Czy wiecie, jak łatwo można złamać serce?

Bardzo łatwo. Właściwie nie wymaga to większego wysiłku. Wystarczy niewielka siła i… traaaach!  Pęknięte na dwie połowy. Trzeba tylko uważać, bo można się przy tym poranić. I poharatać ostrymi odłamkami. Aż do krwi.

Zwłaszcza, kiedy serce zrobione jest z kruchego plastiku. Najtańszego. Chińska tandeta. Zwykła mała popierdółka kupiona gdzieś za grosze na straganie w Ełku. A może w Mikołajkach? Zresztą, teraz to już jest właściwie nieistotne. Któż by tam pamiętał po tylu latach!

To były moje pierwsze kolonie letnie. Pierwszy wyjazd z domu, pierwsze zderzenie ze światem, w którym zdany jesteś wyłącznie na siebie. Wszystko było pierwsze. Tamtego roku również po raz pierwszy piłem płyn lugola, po tym jak kacapy coś tam namotały w Czarnobylu. Za ten obrzydliwy smak jeszcze bardziej ich nie lubiłem.

Mieszkaliśmy w drewnianych domkach na leśnej polanie nad brzegiem jeziora. Nasza grupa stanowiła prawdziwą zbieraninę piątoklasistów z całej Polski. Za dnia wszyscy rżnęliśmy chojraków, ale nocami często słychać było urywane szlochy. Za domem. Za mamą.

Każdy z nas był inny i różniliśmy się chyba we wszystkim. Jak tamten chłopak z Opola. Zdaje się, Lissowski się nazywał. Wszyscy mu zazdrościliśmy, bo był najwyższy, miał wyraźnie zarysowane mięśnie, nosił złoty łańcuch na szyi, elektroniczny zegarek z melodyjkami na ręku i niedawno zdobył brązowy pas w karate. Ale miał też coś, czego zazdrościliśmy mu najbardziej. Zwłaszcza wtedy, kiedy kąpaliśmy się pod prysznicami w łaźni. Bowiem Lissowski miał z nas najdłuższego. Posiadał prawdziwą maczugę, która sięgała mu niemal do kolan, dyndając niczym niewyrośnięta trzecia noga. Gdzież my tam moglibyśmy równać się do niego z tymi naszymi żałośnie zwisającymi glizdami!

Swoją drogą jestem bardzo ciekaw, jak potoczyły się jego dalsze losy? A mógł zrobić wielką karierę. Bez wątpienia w kinematografii! Co by nie mówić, miał chłopak wielki – o, to jest chyba dobre słowo – potencjał. Jednak jakiś czas temu ktoś na fejsie napisał, że ponoć widziano go na wschodnim wybrzeżu Szkocji, jak przeładowywał skrzynki ze świeżo złowionymi rybami w jakiejś podrzędnej hurtowni. Mówili, że stoczył się na samo dno. Podobno.

Ale mieliśmy jedną cechę wspólną. Jedną, jedyną rzecz. Wszyscy śliniliśmy się na pewien widok.

Na JEJ widok!

Miss leśnych kolonii 1986. Najładniejsza dziewczyna tamtego turnusu i nawet chłopaki ze starszych grup do niej uderzali. Wysoka i smukła jak wierzbowa witka. Miała długie, proste, jasne włosy do pasa i zagraniczne ciuchy. Jej matka ponoć pracowała w PEWEX-ie. Kompletnie do nas nie pasowała. Wyglądała, jak barwny motyl na tle szarych much. Nawet imię miała jakieś takie zagraniczne. Karen.

Nie muszę mówić, że Lissowski zarezerwował sobie prawo do pierwszeństwa w chodzeniu z nią w naszej grupie. Malkontentów szybko pozbawił złudzeń, rozkwaszając kilka nosów lub nabijając parę śliw pod okiem. Karen przyjęła jego szczeniackie zaloty, ale z wyraźną rezerwą. Ale nie muszę też wspominać, że ja po prostu dla niej nie istniałem. Traktowała mnie jak powietrze. Myślę, że zajmowałem w jej głowie tyle samo miejsca, co dajmy na to jakiś bąkojad czerwonodzioby z dorzecza Okavango. A może nawet mniej…

Ale czy nie pisałem już kiedyś, że moje życie składa się głównie ze zbiegów okoliczności? Tym razem również pomógł mi zwykły przypadek. A ściślej rzecz biorąc jej choroba, o której chyba sama nie miała pojęcia. Kinetosis. Choroba lokomocyjna.

