeka. Jako dziecko, bez pozwolenia rodziców, chodziłam nad jej brzeg i nieraz się skąpałam. Wracałam z mokrymi butami.:-)

            Do tej pory szukam nad jej brzegiem ciszy.

            0

          • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

            Kurczę…. stawiałbym na… Szewce (?) 😉 Ale dzisiaj nie jest mój dzień…. Chyba potrzebuję posłuchać ciszy… z tym, że nad Wisłą 🙂

            0

          • magdaso

            No, ale jesteś blisko. Bardzo. 🙂

            0

          • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

            Hmmm… chyba bez mapy nie dam rady 🙂

            0

  • http://www.wielopokoleniowo.pl/ wielopokoleniowo

    Dałeś radę, honor uratowałeś – a to najważniejsze! 🙂

    0

  • http://www.pieniadzjestkobieta.pl Diana z Pieniadzjestkobieta

    Ale się ubawiłam haha. Boska historia!

    0

  • Marta

    Wciągające! Tak się zaczytałam, że zapomniałam wysiąść z autobusu na swoim przystanku!

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      O rany! Mam nadzieję, że zdążyłaś tam… gdzie jechałaś! 😉

      0

  • malena2805

    Genialne. Ale się zaczytałam…
    miałam jednak nadzieje, że na górze będzie czekała jakaś śliczna dziewczyna… ech…

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      🙂 Dziewczyna pewnie dla kogoś była… śliczna 🙂

      0

  • http://parisstoryblog.wordpress.com parisbymoni

    Skoro honor uratowany, to wszystko dobrze sie skonczylo 🙂 Ach, jak ja nienawidzilam byc nastolatka, ciesze sie, ze to juz za mna…

    0

  • http://mamaw.uk Kat Nems

    A ja już czekałam na końcówke w stylu, że jednak ten bachor będzie i że jednak poszedłeś w ślady Janka.

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      O Matko! 😉

      0

  • zaciesz87

    Uwielbiam te Twoje porównania. Czysty orgazm dla umysłu! Jesteś dla mnie inspiracją do tworzenia ciekawych opowieści, co przy blogu bardziej recenzenckim jest dla mnie nie lada wyczynem. Sztampowość to śmierć.

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Cieszę się, że mogę się do czegoś przydać! 🙂 Aha… i ja też lubię… tatara! 😉

      0

      • zaciesz87

        Zatem przebijmy tatarową piątkę 😀

        0

        • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

          Piąteczka! 🙂

          0

  • http://www.dalwi.pl Dalwi Szyje

    Ciekawa historia prawda, ze boimy się rzeczy które w 90% procentach się nam nie przydarza. A to co nam może się przydarzyć tego się nawet nie spodziewamy:)

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      No i to jest chyba w życiu najlepsze, prawda?! 🙂

      0

  • http://iwonakmita.pl Iwona

    No, miałeś trochę szczęścia chłopak. To znaczy, ten chłopak z opowiadania miał;-) No bo jakby taki niedoszły wielbłąd uczył cie miłości to kiepsko by było, prawda???

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      … tylko słoika szkoda! 🙂

      0

  • http://allmypassionspl.wordpress.com allmypassionspl

    Wow! Wciągająca historia 🙂

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      🙂 Cieszę się, że udało mi sie Cię tu…wciągnąć! 🙂

      0

  • http://www.coffeeshopp.pl Muchał Moskal

    Bardzo lubię Twoje historie i opowiadania. Nadajemy na podobnych falach, albo czytasz w myślach ludzi… Nie ważne, ważne natomiast jest to że spędziłem przyjemnie kilka chwil… Dzięki! P.s. Ten fragment ubóstwiam: „Miała długą twarz z wielkimi oczami i wystającymi do przodu zębami i wyglądało na to, że według pierwotnego planu miała być chyba wielbłądem, ale Pan Bóg czegoś tam nie dopilnował. Jemu też się widocznie musi to zdarzać! W końcu, jakby nie było, jesteśmy na jego podobieństwo!”

    0

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Dzięki! 🙂

      0

  • http://smakpapieru.blogspot.com/ Izabella Gaudyńska

    Czuć ten upał, jagody. Widać rozpryskujące się szkło. Lubię.

    0

  • Eulampia Romanowa

    Podoba mi się szczera, emocjonalna narracja. Świetnie opowiedziana historia, będę obserwować.

    0

    • http://czarnaskrzynka.blog/ Czarna Skrzynka

      Cieszę się! 🙂

      0

    • admin

      Cieszę się! 🙂

      0