Któregoś dnia zapakowali nas do zdezelowanego Ogórka i wyruszyliśmy na wycieczkę do Augustowa. Było wesoło i koedukacyjnie. Obie grupy dziesięciolatków. Chłopaki i dziewczyny. A później zrobiło się jeszcze zabawniej, kiedy siedząca za mną Karen puściła pawia. I wcale nie był to tak zwany paw zduszony. Ani cedzony. Ani wielorybi czy też bryzgany. To był paw kumulacyjny! Jak pocisk od RPG. Do zwalczania celów opancerzonych. A ja, jako że siedziałem bezpośrednio na drodze strumienia kumulacyjnego, przyjąłem większość rykoszetów.

Chwilę potem eksplodował drugi granat. Tym razem śmiechu. Cały autobus rechotał aż mało go nie rozsadziło. Wszyscy pokładali się ze śmiechu. Nawet Lissowski, który siedział obok Karen rżał z nas jak żabi ogier i aż cały zrobił się buraczkowy od tego wysiłku. Tylko wąsaty kierowca się nie śmiał. Jako że Karen dalej haftowała, kazał mi wyprowadzić ją z autobusu. Też byłem pokryty kawałkami niestrawionego jedzenia, więc pomyślał zapewne, że również zapaskudzę mu całe wnętrze.

I podczas gdy on palił papierosa na poboczu, ja stałem przy tylnym kole Ogórka i z braku lepszego zajęcia trzymałem piękne włosy Karen, aby sobie ich nie zafajdała. Mimo takich niesprzyjających okoliczności, było to całkiem przyjemne. W uszach ciągle słyszałem szydercze śmiechy dobiegającego z autobusu. A potem jeszcze kierowca dał mi jakąś szmatę i musiałem powycierać jej rzygi z podłogi, foteli oraz szyb. Wszyscy przesunęli się do przodu, bo na ostatnich fotelach śmierdziało niemiłosiernie wymiocinami i ruszyliśmy w dalszą drogę. Kierowca nakazał mi z Karen siedzieć na samym tyle.

W Augustowie jako tako doszła do siebie, ale że oboje cuchnęliśmy zaschniętymi rzygami, wszyscy trzymali się od nas z daleka. Nam to było już kompletnie ganz egal,  więc siłą rzeczy wszędzie chodziliśmy razem. Ja z Karen! A jeszcze kilka godzin wcześniej było to tak samo realne jak to, że słońce nagle zacznie wschodzić na zachodzie, a zachodzić na wschodzie.

Od tamtej pory zawsze twierdzę, że nic tak nie zawiązuje przyjaźni jak wspólne rzyganie. No bo kiedy masz lepszą okazję, żeby poznać dogłębnie zawartość czyjegoś wnętrza, jak właśnie nie wtedy?

A potem wszystko się odmieniło. Następnego  dnia siedzieliśmy w kilku chłopaków na werandzie jednego z domków i rozstrzygaliśmy niezwykle istotny dylemat. Mianowicie, frapowało nas, czy nasze koleżanki z klasy mają już obrośnięte czy jeszcze nie. Któryś ponoć gdzieś podejrzał, komuś siostra pokazała kawałek, ale nie było wśród nas jednomyślności. A kiedy spór zaczął niebezpiecznie narastać, na ścieżce nagle pojawiła się Karen. Zapadła cisza i wszyscy wpatrywaliśmy się w nią, jak podchodzi do nas i zatrzymuje się przy schodkach. Na wprost mnie.

– Cześć – powiedziała. – Masz ochotę przejść się ze mną na spacer?

Założę się, że chcielibyście zobaczyć wyraz twarzy moich kolegów, kiedy odprowadzali nas wzrokiem!

Przyszła, żeby mnie przeprosić za tamto w autobusie. I podziękować. Za przytrzymanie jej włosów. A potem mówiła coraz dziwniejsze słowa. Że nie ma ojca. Że jeszcze nikt nic nie zrobił dla niej. Nikt jej nigdy nie pomógł. Aż do wczoraj. I że nie mogła spać przez całą noc. Bo myślała. O mnie. Przyznam się, że nic a nic z tego nie rozumiałem.

A potem dni potoczyły się swym normalnym rytmem letnich kolonii. Wszyscy już dawno zapomnieli o tamtym incydencie w autobusie. Lecz nie ona. Coraz więcej czasu spędzaliśmy razem. Na wycieczkach chodziliśmy w jednej parze. Na sali telewizyjnej, gdzie oglądaliśmy filmy, zawsze zajmowała mi krzesło obok siebie. A na stołówce kiedy mnie zobaczyła, za każdym razem zapraszała mnie machaniem ręki, abym usiadł obok niej. Albo sama brała swoją tacę i przysiadała się do mnie. Wszyscy mówili, że chodzę z Karen, chociaż tak naprawdę nie była moją dziewczyną. Nigdy nawet o tym nie rozmawialiśmy. Po prostu spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu. I dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie. Ja ją lubiłem. Ona lubiła mnie. Tylko Lissowski łypał na mnie coraz bardziej wrogim okiem, bo poszedł w odstawkę.

Ale jak zwykle wszystko na tym świecie ma swój koniec. Wakacje oraz czas beztroskiej zabawy i letniego słońca powoli dobiegał końca. Wieczorem ostatniego dnia poszliśmy na długi spacer. Jutro już oboje mieliśmy być bardzo daleko od siebie. Wcześniej kupiłem dla siostry plastykowe serduszko na łańcuszku jako pamiątkę z wakacji, ale postanowiłem dać je Karen. Ucieszyła się bardzo. I zasmuciła, bo ona nic nie miała dla mnie. Niepotrzebnie. Dla chłopaka nie ma to żadnego znaczenia.

Ale zrobiła coś dziwnego. Przełamała na pół to serduszko i jedną część dała mnie. Drugą, powiedziała, będzie zawsze nosić przy sobie. I zrobiła coś jeszcze. Coś, czego później miałem żałować już do końca życia.

Spytała mnie, czy jestem jej przyjacielem? Prawdziwym przyjacielem. Takim, na którym można zawsze polegać. I który zawsze dotrzymuje danego słowa. Bez względu na okoliczności. Z jakiegoś powodu czułem, że jest to dla niej niesłychanie ważne. Najważniejsze.

Oczywiście, zapewniłem. Wtedy odetchnęła z ulgą i stała się jakby… hmmm… spokojniejsza. Pamiętam, że rozejrzała się dookoła i po chwili wskazała na dosyć grubego dęba z niewielką dziuplą na wysokości wyciągniętej ręki.

– Jeżeli kiedykolwiek będziesz potrzebował pomocy – powiedziała wskazując dziuplę – przyjedź tutaj i włóż swoją połowę serca. Ja zrobię to samo, gdy będę potrzebowała twojej. Obiecuję. I jeżeli którekolwiek z nas będzie w tej okolicy, zawsze będziemy sprawdzali, czy nie ma tam drugiej połowy. Obiecujesz?

Uśmiechnąłem się.

– Obiecuję! – zapewniłem i dodałem. – Jestem przecież twoim przyjacielem.

Tamtego wieczoru widziałem ją po raz ostatni.

I tak się złożyło, że po wielu, wielu latach byłem tam. Wiecie, jak to jest. Jesteś przypadkiem samochodem w okolicach jeziora Łaśmiady i nagle przypominasz sobie o tamtym wieczorze z dzieciństwa. I mimo że nie ma żadnego racjonalnego powodu, abyś zbaczał z drogi te kilkanaście kilometrów, to coś ci mówi, żebyś to zrobił. Przecież to głupie, mówisz do siebie, ale jednocześnie zawracasz samochód.

Niczego tam już nie było. Niczego oprócz drzewa. Naszego drzewa. I dziupli.

Sam nie wiem, co mnie podkusiło, żeby włożyć tam dłoń. Jeszcze coś mnie zaraz udziabie? – pomyślałem. Jakaś kuna albo jakiś inny dziaberlak! Taki, co może nawet całą rękę odgryźć. Aż po samą obręcz barkową. Później powiedzą, że taki stary, a taki głupi.

Przesiałem między palcami zasuszone liście, próchnicę i szlag wie, co tam się jeszcze znajdowało. Już miałem cofnąć dłoń, kiedy nagle na coś natrafiłem. Coś twardego. Coś zdecydowanie różnego od naturalnej zawartości drzewa. Zacisnąłem palce i cofnąłem rękę.

W dłoni miałem plastykowe, czerwone serce.

A właściwie połowę serca.

Jej połowę.

Epilog

Niewielki cmentarz ukryty pośród smukłych sosen zdawał się być najspokojniejszym miejscem na Ziemi. Pasemka babiego lata leniwie żeglowały wzdłuż wytyczonych alejek, delikatnie osiadając na kamiennych nagrobkach i drewnianych krzyżach. Aromat żywicy mieszał się z ostrym zapachem parafiny. Panowała niczym niezmącona cisza, ustały nawet delikatne podmuchy wiatru, jakby sama natura chciała uszanować odwieczny spokój tego miejsca.

– To tutaj – powiedziała stara kobieta, wskazując grób dłonią, wykrzywioną groteskowo przez reumatyzm. – Tu ją pochowałam. Ksiądz nie chciał się zgodzić, bo nie ma miejsca dla samobójców na tym cmentarzu. Tak powiedział. Ale go ubłagałam. Wycałowałam po rękach. Na kolanach. Jak to matka.

Przerwała i wierzchem dłoni przetarła wilgotne oczy. Po chwili mówiła dalej, jakby tylko do siebie:

– Od samego początku wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Bo on jej nie szanował. Jeszcze przed ślubem. Bo to nie był dobry człowiek. Wszystko, czego się dotknął, to zniszczył. I bił ją. Ile to razy uciekała na noc do mnie. Ile razy musiałam ją przed nim ukrywać. Mówił, że to z miłości. Że jest o nią tylko zazdrosny. Tak mówił. Ale to jakieś chore było. Od samego początku. A jak przyszła ta depresja, to ją zostawił. Nic nie pomagało. Brała jakieś tam leki, ale było tylko coraz gorzej. Wszystko robiłam. Ale na próżno. Na marne.

Kobieta spojrzała na mnie i uśmiechnęła się nieznacznie. A może mi się tylko zdawało.

– Przed śmiercią ciągle wspominała o jakimś drzewie. Gdzieś na Mazurach. I o kimś, kto ją uratuje. Mówiła, że musi tam pojechać. I, wie pan, zrobiła to. Dwa dni jej nie było. Zgłosiłam nawet na policję. Ale wróciła. Jakaś taka zupełnie odmieniona. Spokojniejsza. Jakby pogodzona z całym światem. Powiedziała, że zostawiła tam jakąś wiadomość. Dla niego. Przy tym drzewie. Ale widać z tej choroby musiało pomieszać jej się zupełnie w głowie.

Zamilkła, kręcąc głową na boki. Jakby z niedowierzaniem. I dodała:

– A potem wzięła te tabletki nasenne. I już się więcej nie obudziła… Nigdy więcej.

Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni kurtki. Po chwili wyjąłem rękę i otwierając dłoń, powiedziałem:

–  To jest ta wiadomość. Dla mnie. To ja miałem ją uratować.

Kobieta długo patrzyła na czerwone, plastykowe serce leżące na mojej dłoni. Połowę serca. Potem spojrzała na mnie jakoś tak uważniej. Jej powieki otworzyły się szerzej. Właśnie zrozumiała. Widać było, że wszystko już rozumiała.

– Niestety, spóźniłem się – powiedziałem. – Zjawiłem się zbyt późno. O wiele za późno.

Kobieta otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie nie wymówiła żadnego słowa.

Zatoczyła się lekko, opierając się nieznacznie o mnie.

Wziąłem ją pod ramię.

I tak staliśmy długo we dwoje na zupełnie pustym cmentarzu, aż zapadł zmrok i z pomiędzy nagrobków zaczęły już wypełzać bezkształtne cienie.

Starsza kobieta. Matka. I zupełnie obcy mężczyzna.

Przyjaciel, który nie dotrzymał złożonej przed laty obietnicy.

  • http://krainapaulina2014.wordpress.com krainarozwoju.pl

    Ciekawa i wzruszająca historia. Bardzo dobrze mi się ją czytało, zupełnie jak kryminał. Trzymało w napięciu do samego końca. Czy to wydarzyło się naprawdę?

  • https://www.facebook.com/app_scoped_user_id/765493010/ Dominika Rygiel

    Poruszające opowiadanie o prawdziwej przyjaźni. Ładne. 🙂

  • http://www.4mybody.pl 4mybodyEwelina

    Rozwaliłeś mnie na łopatki. Siedzę w pracy i ocieram gile. makijaż płynie. Weź zacznij ostrzegać. Albo nie, to ja sobie zapamiętam – albo lepiej zapiszę sobie – zostawić na wieczór… na ten moment tuż przed snem… No i co mi Ty teraz zrobiłeś?

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      … i to jest dla mnie najpiękniejszy komplement! 🙂 Dziękuję!

  • http://halmanmonika.wordpress.com halmanmonika

    Wiesz co, powinnam Cię zamordować. Dopiero co osiągnęłam wewnętrzny spokój, i co? I dupa. Oczy mi się spociły, ręce zadrżały i spokój poszedł się gwizdać. Jeśli myślisz, że po czymś takim będę wracać na Twojego bloga… to nie mylisz się 🙂

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Strasznie podoba mi się taka logika 🙂

  • http://tosiepopisalam.pl Angelika

    Ładnie napisane, sama chciałabym tak pisać.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Hej… Przecież umiesz! A Twój wpis o 7 pracach? Dzięki, że tu wpadłaś!

  • Modliszka

    Przypadkowo trafilam na tego bloga i chyba zaczne tu czesciej zagladac..nie moglam sie oderwac..naprawde dobrze napisane..

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Dzięki! Zapraszam 🙂

  • http://twitter.com/MaciejWojtasPL Maciej Wojtas (@MaciejWojtasPL)

    Świetnie piszesz (opis pawia – brrr… obrzydliwy 😉
    Bardzo lubię taki styl.
    A sama historia – petarda.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Dzięki! Inne wpisy czekają….

  • https://celebrujczaswolny.blogspot.com/ piotrek

    sympatyczne, przyjemnie się czytało

  • http://jaktougryzc.com Monika z Jak to ugryźć?

    Jako komentarz mogę powiedzieć tylko tyle, że nie mam słów. Będę czytać każdy Twój wpis, jeśli tylko będzie tak dobry, jak ten.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Dziękuję i zapraszam! 🙂

  • http://tojakarola.wordpress.com Karola

    Nie przepadam za opowiadaniami na blogach, ale Twoje tak mnie wciągnęło, że nie mogłam oderwać się od czytanka. Świetny styl, biorę się za kolejne wpisy i życzę sukcesów! 🙂

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Czuj się jak u siebie w domu! 🙂 Dziękuję z miłe słowo !

  • http://rudablondynkalodz.wordpress.com rudablondynka

    Piękne.
    To fikcja czy naprawdę to się wydarzyło?

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      …prawda+wspomnienia sprzed lat… wielu lat 🙂

  • http://julia.hebdzynska.wordpress.com Julia Hebdzyńska

    Jestem pod wielkim wrażeniem. Naprawdę. Doczytałam i do końca i aż chcę więcej. Dziękuję 🙂

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      To ja dziekuję! 🙂 A po więcej zapraszam do pozostałych wpisów 🙂

  • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

    Dzieki! Zapraszam do przeczytania innych wpisów! 🙂

  • http://twitter.com/pawlowska_anna Ania (@pawlowska_anna)

    Jestem absolutnie rozłożona na łopatki. Poryczałam się jak dziecko. Przypomniały mi się kolonie, pierwsze przyjaźnie i miłości. Przypomnieli mi się wszyscy ważni ludzie, wtedy najważniejsi. Dzisiaj zupełnie obcy.

    Nadrabiam stare notki u Ciebie i muszę to napisać – masz dar – pisz książkę! 😉

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      To dziwne, ale powinienem chyba napisać, że jest mi przykro z powodu Twoich łez 😉 Ale nie zrobię tego, bo jednocześnie bardzo się cieszę! Cieszę się jak człowiek, który dowiaduje się od zupełnie obcej osoby, że to, co stworzył ma jakąś wartoś. Jakąś moc. Jakieś oddziaływanie 🙂 Takie komentarz, jak Twój, ładuje moje baterie lepiej niż… najlepsza ładowarka 😉 Oczywiście, serdecznie zapraszam Cię do przeczytania moich pozostałych wpisów! Jestem ciekaw Twojej opinii…a wierz mi, opinia PKNDL jest dla mnie niezmiernie ważna! 🙂

  • http://www.pannaoceanna.pl Pannaoceanna

    Nie znałam Cię wcześniej. Fajnie piszesz. Będę zaglądać częściej.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Zapraszam! Ja też się cieszę, że Cię poznałem 🙂

  • http://zaniczka.pl/ zaniczka

    No dobra…. zaczęłam czytać od niechcenia, skończyłam, bo musiałam. Zaciekawiłeś mnie, ta historia i ta niedopełniona obietnica – jakieś takie, wszystko bliskie…
    Dziękuję.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Cieszę się, że tu zajrzałaś! 🙂 Zapraszm do przeczytania pozostałych wpisów. Mam nadzieję, że też się spodobają.

  • http://sketchesoftravel.blogspot.com Justyna

    Bardzo wzruszająca opowieść niezależnie od tego, czy miała miejsce naprawdę, czy jest tylko fikcją literacką. Świetnie napisane. Gratuluję 🙂

  • http://bajkogrod.blogspot.com Kamila Posobkiewicz

    Czy to działo się naprawdę? Aż trudno uwierzyć! Tragikomiczna historia bez happy endu. Pięknie opisana. Poruszająca i szczera. Będę do Ciebie wracać.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      A ja będę się cieszyć, za kazdym razem, kiedy tu wpadniesz! 🙂 Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o nieopowiedzianych historiach, zapraszam Cię do przeczytania wpisu “O mnie” w głównym menu 🙂

  • https://www.facebook.com/app_scoped_user_id/1345671802158298/ Skazana na gór dożywocie

    Zaglądam nieraz na bloga. Dziś trafiłam na to… Kilku przedmówców pytało, czy historia wydarzyła się rzeczywiście, więc i ja chciałabym zapytać, chociaż nie wiem nawet czemu.
    Zbyt wiele niewiadomych mam w głowie po przeczytaniu. I chyba samo to mówi przez się…
    Co w tym wszystkim jest poruszające najbardziej to chyba sposób, w jaki ją przekazałeś. Masz duży dar do pisania i tak samo duży do umiejętnego operowania emocjami.
    Rzeczywiście do oczu cisną się łzy… chociaż – znów – nie wiem, dlaczego. Bo przecież to może być wizja literacka. Bo może to tylko ona. A jednak jest coś więcej… Metafora tego, co wielu ludzi przeżyło w swoim życiu.
    W opowiadaniu z pozoru krótkim i skupiającym się na jednej historii nagle dostrzegamy kilka różnorakich światów, zderzających się na przestrzeni czasu. Chyba każdy, (tak sądzę) , ma wrażenie, jakby w którymś z tych światów kiedyś brał osobisty udział…
    Dziękuję…

    • https://czarnaskrzynka.blog Czarna Skrzynka

      A ja cieszę się, że ktoś tu zagląda 🙂 I dziękuję za szczery komentarz! Jeśli chcesz dowiedzieć się nieco więcej o nieopowiedzianych historiach, zapraszam Cię do przeczytania wpisu “O mnie” w menu głównym. Nie ukrywam, że pisząc te historie moim głównym celem jest to, żeby ktoś odkrył w nich cząstkę samego siebie. I jak napisałaś, w tym przypadku chyba mi się to nawet udało 🙂 To ja dziękuję!

  • http://satyrki.wordpress.com satyrki

    Świetny blog i super historia. Czy to zdarzyło się naprawdę ? Przeczytałam jednych tchem.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Cieszę się, że podoba Ci się mój blog i historie! Jeśli chce wiedzieć, jak to jest z nimi, to zapraszam Cię do przeczytania wpisu “O mnie” w menu głównym 🙂

  • http://rademachera.simplesite.com rademachera

    Wiesz o czym pomyślałam czytając Twoje opowiadanie?
    O książce, którą poznałam bardzo dawno temu i która wcale mi się nie podobała. To był “Wrzos” Rodziewiczówny.
    Mam ochotę przeczytać ją ponownie 🙂

  • magdaso

    No jestem, doszłam i dobrze, że jest Ktoś obok. 😉

    Mogłabym napisać jakiś bajkowy komentarz, ale nie chcę…pomilczę, dobra?
    Tak bezpiecznie… 😉

    • magdaso

      No dobra…
      Po pierwsze nie akceptuje do konca przyjazni mesko- damskiej, zwlaszcza jak sie jest w małżeństwie. Mysle, ze kazda taka przyjazn moze byc fundamentem milosci.

      Druga rzecz, życie mamy takie jak je sobie organizujemy. Nie na wszystko mamy wplyw i z pewnoscia dobrzy ludzie, ktorzy sa blisko nas moga nam pomoc. Czasem komus trzeba zaufac, ale nie zawsze wybieramy wlasciwa osobe. Bo ciezko kogos, nawet najblizszego, tak do konca poznac. To jest bardziej nieustanne towarzyszenie sobie w drodze- zwiazek.

      Na temat dzieciecych wierzen przenoszonych w zycie dorosle, nie wypowiadam sie. Dla mnie ta kobieta nie dojrzala. Uciekla w swiat fantazji zamiast faktycznie uporac sie z problemem.

      A ludzi dobrych, na jtorych czasem mozna sie wesprzec, warto miec i o nich dbac.

      Dzieki za mily spacer, chwilke ciszy…:-)

      • magdaso

        Wybacz mi brak przecinków i błędy, ale matka czwórki dzieci w sobotnie popołudnie ma co robic…uffff…..:-)

  • http://rademachera.simplesite.com rademachera

    A skąd! Po prostu mi się przypomniało z powodu… Hm… Może klimatu?

  • magdaso

    Hmmm…nie wszystko zależy od woli, ale z pewnością dużo. Dorosły człowiek piwinien posiadać umiejstność widzenia konsekwencji swoich wyborów. Jasne, ze nie jestesmy maszynami i czasami, cos tam dzieje sie poza kontrola. Czasami trzeba poustawiac mocne cele i granice, ale to nie jest gwarancja osiagniecia celu. Czasami cos nas po prostu przerasta. Ocieram sie ciagle o historie kobiet bedacych zonami i matkami, ktore wpadaja w depresje z powodu braku bliskosci mezow. Takiej bliskosci emocjonalnej, psychicznej… jedni sie zbieraja,inni nie i zycie sie sypie…

  • magdaso

    Koleżanki tak. 🙂

  • magdaso

    Dlaczego, prawie wszystkie osoby komentujące tu, przy tym opowiadaniu, zapraszasz do przeczytania teksto o Tobie? Żeby wiedziały, że jesteś w wieku pośrednim? 🙂 I aby zdawały sobie sprawę z wszelakich ułomności wynikających z tego okresu? 🙂

    No dobra, dobrze się nawet z Tobą spaceruje, to može jeszcze raz wskaż jierunek, a potem to już się zobaczy co dalej… 🙂

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Tak! Właśnie dlatego ;)… A tak na poważnie, bo prawie wszyscy się pytają, czy to prawdziwa historia (?)… A ja z natury jestem leniwy i nie chce mi się powtarzać…dlatego tam odsyłam 😉 Tam jest wyjasnione, jak jest z tymi historiami :)… Oki… no to dzisiaj zapraszam Cię na randkę… “Randkę w ciemno” 🙂

      • magdaso

        Czytałam już. 🙂

        To może jednak gdzie indziej? 🙂

        • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

          Czarna Wołga ?… tylko nie czytaj przed snem! 🙂

          • magdaso

            🙂 Dobrze, dojdę za jakiś czas.:-)

  • http://kontrsprzymierzenie.blogspot.com/ per Zofka

    Dobrze, że ja nie zamierzam się wplątywać związki.

  • http://www.createyourtravel.pl Kasia

    Na początku myślałam, że taka sobie po prostu wakacyjna opowieść, ale koniec pozytywnie zaskoczył. Mocne zakończenie. Zupełnie się go nie spodziewałam.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      A wiesz…. że chyba o to mi nawet chodziło 🙂

  • http://monikajuniewicz.pl/ Monika Juniewicz

    Uśmiałam się z początku – te dylematy nastolatków 😉
    No to jest sztuka tak napisać historię, że czytelnik się zastanawia, czy to się zdarzyło naprawdę czy to fikcja 😉 W każdym razie czyta się świetnie!

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Dziękuję! Mam nadzieję, że pozostałe wpisy oraz te przyszłe będzie Ci się czytało równie… świetnie 🙂

  • Kinga Bielejec

    Świetnie się czyta Twoją twórczość! Wzruszająca, zaskakująca i smutna historia. Chętnie przejrzę inne teksty na Twoim blogu.

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Dziękuję za komentarz! 🙂 A ja będę zawsze się cieszył, ilekroć tu wpadniesz! 🙂

  • https://www.dookolapracy.pl klaudia j

    Twoje opowieści zawsze potrafią wciągnąć! 🙂 Super styl pisania!

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      Super, że Ci się podoba! 🙂

  • http://rademachera.simplesite.com rademachera

    O porodach też? To szacun… Rzadko objawia się facet mający jakieś pojecie o tym cudzie życia 😉

    • https://czarnaskrzynkablog.wordpress.com/ Czarna Skrzynka

      I to dwa razy! 🙂